 |
|
|
Relacja z podróży do Południowej Dalmacji oraz Czarnogóry
|
W Mrkonjić Grad robimy chwilowy postój przy drodze. Wsiadając do samochodu słyszymy głośny klakson
i widzimy pozdrawiającego nas machaniem ręki, "naszego" Szweda. Zobaczył i zrozumiał.
Z Mrkonjić Grad (jeszcze w Republice Serbskiej) docieramy do miejscowości Jajce (już w Federacji Bośni i
Hercegowiny), nadkładając drobiazg - ok. 50 km. Do dzisiaj nie mamy pewności czy ta zatarasowana droga nie
była elementem "granicy" pomiędzy Republiką Serbską a Federacją Bośni i Hercegowiny, ale to tylko
przypuszczenia. Wyjeżdżając z miasta trafiamy na korek. Okazuje się, że kilkaset metrów dalej miał
miejsce wypadek. Z tego widzimy nie było ofiar śmiertelnych, jedynie są lekko ranni. Pogotowie i
policja są już na miejscu. Wydawało się nam, że teraz to już kwesta minut, kiedy ruszymy dalej.
Nic bardziej błędnego! Byliśmy świadkami popisu działania bośniackiej policji. Samochody uczestniczące
w kolizji, nie zagradzały przejazdu i można było je bez problemu ominąć. Jednak policja wstrzymała ruch
całkowicie, w obie strony. Jedno z aut było prowadzone prawdopodobnie przez cudzoziemca, co wyzwoliło
konieczność dowiezienia na miejsce kolizji tłumacza. Ruch odblokowano po ok. 1,5 godzinie, gdy wszystko
zostało wyjaśnione, sfotografowane, spisane i podpisane. W związku z objazdem do Jajce i czasem straconym
w korku, stawało się jasne, że przed zmrokiem nie opuścimy Bośni. Gdzie najlepiej znaleźć nocleg z marszu?
Tam gdzie jest dużo turystów! A więc Međugorje - tam na pewno coś znajdziemy.
Kierujemy się, zatem dalej na południe przez miejscowości Donji Vakuf i Bugojno. Za Uskopolje droga zaczyna
się wić coraz bardziej odsłaniając za każdym następnym zakrętem niesamowite widoki. Mijamy Jablanicko
Jezero i Jablanicę, aby dalej podążać kanionem rzeki Neretvy. Krajobrazy, dla których właśnie tę
drogę wybraliśmy są tego naprawdę warte. Wzdłuż Neretvy zjeżdżamy w dół do Mostaru, miasta, którego
przedmieścia były teatrem znaczących wydarzeń w trakcie działań wojennych na Bałkanach. Widać to nawet
z drogi, pomiędzy budynkami mieszkalnymi, blokami na osiedlach, na trawnikach dostrzegamy setki grobów.
Koszmarny widok! Zapadający zmrok nie pozwala się nam zatrzymać. A szkoda, bo poza świadectwami wojny
w Mostarze można zobaczyć wiele ciekawych miejsc. Jednak czas nam już na to nie pozwala. Kilkanaście
kilometrów za Mostarem skręcamy w prawo. Droga ostro pnie się pod górę. Jedziemy powoli na jakimś TIR-em,
który ledwie daje radę wpełznąć na górę. Wjeżdżamy do miasteczka Čitluk, które mijamy, aby na jego
krańcach znaleźć zupełnie znośne miejsce na nocleg w prywatnym domu. Czteroosobowy elegancki pokój
z łazienką za 25 euro. Jest już całkiem ciemno. O tej porze w Polsce jest jeszcze jasno. Daje się
zauważyć wpływ zmiany szerokości geograficznej na długość dnia. Kolację jemy na kwaterze z zapasów,
jakie mamy ze sobą i idziemy spać.
Rano ok. godziny 7.00 pobudka i wyjazd do oddalonego o około 4-5 km Međugorje. Zatrzymujemy
się przy kościele, zwiedzamy jego wnętrze i otoczenie. W jednym z wielu sklepików z pamiątkami
robimy drobne zakupy, po czym udajemy się na śniadanie do restauracji o nazwie "Dubrovnik". Ciekawostką
jest, że w sklepikach z pamiątkami, których jest tu wiele ceny są wystawione we wszystkich okolicznych
i nie tylko okolicznych walutach, a w tym: miejscowa marka konwertybilna, euro, chorwacka kuna, ale także polska złotówka i węgierski forint i chyba jeszcze kilka innych. Jest ok. godziny 9.00 zaczynają pojawiać się coraz większe ilości samochodów i autobusów z pielgrzymami a my właśnie udajemy się w dalszą drogę, kiedy to mamy czas na przedyskutowanie naszych wrażeń z tego miejsca. Nie wdając się w szczegóły uczucia po wizycie w Međugorje mamy dość mieszane.
