Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Split-SKA, czyli Tour de Brač 2012

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
longtom
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 11647
Dołączył(a): 17.02.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) longtom » 29.11.2012 12:36

Marsallah napisał(a):...może za niecałe 7 miesięcy zmienię zdanie :mrgreen:

poczekamy, zobaczymy :D

pzdr :wink:
martos
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 152
Dołączył(a): 05.06.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) martos » 29.11.2012 15:48

Marsallah napisał(a):Miło to usłyszeć, Marta. Brać jest na pewno bardzo ładny, choć może ciut za duży, jeśli ktoś ma - tak jak my - ambicję pojechać wszędzie gdzie się da (nam się to zresztą nie udało).

Jeśli lubisz ładne plaże, to w przyszłym tygodniu będę pisał o najładniejszej broćkiej plaży, na jakiej w tym roku bawiliśmy 8)


Ze wszystkich relacji jakie czytałam najładniejszą plażą była plaża w Murvicy :D Więc jeśli znaleźliście jeszcze ładniejszą to czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg :)
Marsallah
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1299
Dołączył(a): 31.08.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Marsallah » 30.11.2012 07:52

Nie wiem czy ładniejszą, bo na plażę w Murvicy w końcu nie dojechaliśmy. Na pewno mniej znaną od murvickiej, a najładniejszą z tych, któreśmy widzieli na Braću.
Marsallah
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1299
Dołączył(a): 31.08.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Marsallah » 30.11.2012 08:09

VOL. XII, czyli Supetar, którego nie było

Licząc na powtórkę z wczorajszej (upalnej) pogody, wstaliśmy w środowy poranek wyjątkowo wcześnie, bo już około 9 jedliśmy śniadanie na tarasie, gdzie okazało się, że aż tak słonecznie nie jest - zachodni wiatr przywiał zbyt wiele chmur. Nic to, przecież nie mamy na dziś wielkich planów. Zwiedzanie Supetaru, a późnym popołudniem konoba gdzieś w okolicy. Na początek jednak kierujemy się do Śkripu, gdzie podczas pierwszego pobytu popełniliśmy niewybaczalny błąd: nie odwiedzieliśmy muzeum wyspy!

wejście do Muzeum Braća w Śkripie
Obrazek
Obrazek
zasuszona świńska skóra
Obrazek

Parkujemy zatem za kościołem i wchodzimy do Braćkiego Muzeja. Nie pytajcie mnie o cenę biletu - ani super tanio, ani też drogo. Wg mnie nie można nie odwiedzić tego miejsca, jeśli wie się o jego istnieniu i ma się potrzebę wywiezienia z urlopu czegoś więcej niż piasku/kamieni w bagażu i opalenizny na skórze. Muzeum usytuowane jest w kombinowanym budynku, inkorporującym zabudowania z różnych okresów dziejowych, w tym fragmenty murów obronnych miasta z IV-III w. p.n.e. Skonstruowali je Ilirowie, którzy budowlanego fachu uczyli się od Greków, którzy choć ochoczo kolonizowali okoliczne ziemie, raczej nie zapuszczali się na wyspy. Muzeum zajmuje dwie kondygnacje. Na parterze można oglądać antyczne rzeźby i naczynia, a także dawne narzędzia. Na piętrze wystawiono natomiast już nowsze eksponaty, głównie ubiory i wyposażenia domu. Wiele tego nie ma, więc można łyknąć lokalną historię i kulturę w pigułce i po półgodzinie opuścić muzeum. My przed wyjściem zakupiliśmy jeszcze album/przewodnik po Braću, pięknie ilustrowany. Zastanawiam się jeszcze nad zakupem dość grubego tomiska poświęconego wyłącznie wyspom Dalmacji. Ostatecznie jednak rezygnuję - jest przygotowany głównie z myślą o wodniakach, w dodatku po chorwacku.

