Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Plany są po to, żeby je zmieniać - moja Chorwacja po raz 1.

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
moscatel
Croentuzjasta
Posty: 231
Dołączył(a): 24.02.2008
Plany są po to, żeby je zmieniać - moja Chorwacja po raz 1.

Nieprzeczytany postnapisał(a) moscatel » 05.08.2008 20:35

Planów było dużo. Starannie ułożone, choć w trakcie układania już się zmieniały. Zaczęły powstawać w ubiegłym roku, dojrzewały, precyzowały się, potem rozmywały. Ale plan główny w końcu powstał, bogaty dość, powiedziałabym nawet :)
Wyglądał następująco

1. wyjazd z Wrocławia, nocleg w Grazu
2. dojazd do Igrane tam 6 dni w tym wyskok do Mostaru, Splitu i Trogiru, ale głównie jednak plażowanie
3. przejazd do Czarnogóry - Kotor, Budva, może coś jeszcze - 3-4 dni
4. powrót do CRO, okolice Dubrovnika i oczywiście zwiedzanie Dubrovnika, kolejne 3 dni
5. przejazd przez BiH nad Balaton, tam kolejne 3 dni i powrót do Wrocławia

Całkiem bogato, no nie?

Plan był tym bardziej ekscytujący, że zasadniczo jedynym pewnym jego punktem był Oekotel w Grazu zarezerwowany z niejakim wyprzedzeniem, reszta miała być absolutnie w ciemno. Muszę tu wyjaśnić, że było to dla nas nie lada wyzwanie, gdyż jako typowe Koziorożce raczej lubimy mieć wszystko zaplanowane, zarezerwowane i niczym się na miejscu nie kłopotać. Ale ponieważ szukanie apartamentu przez sieć szło mi dość kulawo (albo nie pasowała mi cena albo warunki), to postanowiliśmy stawić czoła wyzwaniu wyjazdu w ciemno w środku sezonu.
No cóż, raz kozie (a raczej Koziorożcom dwóm, w porywach do trzech, bo jedna z córek też) śmierć, jakby co, to się Rakiem (druga córka) wycofamy.

Realizacja planu zaczęła się dość pomyślnie, bo udało nam się wyjechać (sobota, 19.07)tylko o godzinę później, niż zaplanowaliśmy :). Wybraliśmy sobie inne przejście graniczne niż w ubiegłym roku w drodze do Włoch, jako, że droga krajowa nr 8 okazała się być pożałowania godną - atlas pokazywał całkiem logiczną drogę przez Grodków, Nysę, Głuchołazy,, Jesenik i dalej już tak samo, jak od strony Kłodzka. Pierwsze odstępstwo od planu nastąpiło zaraz za Jesenikiem, bo droga główna była w remoncie, trzeba było pojechać objazdem (na szczęście nie był dłuższy, podejrzewam, że trochę węższy i bardziej kręty). Mając w pamięci ubiegłoroczną drogę przez mękę czyli podróż po czeskiej drodze w remoncie, odetchnęliśmy z ulgą - objazd jednak lepszy.

Realizacja planu szła nadzwyczaj pomyślnie i pod wieczór zawitaliśmy w Grazu, który wieczorem jest nadzwyczaj uroczym miastem. W dzień w sumie też, ale to stwierdziliśmy już w ubiegłym roku, więc nie zamierzaliśmy utwierdzać się w tym przekonaniu, tylko następnego dnia rano (niedziela, 20.07)wstaliśmy, żeby po śniadaniu wyruszyć jak najszybciej. W końcu przed nami pierwsze wyzwanie - dotrzeć do Igrane i znaleźć tam kwaterę w ludzkiej cenie i w dobrych warunkach.
W planach było właśnie Igrane, bo kilkumiesięczne przeglądanie forum, czytanie opinii i porównywanie zdjęć utwierdziło mnie w przekonaniu, że to jest właśnie miejsce dla nas. Plan wydawał się być dobry.

Przejazd przez Słowenię bez płacenia autostradowego haraczu czyli przez Mureck, Lenart i Ptuj był zupełnie bezbolesny. Potem realizacja planu nieco się spowolniła - trafiliśmy na spory, choć dzięki Bogu nie stojący, korek przed tunelem sv.Rok. Że korek może się zdarzyć to ja wiedziałam, wszak na forum było o tym sporo, ale dlaczego nikt nigdzie nie wspomniał (a może przeoczyłam), że przed tunelem, od strony Słowenii grawitacja (czy jakie inne tajemne siły) działają w sposób odwrotny? Naprawdę nikt oprócz nas nie zauważył, że jak się stoi w korku w dół, to samochód na luzie podjeżdża tyłem do góry? M. nigdy nie trenował ruszania z ręcznego w dół, tam miał okazję przez prawie godzinę :D - nic to, damy radę. Daliśmy, drugi tunel nie nastręczył już żadnych trudności (zrewanżował się w drodze powrotnej, ale o tym później ;-)) i pomknęliśmy prosto do Igrane.
Pierwsze spotkanie z Jadranem wyglądało mniej więcej tak (pierwsze, które wyszło fotogenicznie)
Obrazek

