 |
|
|
Relacja z podróży do Rovinja oraz do Primostenu
|
Z wycieczek jakie odbyliśmy wymienić trzeba wyjazd samochodem do
Puli, gdzie widzieliśmy amfiteatr podobny do tego w Rzymie i
francuskim Nimes, ruiny antycznego teatru rzymskiego oraz Muzeum
Historyczne Istrii w XVII-wiecznej weneckiej twierdzy, którego
jeden z działów poświęcony jest szkole marynarki w Puli, którą
ponoć ukończył Joseph Conrad Korzeniowski. Druga z wycieczek jaką
odbyliśmy, tym razem małym stateczkiem, to rejs do chyba jedynego
w tej części Europy Limskiego fiordu (Limskij Kanal). Na
stateczku serwowano wytrawne wino, po drodze postój w Jaskini
Piratów (niewielkiej grocie skalnej z wyszynkiem) i na końcu
godzinka na zakupy w okolicach miejscowości Sv. Martin (rakija,
pamiątki, posiłek). W drodze powrotnej widoki na ciągnące się
kilometrami plaże naturystyczne.
Będąc w Roviniu nie udało się nam odbyć wycieczki statkiem
do Wenecji. Statki wycieczkowe w tym kierunku pływają z Puli
i tylko niektóre po drodze przybijają do Rovinia. W Roviniu
można wejść na pokład jedynie w piątki soboty i niedziele. Nie
wiedząc o tym planowaliśmy tą wycieczkę na czwartek. Gdy okazało
się to niemożliwe i pozostał tylko piątek (w sobotę wyjeżdżaliśmy
już do Dalmacji) dowiedzieliśmy się, że na piątek wszystkie
miejsca są już wykupione. Planując zatem taką eskapadę radzę
rozeznać się w wolnych terminach od razu po przyjeździe.
Cena biletu na rejs tam i z powrotem to ok. 450,- KN od osoby
a więc niemało.
Tydzień na Istrii minął niespodziewanie szybko i w sobotę 28
lipca rano ok.. 10.00 pożegnaliśmy się z naszą gospodynią i
ruszyliśmy w kierunku Dalmacji z zamiarem dotarcia jak najbliżej
Dubrownika. Chcąc oszczędzić na czasie do Rijeki pojechaliśmy
tą samą drogą. I to była trafiona decyzja. Za Rijeką od zjazdu
z autostrady do Zagrzebia trafiliśmy w sznur samochodów
poruszający się ze zmienną prędkością od 0-50 km/h a w porywach
(rzadko) do 80 km/h. Tak właśnie wygląda jazda tzw. magistralą
adriatycką: żółwie tempo, tłok, korki, upał, zakręty i
przepaście. Tak wygląda to z punktu widzenia kierowcy ale
pozostała część ekipy mogła rozkoszować się wspaniałymi widokami.
Przez większość czasu po lewej widzieliśmy pasma górskie Velika
Kapela i Velebit a po prawej Adriatyk z niezliczoną ilością wysp
i wysepek. Po drodze mijamy wiele miejscowości znanych z
przewodników i relacji osób odwiedzających Chorwację.
Zatrzymujemy się aby rozprostować kości w Karlobagu na wąskim
parkingu przy kąpielisku. I tu szok cenowy ta sama woda mineralna
za której butelkę (1,25 litra) płaciliśmy w dyskoncie spożywczym
w Roviniu 3,01 KN tutaj w bufecie przy plaży kosztuje (1,0 litr)
20,- KN. Dość niemiłe zaskoczenie. Po krótkim postoju
(dzieci się kąpią), ruszamy dalej. Za miejscowością
Starigrad-Paklenica skręcamy w prawo na Zadar. Po kilku
kilometrach zatrzymujemy się w przydrożnej restauracji koło
Posedarje na obiad. Tu decydujemy się na ominiecie Zadaru i
jazdę boczną drogą aż do Sibenika. Ruszamy i po 3,5 km z głównej
drogi zjeżdżamy w lewo do wsi Vespeljevac Islamskij. Nagle
znaleźliśmy się w innym świecie. Po miasteczkach jak bombonierki
pojawiły się kompletnie opustoszałe wsie zniszczone wojną.
Usiłujemy odnaleźć jakieś zamieszkałe zabudowania - bezskutecznie.
Wszędzie wyrwy w ścianach, zawalone dachy, puste otwory okienne.
Mijamy takie wsie jedna po drugiej i nie widać żywej duszy.
Robi się jakoś nieswojo. Za naszymi dwoma autami jedzie jeszcze
jeden samochód. Po drodze przez ok. 50 km minęły nas może 2 -3
inne. Kontrast z tłokiem namagistrali jest szokujący. Do samego Sibenika widać
zniszczenia wojenne. Im bliżej wybrzeża tym jest ich mniej
i więcej domów jest zamieszkałych. Za Zatonem skręcamy w lewo
na most na rzece Krka przed Sibenikiem. Na moście atrakcja
- skoki banji. Na parkingach przed i za mostem mnóstwo
obserwatorów. Nie skoczyłbym nawet gdyby za to płacili.
Mijamy Sibenik - robi się późno - czas zacząć myśleć o kwaterze.
Odległość jaką udało się nam przejechać do godziny ok. 19.00 to
tylko niecałe 400 km. Do Dubrownika pozostało "jeszcze" ok. 300.
Tak czy inaczej człowiek jedzie na urlop nie po to aby się
"zarżnąć" ale po to aby wypocząć i coś zobaczyć. Tak więc drugi
tydzień postanowiliśmy spędzić w Primostenie, małej miejscowości
pomiędzy Splitem a Szybenikiem, jak wiele z mijanych po drodze
nadmorskich miasteczek zbudowanym wg schematu jaki widzieliśmy
w Roviniu. Teraz należało "tylko" poszukać apartamentu i
trochę się potargować. Wiedzieliśmy, że wieczorna pora stawia
nas na przegranej pozycji gdy chodzi o utargowanie czegoś. Ale
jednocześnie mieliśmy w pamięci zgodne twierdzenia bywalców:
im dalej na południe tym taniej. nie do końca się to potwierdziło.
Apartament w Primostenie kosztował nas 130,- DM za dobę
(udało się utargować 10,- DM - kiepski wynik). Po bliższym
poznaniu okazało się, że w zasadzie cena od osoby jest podobna
jak w Roviniu, bowiem w nowym locum mieliśmy w zasadzie 3 miejsca
do spania wolne (apartament był zatem 10-osobowy).
Do wąskiej kamienistej plaży mamy 10 minut drogi. Opalając się
mamy za plecami murek a zanim główny deptak miejscowości -
ulica dr Franio Tudmana - a tam mnóstwo knajpek, straganów itp.
Woda wydaje się nam jeszcze czystsza jak w Roviniu. Primosten
jest znacznie mniejszy i brak tu już tej włoskiej atmosfery
kurortu.
W dzień po naszym przyjeździe trafiamy na imprezę disco.
Estradę stanowi pokład statku, który pływa ze swoim programem
od portu do portu, codziennie gdzie indziej. Organizatorem jest
firma telekomunikacyjna (chyba miejscowy operator GSM). Niestety
nazwy i nazwiska wykonawców nic nam nie mówią. Koniec imprezy
nastąpił dość wcześnie ok. 24, i wszyscy w spokoju i bez ekscesów
(czego bym spodziewał się u nas) rozchodzą się.
strona: 1 2 3 4 Dalej >>
[Wasza Chorwacja - strona główna]
|