Obrazek
O czapce-niewidce słyszeliśmy, ale kurtkę-niewidkę "widzieliśmy" po raz pierwszy.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Jeszcze w drodze do Śkripu podjęliśmy decyzję - chrzanić Supetar, wracamy do Bola! W końcu człowiek powinien robić to, co sprawia mu przyjemność, tymczasem - jak się okazało w rozmowie - oboje na myśl o “straceniu” całego dnia na Supetar reagowaliśmy niechęcią. Zatem, z szerokimi uśmiechami przyklejonymi do facjat, pędzimy na południe.

(...)

Powszechnie wiadomo, że Polak jak głodny, to zły, ale dotąd kojarzyłem tą prawidłowość głównie z męską częścią naszego narodu. Tymczasem, zaatakowany przez wygłodniałą żonę, dokonuję zjazdu do samego centrum Bola w celu umożliwienia małżonce zakupu burka z mjesam. Mijanka z rozładowującą towar pod sklepem na stoku ciężarówką była niełatwa, ale udało się dojechać aż pod sam targ warzywny. Przynajmniej wiem teraz, jak tam te wszystkie pojazdy docierają :)

Obrazek
nowe, "piękne" inwestycje w willowej części Bola
Obrazek

Za kilka chwil jesteśmy już pod samostanem i cieszymy się słońcem (które znów pali) i wodą na plaży na zachód od klasztora. Po 2 godzinach nasza gwiazda znika jednak definitywnie za chmurami, zbieramy się więc i my. Ania męczy mnie o pizzę, okazuje się jednak, że okoliczne pizzerie otwierają swoje podwoje dopiero o 18, a mamy ledwie wpół do piątej. Dalej, przy przystani promowej, na pewno wszystko jest otwarte, ale do centralnej części Bola nie chcemy już wracać. W duchu cieszę się z takiego obrotu sprawy, bo wolę nie tracić “obiadodnia” na jedzenie placka z serem.

plaża przy bolskim samostanie/Konoba Mlin
Obrazek
"Wejrzyj na mnie i zmiłuj się nade mną" - czytamy na murach okalających klasztor.
Obrazek
Na serpentynie wyjazdowej z Bola jest niewiele miejsc, gdzie można bezpiecznie zatrzymać samochód i cyknąć panoramę. Ale warto...
Obrazek

Opuszczamy zatem “nasz” Bol i kierujemy się na Gornji Humac (no a niby dokąd? :P), tam widzieliśmy dwie konoby po prawej stronie drogi, przed rozjazdem (jadąc od Bola). Ale co to? Ta ciekawsza, położona w szczerym polu, nieopodal skrętu na lotnisko, jest zamknięta! Tamta druga, zbyt komercyjna na nasz gust, nie interesuje nas, przynajmniej nie teraz, kiedy jest jeszcze jasno i zapalone lampy nie dają wieczornego klimatu.

Mamy jednak asa w rękawie: wypatrzoną kiedyś Konobę Żiża, która mieści się przy drodze Supetar-Milna, w okolicach Donjiego Humaca. Przez pokaźnych rozmiarów bramę wjeżdżamy na prawie pusty parking pod altanami, a w kierunku budynku restauracji udajemy się tunelem z winorośli. No tak, już wiemy, że zostawimy tu parę groszy. Ale to przecież wakacje - mniejsza o kasę, ważne, żeby smacznie dali zjeść.

widok na Konobę Żiża
Obrazek
widok na wątróbkę jagnięcą
Obrazek
widok z konoby na Jadran i Mosor
Obrazek

Starsza pani wita nas jeszcze w ogrodzie, oferując zakąski i aperitify. Następnie zostajemy zaprowadzeni do stolika - wybieramy miejsca na zewnątrz, z widokiem na morze. Poza mała grupą niemieckojęzycznych emerytów, jesteśmy tu sami. Druga kobieta przynosi nam karty dań i nakrywa do stołu. Zamówienie przyjmuje trzecia. Jejku...

