 |
|
|
Relacja z podróży do Rovinja oraz do Primostenu
|
W przewodniku wyczytaliśmy, że Primosten to miejsce szczególnie
ulubione przez Polaków, Czechów i Słowaków. Czechów i Słowaków
jest owszem sporo ale Polaków nie widać zbyt wielu. Nieco dla
żartu zadajemy pani w kiosku z prasą pytanie (widząc dziesiątki
niemieckich tytułów) czy ma jakąś polską gazetę, a ona na to,
że owszem była ale "wyszła" - będzie jutro. Ośmieleni tym
stwierdzeniem kupujemy za całe 12,- KN w innym kiosku
(jeszcze była). Co prawda z trzydniowym opóźnieniem, ale jest.
Siedząc na słoneczku nad kryształową wodą czytamy... o powodzi
w Polsce. Znów mamy szczęście. Największe zniszczenia - Gdańsk
i Świętokrzyskie. A my przecież gdybyśmy nie byli tu, to właśnie
tam.
Pierwszy wyjazd w okolice odbyliśmy do Parku Narodowego Krka.
Wraz z biletami otrzymaliśmy polskojęzyczną wersję folderu.
Widoki pierwszej klasy. Natomiast kąpiel pod wodospadem w
słodkiej ciepłej wodzie i pływanie pomiędzy głazami dla mnie
była chyba największą atrakcja tego typu. To jest coś czego
trzeba spróbować. I znowu ta czysta woda. Po powrocie do Polski
raz kąpałem się w jeziorze ale muszę przyznać, że poważnie
zastanawiałem się przez kilka minut czy wejść do takiej wody
w której nic nie widać.
Drugą wycieczkę zrobiliśmy do Splitu. Po drodze obejrzeliśmy
starożytną Salonę. Nasze zdziwienie wzbudziły panujące tam
zupełne pustki. W tym czasie gdy tam byliśmy, było może jeszcze
ok. 10 osób zwiedzających. Faktem jest, że aby odnaleźć to
miejsce trzeba było się trochę nagłowić. W sumie znajduje się
ono przy głównej drodze na przedmieściach Splitu, ale oznakowanie,
może nie tyle dojazdu co samego miejsca - raz przejechaliśmy
obok, jest bardzo kiepskie. Podobnie jak w PN Krka otrzymaliśmy
folder w języku polskim.
Split jest to coś wspaniałego. Na nas największe wrażenie zrobił
pałac Dioklecjana wraz z nabrzeżem wysadzanym dorodnymi
(chyba najwyższymi jakie widzieliśmy w Chorwacji) palmami.
W przedostatnim dniu pobytu w Primostenie odwiedziliśmy
jeszcze miasteczko Murter na wyspie o tej samej nazwie
(być w Chorwacji i nie być na żadnej z wysp) oraz Vodice
zachwalane w przewodnikach i relacjach innych osób. Z obu miejsc
wrażenia mamy bardzo pozytywne, szczególnie Vodice nocą stanowią
nie lada atrakcję.
Ostatniego dnia już tylko pakowanie i plażowanie a jutro wyjazd.
Oczywiście jeszcze nie do domu. W drodze powrotnej przez kilka
godzin (stanowczo za mało) zwiedzamy Park Narodowy Plitvicka
Jezera. Z konieczności wybieramy chyba najkrótszy wariant: z
parkingu nr 2 pieszo do przystani, dalej stateczkiem z przesiadką
na drugi koniec jeziora Kozjak i potem znowu pieszo wzdłuż
wodospadów pomiędzy jeziorami: Milanovac, Gavanovac, Klauderovac
a z powrotem autobusem z wagoników do punktu wyjścia. Widoki
niezapomniane i znowu ta czysta woda. Tutaj już "0" kąpieli.
Dbałość o czystość wody jest taka, że stateczki wożące turystów
mają chyba napęd elektryczny.