Po nie całej godzinie jazdy stoimy w dość długiej kolejce na przejściu granicznym Doljani - Metković z
Chorwacją. Jak spod ziemi pojawia się samochód policyjny na sygnale. Policjanci coś mówią (nie rozumiemy, co) do stojących w kolejce i po chwili większość pojazdów robi "w tył zwrot" i znika. Na drodze zostaje kilka samochodów głównie z obcymi rejestracjami. Wahając się nieco podjeżdżamy do przejścia i nie niepokojeni przez strażników przekraczamy granicę. Gdyby nie ta nieoczekiwana akcja policji, stalibyśmy w kolejce pewnie z 1,5 godziny.
To jeszcze nie koniec przejść granicznych w dniu dzisiejszym. Przez Opuzen docieramy do przejścia Klek
- Neum I, aby znowu wjechać na teren Bośni i Hercegowiny i przejechać kilkukilometrowy odcinek
bośniackiego wybrzeża z jedynym miasteczkiem Neum. Za chwilę przejście Neum II - Zaton Doli i znowu
jesteśmy w Chorwacji. Kontrola straży granicznej i celników na tym odcinku nie jest nawet pozorowana.
Przejście jest, budki są, urzędnicy są także, ale nikt nic nie robi. No może któryś ze strażników
czasem rzuci okiem na dokumenty jednej czy drugiej ciężarówki. Samochody osobowe przejeżdżają bez
przeszkód.
W Chorwacji planujemy szukać kwatery za Dubrownikiem. Na razie po przecięciu nasady półwyspu Peljeac
i minięciu kilku letniskowych miejscowości podziwiamy Dubrownik z okien samochodu. Duże wrażenie robi
na nas otwarty 11 maja 2002 roku u wrót Dubrownika, most na rzece Dubrava. Most wsparty jest
asymetrycznie na jednym pylonie w kształcie litery "A", podtrzymywany linami. Jego długość to 519
metrów a wysokość 52 metry. Za Dubrownikiem zatrzymujemy się w Mlini. Poszukiwania kwatery niestety
bez rezultatu. Szukamy czegoś w centrum miasteczka i niedaleko od morza i jeszcze tanio. Chyba za dużo
tych wymagań. W jednym miejscu coś jest, ale od jutra. Postanawiamy jechać dalej i szukać kierując się
tablicami reklamowymi widocznymi z drogi. Drugie podejście pomiędzy miejscowościami Soline i Plat.
Tym razem strzał w dziesiątkę. Apartament czteroosobowy, dwie sypialnie, kuchnia, łazienka, duży
ocieniony taras, własna plaża w odległości ok. 100 m od budynku.
Apartament mieści się od strony morza
na parterze. Z okien widzimy morze - bajka! W pobliżu są jeszcze dwa domy, których właściciele
wynajmują pokoje. W jednym z nich mieszkają Czesi, których widzieliśmy na plaży tylko raz, pierwszego
dnia. Przez cały tydzień plażujemy w samotności, co ma swój niezaprzeczalny urok. Poza korzystaniem
ze słońca i morza, jak zwykle jeździmy po okolicy. Przed południem plaża, po obiedzie wyjazd.
Pierwszego dnia jedziemy oczywiście do Dubrownika. Mamy tam niedaleko, jakieś kilkanaście kilometrów.
Niestety wybraliśmy się tam w niedzielę i to dość późno. Poza wszechobecną gastronomią, wszystko
pozamykane. Mamy kłopot nawet z kupnem planu miasta. Pobieżnie oglądamy, zatem starówkę, decydując
się na powtórna wizytę już w dzień powszedni. Potem jeszcze skok do portu, gdzie obserwujemy przez
dłuższą chwilę odpływający, prawie pusty, prom do Rijeki, nie wiedząc jeszcze czy z niego skorzystamy.
strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 Dalej >>
[Wasza Chorwacja - strona główna]
|