W międzyczasie pojawia się większa grupa emerytów z kraju Franza Beckenbauera i Udo Juergensa, przez co przyjęcie naszego zamówienia opóźnia się znacznie, ale w końcu zamawiamy. Nasze dzieci najchętniej zjadłyby rosołek i pierogi, hmmm, Houston, mamy problem... Zamiast pierogów zamawiamy im makaron, a rosołek będzie udawała zupa na jagnięcinie, pyszna zresztą - ze sporymi kawałkami mięsa i warzyw. My wybieramy specjalności zakładu - gulasz jagnięcy z groszkiem i jagnięce wątróbki. Jak widać, owiec jest tu pod dostatkiem. W oczekiwaniu na posiłek, raczymy się pasztetem z tuńczyka, podawanym z tajemniczym zielskiem, którego muszę spróbować...i nie żałuję! Smakuje wybornie, a zagadnięta kelnerka informuje nas, że zielsko nosi nazwę mortar i jak najbardziej jest jadalne. To akurat zdążyliśmy sprawdzić...

Był to całkiem udany dzień, ale najlepsze - nieświadomie - zostawiliśmy sobie na koniec pobytu. O tym napiszę w przyszłym tygodniu :)
Fatamorgana
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 6189
Dołączył(a): 08.09.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Fatamorgana » 01.12.2012 09:57

Marsallah napisał(a):... raczymy się pasztetem z tuńczyka, podawanym z tajemniczym zielskiem, którego muszę spróbować...i nie żałuję!
...
nosi nazwę mortar i jak najbardziej jest jadalne.

Mortar= zaprawa... :lol: 8O :o
Zielsko o smaku zaprawy?
P.S.
Wy to tak jak my- też nie dojechaliśmy do Murvicy i tyż robiliśmy popasy dla wypasów- w wypatrzonych konobach. :wink:
Pozdr.
Etosote
Odkrywca
Avatar użytkownika
Posty: 73
Dołączył(a): 14.10.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) Etosote » 01.12.2012 19:53

Z opoznieniem ale zasiadam i ja, poki co bardzo ciekawa relacja, czekam na dalsza czesc. Pozdrawiam
a_nula
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 215
Dołączył(a): 13.09.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) a_nula » 01.12.2012 20:40

Fatamorgana napisał(a):
Marsallah napisał(a):... raczymy się pasztetem z tuńczyka, podawanym z tajemniczym zielskiem, którego muszę spróbować...i nie żałuję!
...
nosi nazwę mortar i jak najbardziej jest jadalne.

Mortar= zaprawa... :lol: 8O :o
Zielsko o smaku zaprawy?
P.S.
Wy to tak jak my- też nie dojechaliśmy do Murvicy i tyż robiliśmy popasy dla wypasów- w wypatrzonych konobach. :wink:
Pozdr.



Motar :) podobno rośnie tylko w basenie morza śródziemnego.

Obrazek

Obrazek

a zjeść lubimy, o tak..
Marsallah
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1299
Dołączył(a): 31.08.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Marsallah » 13.12.2012 13:53

