CHORWACJA ONLINE

forum

 
Wasza Chorwacja Relacja 10
reklama


Relacja z Chorwacji (lipiec/sierpień 2002)


Przed wyjazdem do Chorwacji czytaliśmy w Internecie opinie wielu różnych osób i były to bardzo cenne informacje. Dlatego teraz spisując swoje uwagi z pobytu mam nadzieję spłacić dług wdzięczności i pomóc innym wybrać się do Chorwacji, bo warto. Z tego powodu też skoncentrowałem się przede wszystkim na kwestiach praktycznych.

Przygotowania Dwa tygodnie urlopu w lecie 2002 postanowiliśmy spędzić nad morzem w Chorwacji. Rok wcześniej wzięliśmy aż cztery tygodnie urlopu i spędziliśmy go w kraju (Bieszczady i okolice Ustki po połowie), ale pogoda była kiepska, poza tym denerwowaliśmy się już za bardzo tym, co się dzieje (czy też może dziać) w naszych pracach. Postanowiliśmy więc: w tym roku tylko dwa tygodnie, ale za to kupujemy pogodę i trochę egzotyki.

W ramach przygotowań:

  1. Kupiliśmy przewodnik i mapy (spodziewaliśmy się, że wybór będzie większy)
  2. Wybraliśmy, gdzie chcemy pojechać (początkowo myśleliśmy o okolicach Rogoznicy lub Primoštenu, ale zdecydowaliśmy się ostatecznie na wyspę Ciovo)
  3. W marcu zarezerwowaliśmy Apartament w Internecie (56 euro dziennie za pięcioosobowy Apartament, wpłaciliśmy przelewem 20% zaliczki)
  4. Kupiliśmy długi bagażnik na dach (w INTER PACK w promocji za 800 złotych). Bardzo dobry zakup, dzięki czemu nasz Ford Escort nie był nadmiernie wyładowany i wyjęcie czegoś z bagażnika w trakcie podróży, a potem odłożenie na miejsce nie było wydarzeniem.
  5. Przeczytaliśmy w Internecie relacje z podróży i pobytu w Chorwacji (często bardzo cenne)
  6. Kupiliśmy włoskie importowane buty do pływania w wodach o dnie kamienistym (30 zł para). Bez takich butów nie dałoby się przyjemnie pływać. Na miejscu okazało się , że podobne buty można kupić taniej. Nie chcieliśmy jednak ryzykować i spędzać początku urlopu w sklepach.
  7. Kupiliśmy filtr do opalania 25/30, balsam po opalaniu i żel pod prysznic z szamponem dla świeżo opalonych osób. Opłaciło się.
  8. Kupiliśmy sporo puszek obiadowych, salami, wód mineralnych, soków (z oszczędności, ale też po to, by nie marnować dużo czasu na zakupach i w kuchni już od początku pobytu), a także sporo ryżu i makaronu ( tu znacznie przeceniliśmy wpływ wody morskiej na apetyt i większość zabraliśmy z powrotem).
  9. Załatwiliśmy ubezpieczenie zdrowotne i zieloną kartę (500 zł razem, myśleliśmy, że będzie taniej)
  10. Kupiliśmy euro i nieco forintów.
  11. Zabraliśmy też gąbki i maty do rozkładania na kamienistych plażach. Niezbędne. Można też użyć w tym celu karimat.
  12. Kupiliśmy Avioplant. Lek o podobnym działaniu jak znany Aviomarin, ale nie powodujący senności. Żałowaliśmy, że kupiliśmy go tak mało. Drogi w Chorwacji są bardzo kręte i dzieci z problemami lokomocyjnymi mogą czuć się źle. W Chorwacji można dostać niestety tylko jeden taki lek, powoduje on senność, co przeszkadza szczególnie podczas wycieczek samochodowych na miejscu.


