 |
|
|
Relacja z podróży do Rovinja oraz do Primostenu
|
Na początku był pomysł na wakacje. Góry i morze, w miejscu gdzie
jeszcze nie byliśmy. Zdecydowaliśmy się na jeden tydzień na Helu
i drugi w Górach Świętokrzyskich. Już w marcu zrobiliśmy
internetowe i telefoniczne rozpoznanie cen noclegów... I tu
nastąpił szok! Przykład: pokój w prywatnej kwaterze z dostępem
do łazienki gospodarza... 37,- PLN od osoby. Była to jedna z
tańszych propozycji. W zasadzie najtańsza, bo inne bardziej
dostępne były już zajęte. Żona zażartowała - taniej byłoby
chyba w Chorwacji i bez kłopotu bo tam wszystko (i góry i morze)
jest w tym samym miejscu. I znowu krótkie rozpoznanie w sieci
i u znajomych, którzy już tam byli a potem decyzja - jedziemy.
Ponieważ za granicą jak dotąd byliśmy tylko przelotnie
(jednodniowe wypady z miejsc przygranicznych w Polsce) w Rosji
(Królewiec), na Ukrainie (Lwów), w Czechach i Słowacji,
postanowiliśmy namówić do udziału w naszym przedsięwzięciu
Szwagra wraz z rodziną. Ekipa zatem liczyła siedem osób: moja
żona Ilona, córka Małgosia (10), syn Michał (6), Szwagierka
Dorota, Szwagier Arek ich syn Mateusz (6) i moja skromna osoba.
Trasę zaplanowałem w ogólnym zarysie tak aby było jak najkrócej,
dobrymi drogami i aby jak najwięcej zobaczyć po drodze.
Generalnie wyglądało to tak: Czechy, Austria, Słowenia
(aż do Postojnej) i Chorwacja (Rovinj na Istrii). Po tygodniu
spędzonym w tym miasteczku (i może wycieczce statkiem do Wenecji)
ruszamy dalej do Dalmacji tak daleko jak tylko się da, może
aż do Dubrownika? W drodze powrotnej Park Narodowy Plitvickie
Jezera i Praga. Już po przyjęciu takiego planu zarezerwowaliśmy
sobie w Roviniu apartamencik dla całej naszej ekipy za jedyne
90,- DM na dobę. Potwierdzenie dostaliśmy w ciągu pięciu minut
faksem.
20 lipca o 6.00 wyruszyliśmy spod domu (okolice Gostynia) przez
Wrocław w kierunku przejścia granicznego Boboszów - Dolni Lipka.
W Czechach, w Brnie spłukała nas burza z ulewnym deszczem.
Świata nie było widać. Zdecydowaliśmy się na dalszą jazdę w
takich warunkach, bo wszyscy inni kierowcy stali na poboczach
i czekali na koniec ulewy. Czesi "umilili" nam przejazd
objazdami, które znacznie wydłużyły czas pokonywania trasy.
Chmury nieco się rozproszyły a my skierowaliśmy się przez
miejscowość Znojmo w stronę przejścia granicznego z Austrią
Hate-Kleinhaugsdorf aby zatrzymać się na obiad w Excalibur City
- tamtejszym miasteczku w strefie wolnocłowej. Zrobiliśmy tam
niewielkie zakupy (dzieci w tym czasie przebywały na placu
zabaw z dyżurnym rodzicem) i zdecydowaliśmy, że poważniejszych
dokonamy w drodze powrotnej. Austrię pokonaliśmy praktycznie z
jednym przystankiem na tankowanie przed granicą słoweńską
nieopodal miejscowości Gralla. Wyjeżdżając ze stacji między
nasze samochody wcisnęło się jakieś duże auto (TIR, camp). Nie
widziałem dokładnie jakie, bo powoli zapadał zmrok. Ten moment
był początkiem dość przykrej przygody, która nas spotkała.
Szwagier zajęty telefonowaniem z komórki ocknął się i zobaczył
drogowskaz w prawo na przejście graniczne w Spielfeld.
Nie widząc nas przed sobą zjechał z autostrady myśląc, że jest
to "jedyna słuszna droga". Po przekroczeniu granicy już w
Słowenii zatrzymaliśmy się na parkingu za rogatkami, czekając
aż pojawią się nasi współtowarzysze podróży. Po ok. pół
godzinie zaczęliśmy ich szukać. Było już zupełnie ciemno.
Po godzinie zdecydowaliśmy się zadzwonić ze stacji benzynowej
do Szwagra na komórkę aby jakoś się odnaleźć. Po drugim telefonie
spotkaliśmy się przed rogatkami na autostradzie i dalej
jechaliśmy już razem.
I tu uwaga praktyczna. Gdy wybieracie się w taką podróż w kilka
samochodów, w każdym powinna być komórka z roamingiem. Nasz
telefon w sieci XXX, którego używamy w Polsce jest na tzw.
"kartę" i nie ma takiej opcji. W takich sytuacjach kontakt między
samochodami to znaczne ułatwienie. Nam udało się co prawda
nawiązać kontakt z telefonu stacjonarnego (z tzw.
"automatu wrzutowego" nie było to możliwe) jednak wymagało
to trochę czasu i rozpracowania słoweńskiej telekomunikacji
(np. po podniesieniu słuchawki jest tam sygnał przerywany i
tak ma być). Sprawdziło się po raz kolejny przysłowie, że nie
ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Otóż gdy byliśmy zajęci
poszukiwaniem się przed rogatkami na autostradzie miał miejsce
karambol kilkunastu, może kilkudziesięciu samochodów. Ktoś
prawdopodobnie zagapił się i ostro zahamował przed bramkami
i nieszczęście gotowe. Z tego co widzieliśmy chyba nic nikomu
się nie stało poważnego, nie mniej auta nie nadawały się do
dalszej podróży. Gdyby nie opóźnienie, mogliśmy tam stać i my!
Widzieliśmy tam Polaka, który na granicy pytał się nas o sposób
dokonywania opłat za przejazd autostradą w Słowenii. Przykro tak
rozpoczynać i skończyć tak dobrze zapowiadające się wakacje.
Widok ten wzmożył naszą czujność i obudził rozsądek - zaczęliśmy
myśleć o noclegu.
strona: 1 2 3 4 Dalej >>
[Wasza Chorwacja - strona główna]
|