VOL. XIII, czyli najlepsze na koniec

To już przedostatni dzień pobytu na wyspie, ale my zamiast się tym zamartwiać, cieszymy się, że pod koniec września możemy pływać w ciepłym morzu i wylegiwać się na plaży. A na jakiej? Na tej wymarzonej, na którą planowaliśmy się wybrać już dawno temu. Z nabytej w Splitskiej mapy wynika, że do rozgałęzionej zatoki pomiędzy Pućiśćą a Povlją najczęściej figurującej pod nazwą Tri Luke da się dojechać samochodem. Tylko w którym miejscu drogi G. Humac - Selca zjechać w lewo na makadam? A no w tym:
Obrazek
Jedziemy całkiem niezłej jakości drogą gruntową dalej i po kilku minutach trafiamy na kolejny drogowskaz:
Obrazek
zoom-zoom
Obrazek
Droga w lewo prowadzi (wg mapy) do opuszczonej osady Kruśka, ale nie mieliśmy czasu, żeby zweryfikować te dane. Po kilku kolejnych minutach jazdy z przeciętną prędkością 10-20 km/h :D opuszczamy karłowaty lasek i zaczynamy jazdę w dół, ale bez ekscesów. Wkrótce naszym oczom ukazuje się taki oto widok:
Obrazek
Zżera nas ciekawość, co też kryje się na końcu drogi. I jak to jest, że mapa pokazuje, że do zatoczki da się dojechać autem, a strona internetowa Restauracji Pipo (ekskluzywna siostra Konoby Pipo z Pućiśćy) informuje, że dostęp doń istnieje jedynie od morza. Za chwilę wszystko się wyjaśni, póki co jednak posuwamy się coraz wolniej wzdłuż zatoczki najgłębiej wżerającej się w ląd. Kamienie są coraz większe, droga jednak - w porównaniu choćby z trasą Murvica - Farska - jest dość komfortowa, jak na makadamski put oczywiście.
Obrazek
Obrazek
Mijana przez nas zatoczka okazuje się nieciekawa. Jest długa i wąska, na jej końcu można by od biedy się rozłożyć, ale nie dość, że woda jest dość płytka, to jeszcze przy brzegu “kwitnie”. Jedziemy zatem do końca, który objawia się w postaci tabliczki informującej, że końcówka drogi jest terenem prywatnym. No i co teraz? W pewnej oddali widzimy zabudowania Restauracji Pipo, ale przecież do nich nie da się dojechać. Czyja to więc posiadłość? I jak dostać się na plażę?
Obrazek
Obrazek
Krótki zwiad i wszystko jasne. Na końcu środkowej z trzech zatok przycupnęła maleńka, niewidoczna z drogi konoba. Właściciel zachęca do zjechania samochodem na sam dół, zaprasza do konoby i na plażę. No tak, nie robi łaski, przypomina mi się wtedy, że przecież cała linia brzegowa należy do państwa chorwackiego. Okazuje się jednak, że na plażę od tabliczki z napisem “Private” jest tak blisko, że jeżeli ktoś nie ma ochoty wchodzić w znajomość ze swojskim restauratorem, może zostawić samochód na górze i zejść do plaży wąską ścieżynką - to ledwie minutka-dwie drogi.
Obrazek
Restauracja Pipo
Obrazek
My nie mamy planów konsumpcyjnych, przyjechaliśmy tu dla plaży. Ale, z czystej serdeczności (choć mamy własny prowiant w przenośnej lodówce), zakupujemy coś do picia i małe przekąski. A potem, cieszymy się już niczym niezmąconą błogością. Bo co też miałoby nam tu mącić spokój ducha?

Zatoczka nie jest otwarta na pełne morze (czy też raczej: na Braćki Kanał), ale jest tu klimat naprawdę rajski. Plaża jest niewielka, ale to nawet lepiej. Zarówno na brzegu, jak i pod wodą podłoże stanowią drobne otoczaki. Świetna przejrzystość wody. Jesteśmy sami na plaży. W konobie przesiaduje kilku wodniaków, przy pomostach przycumowało kilka mniejszych i średnich łodek, ale o tej porze wszyscy mają chyba sjestę. Trochę dalej, na głębszej wodzie, zakotwiczyła większa jednostka - wiecie, taka burżujska dwupoziomowa łódź z pontonami i skuterami wodnymi. Może mają i basen w środku, ale nie nam, maluczkim, to stwierdzać. Nam w zupełności wystarcza słońce, cudownie ciepła woda, prawie nieruchome powietrze i 26 (a może to było 28?) stopni. Długo tego szukaliśmy, ale w końcu - tak jak na Korćuli rok wcześniej - znaleźliśmy nasze miejsce na wyspie. I znów stało się to tuż przed wyjazdem :)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Zażywszy kąpieli wodnych i słonecznych, przysiadamy jeszcze na kilka chwil w Konobie Rojen (nazwa przybytku widnieje na kawałku tektury umieszczonego przy samym brzegu i skierowanego...do morza - widać, skąd przybywa większość klienteli), popijamy napoje chłodzące i wertujemy kartę dań. Wesoło usposobiony gospodarz nienachalnie zachęca do skosztowania czegoś, ale my już wcześniej umówiliśmy się na jagnięcinę w Konobie Hacienda. Nie mogę jednak nie zagadnąć Rojena o hobotnicę spod peki. “- Ne ma problema!”. OK, to wpadamy jutro. Nie trzeba przedpłacać? Ach, towar stale dostępny. Super. Do zobaczenia!
szyld Konoby Rojen :)
Obrazek
Podziwiamy faunę wysokich...
Obrazek
...i niższych lotów.
Obrazek
W taki sposób definitywnie - i bez żalu - pogrzebaliśmy plan poświęcenia połowy piątku na zwiedzanie Supetaru (pozostałą połowę dnia przeznaczamy na pakowanie gratów). Ale w końcu będziemy mieli okazję spróbować ośmiornicy spod peki - dania, które widzieliśmy w karcie wielokrotnie, ale zawsze z adnotacją “zamawiać z wyprzedzeniem przynajmniej 24h”. Jako, że jesteśmy nastawieni na odwiedzanie jak największej liczby nowych miejsc podczas pobytu w Chorwacji, nie mieliśmy nigdy ochoty wrócić do danej konoby. Ale do Rojena jak najbardziej - zestaw hobotnica + kąpiel w Tri Luke = bezcenne.