Podróż
Nie mieliśmy wielkich doświadczeń w podróżowaniu samochodem. Jedziemy niedużym Fordem Escortem (nie kombi) w cztery osoby: ja, żona, najstarszy syn - świeżo upieczony student, jest on świetnym pilotem, bardzo dobrze kojarzy trasę z mapą, szybko podejmuje zazwyczaj trafne decyzje, a do błędnych szybko się przyznaje i z nich wycofuje, najmłodszy syn - 9 lat. Średni syn nie jedzie - niestety okazało się to już po tym, gdy wpłaciliśmy zaliczkę. Na wiosnę przy okazji przeglądu pytałem się pana mechanika, czy można się tym samochodem wybrać do Chorwacji, powiedział, że nie widzi przeciwwskazań, ale żeby wpaść do niego przed wyjazdem. Cóż, z braku czasu (wiadomo, przed urlopem spiętrzenie prac) nie odwiedziłem już pana mechanika... Postanowiliśmy jechać przez Węgry bo krócej, nocleg tańszy niż w Austrii (nie powinno być w okolicach Balatonu żadnych problemów z noclegiem), poza tym na Węgrzech nigdy nie byłem, więc jestem ciekawy.

przez Polskę
Wyruszamy z Łodzi w sobotę o 6:45. Planowaliśmy o 6:00. Dumny jestem z tak małego opóźnienia. Wyruszamy wcześniej, żeby pierwszego dnia zrobić jak najwięcej, bo dojazd nad morze w Chorwacji jest niewygodny. Przed nami ok. 1400 kilometrów. Granicę przekraczamy w Zwardoniu, a nie w Cieszynie, bo czytaliśmy, że w sobotę w Cieszynie jest targ i są kolejki. W Zwardoniu żadnej kolejki nie ma, błyskawicznie znajdujemy się za granicą. W tym momencie o słuszności wyboru przejścia granicznego nie jesteśmy na 100% przekonani, bo odcinek drogi (podobno krajowej!) z Żywca do Zwardonia jest kompromitacją naszej niepodległej Ojczyzny.

przez Słowację
Jedziemy przez Žilinę, Martin i Zvolen do przejścia granicznego Šahy. Drogi o dobrej nawierzchni, ruch mały. Drogi dobrze oznaczone (również w miastach). Brakuje dróg dwupasmowych, dlatego nie można jechać 160 km/h. Ale naszej ekipie to nie przeszkadza. Kolejki na przejściu granicznym znów nie ma. Ku naszemu zdziwieniu benzyna tańsza niż w Polsce (nie kupujemy, bo tankowaliśmy tuz przed granicą).

przez Węgry
Dziwne i dość nieprzyjemne dla mnie jest, że nic nie rozumiem z napisów przy drogach (choć nie można tu mówić o zaskoczeniu). Niedługo po przekroczeniu granicy jemy obiad. Może troszkę drożej niż w Polsce, ale miło, smacznie i odrobinę egzotycznie. W każdym razie przywiezione 5000 forintów (90 złotych) wystarczyło. Drogi podobnej klasy, co na Słowacji. Zwraca uwagę intensywne używanie numerów dróg na drogowskazach (często zamiast nazw miast). Jedziemy najkrótszą drogą do Budapesztu, następnie wzdłuż południowego brzegu Balatonu do Nagykanizsa, gdzie chcemy przenocować i dalej do przejścia granicznego Letenye.

W Internecie czytaliśmy liczne przestrogi przed przejazdem przez Budapeszt. Nam udało się. Zgodnie z internetowymi radami kierowaliśmy się cały czas na autostradę M7. Tylko raz przejechałem przez ciągła linię, poza tym w ogóle nie zgubiliśmy się. Wzdłuż Balatonu jedzie się wolno, przejeżdżamy przez liczne kurorty, których nazwy zaczynają się na ogół od "Balaton". Nasz pilot patrząc na mapę protestował mówiąc, że wcale tak do końca nie będzie. Wówczas zaczęliśmy liczyć następne miejscowości - 4:1 dla zaczynających się na "Balaton". Po 21:00 wjeżdżamy do Nagykanizsa. Chcieliśmy już z Polski zarezerwować tu nocleg. Rezerwacja faksem z prośbą o odpowiedź nie udała się - i bardzo dobrze. Nigdy nie wiadomo na pewno gdzie i kiedy się będzie, natomiast okazało się, że z niespodziewanym noclegiem nie ma kłopotów. W Hotelu Touring za pokój trzyosobowy z mini łazienką i cztery śniadania płacimy 45 euro (kartą nie można było płacić). Przydała się znajomość niemieckiego do rozmowy z panią recepcjonistką. Hotel wygląda na przerobiony z dawnego hotelu robotniczego. Spotykamy powracającą z Chorwacji wycieczkę z Polski. Rano wyruszamy do granicy i po około 20 km jesteśmy na przejściu granicznym. Tu jedyny raz podczas pobytu trochę emocji dostarcza nam samochód, który parę razy zgasł. Po odjeździe z przejścia w głąb Chorwacji samochód do końca urlopu spisywał się już bez zarzutu.