Przed dalszą drogą narada w sprawie noclegu. Plan jest
następujący: jazda przez Karlovac do Zagrzebia i dalej w kierunku
Mariboru w Słowenii. Przy autostradzie zaraz za Zagrzebiem jest
camping - tam mamy nocować. Wszystko szło zgodnie z planem.
Minęliśmy Zagrzeb, jest stacja benzynowa i tablica camping.
100 -200 metrów dalej na wiadukcie widzę też szyld campingu
w związku z czym jadę dalej. I to był błąd. Na camping trzeba
było zjechać tym samym zjazdem co do stacji benzynowej.
I tak kolejną noc spędziliśmy w samochodzie tym razem na
ostatniej stacji benzynowej w Słowenii przed austriacką granicą.
Była to ta sama stacja z której dzwoniliśmy dwa tygodnie temu do
Szwagra aby go odnaleźć!
Rano śniadanie w barze na stacji i jedziemy dalej. Przez
Austrię przejeżdżamy tą samą drogą co jadąc na Istrię. Na granicy
austriacko-czeskiej postój w Excalibur City i zakupy w strefie
wolnocłowej. Za granicą tankowanie i odbijamy w kierunku na
Jihlavę. Tym razem za Znojmo zaczynają się znowu objazdy.
Zamiast 40 zrobiliśmy ok. 80 km i to jakimi drogami! Miejscami
sprawiają wrażenie nie dróg a szlaków zrywkowych! Asfalt
zniszczony przez ciężkie pojazdy do wywozu drewna. Jedziemy
krętymi dróżkami przez wioski, mając wrażenie, że za chwilę
wjedziemy sołtysowi na podwórko. Koszmar ten kończy się w
miejscowości Dlouha Brtnice, gdzie nocujemy w moteliku
"Rafaello".
O godzinie 11.00 przez Jihlavę autostradą docieramy do Pragi.
Tu do 17.00 zwiedzamy i w miejscowym "Tesco" zaopatrujemy się
w piwo ile tylko można przewieźć przez granicę. Z Pragi kierujemy
się przez Mlada Boleslav do Harrachova gdzie przekraczamy granicę.
Dalej przez Jakuszyce, Szklarską Porębę, Jelenią Górę do domu
gdzie jesteśmy o godzinie 0.20 w poniedziałek 6 sierpnia.
Przejeżdżając ok. 3,5 tys. km nigdzie nie widzieliśmy chłopców
radarowców. Przekraczając kilka granic w paszporty pieczątkę
wbili nam tylko Austriacy i to tylko jeden raz. Na granicach nikt
nie interesował się tym co i ile wieziemy. W pamięci mamy
celnika, który w naszej drodze powrotnej na granicy
chorwacko-słoweńskiej wyszedł z budki i dawał jedynie znaki
swoją ogromną pieczęcią aby jechać szybciej. Nie mieliśmy
żadnych problemów w jakimkolwiek z odwiedzanych przez nas krajów.
Niestety doszliśmy do wniosku, że w zasadzie przy wszystkich
z nich wyglądamy jak nieco zdziczali "ubodzy krewni".
Czy w przyszłym roku pojedziemy do Chorwacji? Gdy tylko pozwolą
nam na to czas i pieniądze na pewno TAK! Z zasady nawet
w Polsce nie jeździmy nigdy dwa razy w to samo miejsce
(chyba, że po kilkunastu latach). Podobnie i teraz, być może
puścimy się przez Węgry w stronę Dubrownika. Tak czy inaczej
będziemy starali się do Chorwacji powrócić, do czego serdecznie
każdego namawiamy!
Wszystkich, którzy chcieliby skorzystać z apartamentów
w których mieszkaliśmy proszę o kontakt na rafalby@poczta.onet.pl
chętnie podamy namiary.
Ilona i Rafał Byczyńscy
strona: 1 2 3 4
[Wasza Chorwacja - strona główna]
|