A propos powrotów: kierujemy się do Konoby Hacienda, gdzie z gospodarzem umówiliśmy się przez telefon na jagnięcinę na 17. Wcześniej zahaczamy o Selcę, żeby wyjąć z bankomatu pieniądze. Drogę powrotną postanawiam nieco urozmaicić, skręcając tuż po wyjeździe z Selcy w lewo za znakiem “Selaćki Zaseoci”. Wąska i kręta lecz solidna asfaltowa droga prowadzi nas przez sielskie pagórkowate tereny południowo-wschodniej części wyspy. Mijamy przydrożne kapliczki, zapomniane przez świat przysiółki, uprawy i zwierzęta hodowlane. Tu osioł, tam konie, gdzie indziej stado owiec pasie się na lśniącej od słońca łące. Ani śladu ludzi, ale gdzieś tam są i obserwują nieproszonych przybyszów przez szczeliny w kamiennych ścianach swoich domów i zabudowań gospodarskich.
Obrazek
Obrazek
W Haciendzie jesteśmy ciut przed czasem i...całujemy klamkę (a raczej bramkę). Hmm, czyżby facet nas wystawił? Niee, dobrze mu z oczu patrzyło :) Łapię za telefon i okazuje się, że już do nas jedzie. Po przywitaniu opowiada ze śmiechem, że kilka tygodni wcześniej umawiał się z grupą Włochów, którzy przyjechali 2 godziny po umówionej godzinie. “Dobrze wiedzieć, że Polacy pojawiają się 15 minut przed wyznaczoną godziną!” Jesteśmy znów sami, zresztą restaurator (młody mężczyzna, którego dziadek kupił tą ziemię kilkanaście lat temu i wybudował restaurację, dyskotekę na powietrzu i domki noclegowe dla przyjezdnych) informuje nas, że to ostatni tydzień działalności konoby w tym roku, po weekendzie zamyka lokal na ten sezon.
Przed Konobą Hacienda. Sosenka na kapliczce w Nereżiśćy nie jest jedynym drzewkiem wyrastającym dumnie z kamienia.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Jedzenie jest pyszne (nie to co u Toniego w Dolu), jagnięcina delikatna, chuda, smakowicie przyrządzona na ruszcie. Jeśli chodzi o napoje, to próbujemy tym razem czerwonego wina, ale okazuje się równie osobliwe jak testowane przez nas w pierwszym tygodniu pobytu białe. No cóż, szkoda, ale Haciendzie chyba tylko dobrego wina brakuje :) Żegnamy się z przemiłym gospodarzem, wcześniej dowiadując się od niego wielu praktycznych informacji na temat tej częsci wyspy, takich jak na którą dziką plażę warto pojechać, gdzie najkorzystniej wynająć łódź, itp. Dowiadujemy się też, że Restauracja Pipo w Tri Luke jest megaeksluzywna, przypływają tam na swoich superłodziach różne znane osobistości. Piłkarze Hajduka Split często telefonują do właścicieli i przypływają na weekendowy wypas. Na pewno wrócimy do Tri Luke (choć raczej do Rojena niż do Pipo) kiedyś i my, jeśli znów odwiedzimy Brać i wtedy z pewnością skoncentrujemy się na wschodniej części wyspy, którą jednogłośnie okrzyknęliśmy najciekawszą. Jeszcze zakupy do Polski (2 litry rakiji, 2 litry wiśniówki, 1 litr syropu z wiśni) i baj-baj. Do zobaczenia za x(x?) lat.