w Chorwacji
Tuż po przekroczeniu granicy dostajemy za darmo mapę turystyczną i informator o Chorwacji. Bardzo to miłe i przydatne, mimo że w mapy jesteśmy dobrze zaopatrzeni. W informatorze, trochę poniewczasie, znajdujemy informacje o korkach na drogach. Oczywiście zarówno weekend, w którym przyjeżdżamy, jak i wyjeżdżamy są najgorsze z możliwych.

Na granicy, zgodnie z radą wyczytaną w Internecie, wymieniamy większość euro na kuny. Jest tam dużo punktów wymiany walut, wymieniamy tam, gdzie jest najlepszy kurs (7,34 kuny za euro), ale niestety nabieramy się na prowizję 2,5%. Później w wielu kantorach widzieliśmy prowizje 0%, a lepszy kurs też (najlepszy efektywny kurs, po jakim wymieniliśmy, to 7,35 kuny za euro). Mogło być to związane z umacnianiem się euro w czasie naszego pobytu. Wydaje mi się, że w Chorwacji jest więcej kantorów niż w Polsce, w związku z tym widełki między cenami kupna i sprzedaży są niewielkie i problemów ze sprzedażą euro żadnych. Z drugiej strony koniecznie trzeba tuż za granicą kupić kuny, żeby mieć czym zapłacić za przejazdy autostradami. Od razu czuję się lepiej rozumiejąc napisy przy drodze. "Witamy" to "Dobro došli", a nie "Üdvözölni". Jedziemy autostradami do Zagrzebia i dalej do Karlovaca. Opłaty to 10+10+15 kun. Tankujemy przed Zagrzebiem. Benzyna o 20% droższa niż w Polsce, ale tańsza niż na Węgrzech, nie ma problemu z płaceniem kartą. Zwraca uwagę mała liczba stacji benzynowych przy autostradach. Ceny benzyny prawie wszędzie w Chorwacji są takie same. Za Karlovacem przejeżdżamy obok Jezior Plitwickich do Gračaca, tam zakręt w lewo do Knina. W Kninie jemy pizzę na obiad (najmłodszy członek wyprawy domagał się spaghetti, a inne lokale poza pizzerią nie miały go w karcie). Trochę szkoda, bo wcześniej liczne szyldy wabiły nas jagnięciną. Teraz ostatni odcinek: do Splitu, następnie Trogir i cel podróży wyspa Ciovo. Nawierzchnia dróg lepsza niż w Polsce, ale drogi wąskie, a ruch duży. Później okaże się, że mieliśmy duże szczęście jadąc przez Chorwację nad morze w niedzielę, dzień później niż większość. Przy drogach widać dużo policji. Nie mogę potwierdzić opinii o szaleńczo jeżdżących chorwackich kierowcach. Zwracałem uwagę na to, kto mnie wyprzedza na zakręcie przez ciągłą linię i na ogół byli to Węgrzy lub Czesi. Widać opuszczone wsie, piękne górzyste krajobrazy jak z indiańskich filmów i zupełnie inną niż w Polsce roślinność. Podczas tego ostaniego etapu podróży zwrócił naszą uwagę dźwięk ni to tarcia, ni to stukania. Sądziłem, że przyczyną są kłopoty z naszym nowym bagażnikiem, potem okazało się, że dzwięk ten wydają nadzwyczaj liczne w okolicy i niestrudzone cykady.

strona: 1 2 3 Dalej >>

Wszystkich chętnych zapraszamy do nadsyłania relacji.


[Wasza Chorwacja - strona główna]



[Strona główna] [Reklama] [Kontakt] na górę strony

Rozmiar: 107 bajtów


apartamenty w cro




Rozmiar: 107 bajtów

Rozmiar: 107 bajtów

(c) 1999-2009 Chorwacja Online - Cro.pl