Wracając do Splitskiej przez pogrążony w ciemności interior wyspy, już cieszymy się na jutro: co prawda będzie to nasz ostatni dzień na Braću, ale za to czekają na nas Tri Luke i hobotnica...
Splitska by night. Jeszcze raz, ten ostatni raz...
Obrazek
longtom
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 11647
Dołączył(a): 17.02.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) longtom » 13.12.2012 14:05

Marsallah napisał(a):...Tri Luke i hobotnica...


Zabiorę się z Wami. :)

pzdr :wink:
maslinka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 9913
Dołączył(a): 02.08.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) maslinka » 13.12.2012 15:46

Zdradzasz lokalizację takich perełek jak zatoczka Tri Luke... Dzięki! Mam tylko nadzieję, że nie będzie tam zbyt tłoczno ;)
a_nula
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 215
Dołączył(a): 13.09.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) a_nula » 13.12.2012 15:52

maslinka napisał(a):Zdradzasz lokalizację takich perełek jak zatoczka Tri Luke... Dzięki! Mam tylko nadzieję, że nie będzie tam zbyt tłoczno ;)


Aga, mało chyba na świecie takich oszołomów, kochających szuter, jak my ;), więc nie spodziewam się tłumów poza sezonem. W sezonie natomiast szpilki tam nie wsadzisz, bo miejscówka podobno ukochana przez wodniaków. Tak przynajmniej twierdził właściciel Hacjendy.
Marsallah
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1299
Dołączył(a): 31.08.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Marsallah » 13.12.2012 17:07

longtom napisał(a):
Marsallah napisał(a):...Tri Luke i hobotnica...


Zabiorę się z Wami. :)


A, zapraszamy, zapraszamy... :D Swoją drogą, gdybyś wpadł tam wtedy, w ten piątkowy wieczór, pomógłbyś w konsumpcji...musieliśmy walczyć we dwoje z porcję trzyosobową...eee, dobra, o tym następnym razem :oczko_usmiech:

maslinka napisał(a):Zdradzasz lokalizację takich perełek jak zatoczka Tri Luke... Dzięki! Mam tylko nadzieję, że nie będzie tam zbyt tłoczno ;)


Ania już częściowo odpowiedziała, a ja dopowiem: my się tam prędko nie wybierzemy ponownie (a jeśli już to poza sezonem), poza tym jak ktoś lubi takie klimaty tak jak my czy Wy, prędzej czy później tam trafi. Za mapą, za rekomendacją z internetu, z ciekawości dokąd droga prowadzi... Do Braća musieliśmy się trochę przygotować, bo to za duża wyspa, żeby tracić czas na pierdoły, ale Visior pewnie będzie stał pod znakiem wielu podróży w nieznane :mrgreen:
Marsallah
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1299
Dołączył(a): 31.08.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Marsallah » 19.12.2012 13:29

VOL. XIV, czyli goodbye sunshine

Jutro wyjazd, dziś za to pakowanie, a raczej pakowania ciąg dalszy (zaczęliśmy porządki przedwyjazdowe już wczoraj). Około południa jesteśmy gotowi i obieramy kurs na Supetar. Nie zwiedzanie portowego miasteczka jest jednak naszym planem, a zakupy do domu - dla siebie i na prezenty. Orahovica, slane srdele, amaro, ajvar...

Możemy już jechać do Tri Luke. Ale okazuje się, że musimy to przedyskutować - Ania woli zostać w okolicy, w końcu jutro wyjazd, a tu wyprawa szutrówką do odległej zatoki... A co będzie, jak przebijemy oponę dzień przed wyjazdem?

W końcu zwycięża “jedyna słuszna” opcja, czyli hobotnica. Najpierw jednak musimy podskoczyć do bankomatu po kasę, u Rojena jedyną opcją płatności jest gotówka. W tym celu udajemy się do Nereżiśćy, ale okazuje się, że ta centralnie położona miejscowość nie jest wyposażona w udogodnienie w postaci ściany plującej banknotami. Ech, a mógłbym przysiąc... Nic to, zatem pozostaje piękna jak zawsze Selca i bankomat na placyku na tyłach kościoła.
Strzeż...
Obrazek
...się...
Obrazek
...sów!
Obrazek
O umówionej godzinie meldujemy się w Tri Luke u Rojena. Co jemy? Poza hobotnicą, rzecz jasna. Dzieci wybierają klasycznie - makaron. I tak były łaskawe dziubnąć trochę rybek i owoców morza podczas pobytu na wyspie. Dla nas trzyosobowa peka. Najemy sie do syta. Chwytamy zimne piwko i idziemy popływać. Gospodarz kursuje z naczyniem żaroodpornym pomiędzy kuchnią a paleniskiem, ma nas zawołać na posiłek.

Mija godzina. Siedzimy już przy drewnianym stole, dzieci wciągają kluchy. Nadchodzi uśmiechnięty od ucha do ucha Rojen z dymiącą peką. Robimy miejsce dla specjalnego gościa. Długośmy się naczekali na to danie i dlatego teraz sycimy się chwilą, starając się zapamiętać te obrazy, zapachy, a dopiero potem smaki...
Obrazek
Spod peki hoba...
Obrazek
...radość dla dzioba!
Obrazek
Sam zobacz!
Obrazek
(...)

Najlepszy, a w każdym razie najbardziej oczekiwany posiłek w naszym życiu już się “przyswaja”, a my musimy oswajać się na serio z myślą o powrocie, póki co tylko do domku w Splitskiej. Dziś mają w końcu wpaść nasi gospodarze, których nie widzieliśmy od dnia naszego przyjazdu. Ja postanawiam jeszcze króciutko pożegnać się z Jadranem. Wskakuję do wody w zatoczce i płynę wte i wewte. Goodbye Jadran, goodbye sunshine. Widzimy się...nie wiem kiedy (teraz już wiem: w czerwcu 2013 :D). Zegnamy się z przemiłym restauratorem z Tri Luke. Dziś jest tu spokojnie, ale wczoraj, kiedy najedzeni i napojeni wodniacy nucili tradycyjne pieśni, było magicznie. To znaczy dziś też była magia - hoba w pece, która smakowała naprawdę wybornie. Ale to już koniec, musimy iść...jechać...

Zmierzcha już, kiedy jedziemy “wysoką drogą”, między Prażnicą a Nereżiśćą. Nieopodal “dziwnego drzewa”, znanego prawie wszystkim urlopowiczom z Braća, skręcamy za znakiem na Gażul. Ta pasterska osada zamieszkana jest tylko w sezonie wypasów. Sezon najwyraźniej jeszcze trwa, bo na ogrodzonej łączce hasa stado owiec, a z komina jednego z kamiennych domków sączy się dym.
Obrazek
Obrazek
Do Splitskiej docieramy już pod osłoną mroku. Są wreszcie gospodarze. Witamy się i żegnamy, wypijając lampkę wina. Kasują należność i zmykają do siebie. Wiedzą, że przed nami jutro długa droga.

(...)

Następnego dnia wstajemy wcześnie - nie ma co marnować czasu, wypływamy pierwszym promem, równo o 5:00. W kolejce zaledwie kilka samochodów, co zmyla mnie do tego stopnia, że mijam je, widząc otwarty wjazd na prom. Ach tak, to byłą kolejka, co ją wyminąłem. Sorry...

Ostatecznie, promem odpływa zaledwie kilkanaście pojazdów, za to całkiem sporo pasażerów przywożą autokary. To oczywiście niemieckojęzyczni emeryci, którzy na pokładzie jak na komendę wyjmują identycznie opakowane kanapki i wcinają. Odrobiłem lekcję z zeszłego roku i tym razem mam przy sobie drobne - bary na pokładzie promów Jadroliniji przyjmują tylko gotówkę. Espresso, bo nie ma co drzemać - o szóstej jedziemy już “pod górkę”, kierując się ze Splitu na autostradę. Kawka się przydała - wzmożona czujność była konieczna, bo ewidentnie pijany w sztok kierowca półciężarówki mało nas nie staranował na trzypasmowej wylotówce z miasta.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Dalsza podróż przebiegła bezproblemowo. Spadek temperatury o kilka stopni odnotowaliśmy już po wspięciu się na wysokość autocesty pod Dugopolje, za Svetim Rokiem zrobiło się oczywiście jeszcze zimniej, a ponadto wjechaliśmy w chmury. Na przejściu w Dobovcu tradycyjnie puchy. Przy okazji, zorientowałem się, że obywatele państw UE mogą korzystać także z sąsiedniego przejścia zlokalizowanego przy torach kolejowych w centrum Rogatca.

Na krótki popas zatrzymaliśmy się w pizzerii na wylocie z Ptuja w kierunku Lenarta. Cóż, pizza niezła, obsługa fatalna. Przynajmniej dzieciaki wyszalały się w przyrestauracyjnym ogródku. Wieczorem meldujemy się u niezawodnej M. w południowym Wiedniu. Czas na prawdziwy obiad, a także spotkanie z rodziną i relacje z Braća.

Następnego dnia, chcąc nie chcąc, ruszamy do Polski, dodatkowo objuczeni zakupionym dwa tygodnie wcześniej w Wiedniu winem. Tradycyjnie, z racji nie tylko na ceny, ale i jakość trunku, wolimy przywozić wino w większych ilościach z kraju Scharzeneggera, a z ojczyzny Modricia jedynie pojedyncze płynne “pamiątki”. Podróż przebiega bez zakłóceń, z dłuższym postojem w restauracji ze swojskim jadłem w Piotrowicach między Cieszynem a Żorami, która reklamuje się przy drogach dość nachalnie. Ale warto tam zjeść, zwłaszcza nasze dzieci to chętnie potwierdzą, bo wreszcie mogły zamówić pierogi ze szpinakiem, które musieliśmy im wybijać z głowy co drugi dzień w broćkich konobach :D No a potem klasyka: A1, S1 i gierkówką do domu. Szkoda, że wtedy jeszcze nie była otwarta S8 od Piotrkowa, ale jakoś dojechaliśmy. A następnego dnia był już październik i w dodatku poniedziałek: witaj praco, żegnaj labo! Na jakiś czas...

P.S. Wrzucę jeszcze tu podsumowanko w formie minimapki, hehe. Ale to już raczej w nowym roku :) Dzięki wszystkim czytelnikom, komentatorom i współpodróżnikom!
mysza73
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 9920
Dołączył(a): 19.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) mysza73 » 19.12.2012 14:37

Dzięki :P ,
miło się z Wami oglądało znajome kąty :P .
tony montana
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 9120
Dołączył(a): 14.01.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) tony montana » 19.12.2012 15:55

Mapka musi byc nie widze tego inaczej ;)

Pozdrowienia dla "Wspol-Braczowcow 2012"

:papa: :papa:
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży


  • Podobne tematy
    Ostatni post

Split-SKA, czyli Tour de Brač 2012 - strona 7
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2017