Jedna miejscowość, druga, trzecia, w końcu dotarliśmy do Igrane - ha, kolejny punkt planu zrealizowany... Przynajmniej tak mi się wydawało. Zaczęliśmy zjeżdżać w dół i przestało mi się podobać - wąsko, kręto, ciasno - nie tak to sobie wyobrażałam. Ale cóż, trzymamy się planu - kwaterę znalazłam w jakieś 5 minut, już byłam prawie zdecydowana, gdy okazało się, że absolutnie nie ma tam gdzie zaparkować samochodu. Pani gospodyni usiłowała nam wytłumaczyć, że można tu albo tam (200 m od domu), ale jakoś zupełnie nam się to nie spodobało. Wraz z ogólnym wrażeniem, że Igrane też nam się nie spodoba podjęliśmy decyzję o pierwszej zmianie planu - nie szukamy innej kwatery tylko ruszamy dalej.
Dalej przestało być tak różowo - dla dwójki niecierpliwych narwańców przejazd przez trzy kolejne miejscowości, gdzie nie było ani pół miejsca wolnego to zdecydowanie za dużo.
Dotarliśmy do Drvenika (Donja Vala) w paru domach pokręcono głową, w końcu jedna na czarno odziana starsza pani wskazała mi, że tam za szkołą, to mogą mieć wolny apartament. Zajrzałam tam, niejaką nadzieją napawały puste, nie obwieszone ręcznikami dwa balkony, ale za drzwiami pusto, głucho, gospodarza brak, nie ma kogo spytać. Trudno, jedziemy dalej.
Jadranka doprowadziłą nas do drugiej części Drvenika, gdzie też nas zbywano, w końcu pojechaliśmy jakąś wąską uliczką w nadziei, że uda się na niej gdzieś zawrócić, a ta uliczka zaprowadziła nas z powrotem do Drvenika Donja Vala. No cóż, uznałam, że to znak opatrzności i kazałam M. zawieźć się znów pod ten dom, w którym gospodarza brak. Tym razem gospodarz był - zapytany po polsku czy ma apartament dla 4 osób oświadczył, że będzie miał za 3 dni, a teraz ma wolny trzyosobowy. Upał i zmęczenie dawały się już we znaki, więc na wszelki wypadek poprosiłam o pokazanie. I to było znakomite posunięcie, bo apartament trzyosobowy okazał się być złożony z dużej wygodnej sypialni i pokoju z aneksem kuchennym, w którym stała rozkładana wersalka dla dwóch dorosłych osób rzeczywiście zbyt wąska, natomiast dla dwóch kilkuletnich dziewczynek nadawała się zupełnie dobrze. A warunki były super - wysprzątane na wysoki połysk, nowe meble, łazienka bardzo ładna, klima i piękny widok na morze
Obrazek
Uzgodniłam zatem z gospodarzem cenę - w międzyczasie okazało się, że nie muszę się męczyć łamanym słowiańskim :D, bo pan płynnie mówi po niemiecku, uzgodniłam, że zostajemy 6 dni - zgodnie z planem, a jakże ;), na wszelki wypadek spytałam, czy ma ten apartament zarezerwowany później, a kiedy powiedział, że nie, nieśmiało stwierdziłam, że może jednak nie 6 nocy, tylko trochę dłużej, aczkolwiek planujemy 6.
Oczywiście zaraz po wniesieniu bagaży popędziliśmy na rekonesans, bardzo nam się spodobało i w świetnych nastrojach i zaopatrzeni w 1,5-litrową plastikową butelkę białego wina wróciliśmy na kwaterę.
Nazajutrz (poniedziałek, 21.07) cały dzień oddawaliśmy się plażowaniu, jednocześnie usiłując rozłożyć w czasie zaplanowane wycieczki. Ułożyliśmy plan całkiem zgrabny - we wtorek po południu Split i może Trogir jak zdążymy, w czwartek Mostar i wodospady Kravica, w sobotę ruszamy do Czarnogóry.

Rany, grafomański tasiemiec mi wyszedł, ale wrażeń we mnie tyle, że muszę dać im jakiś upust. Ciąg dalszy nastąpi, zapewne jutro :)
Ostatnio edytowano 05.08.2008 21:27 przez moscatel, łącznie edytowano 1 raz
Ania W
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1991
Dołączył(a): 29.03.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Ania W » 05.08.2008 21:10

Czekam na dalszy ciąg relacji....fajnie się czyta :!: :lol:
Ja też jestem zodiakalnym koziorożcem i lubię mieć wszytko zaplanowane :wink:
A teraz można haha obstawiać czy wszytko udało się zwiedzić z planem ???. Znając życie to nie... jednak charakterki koziorożców to musiało wręcz musiało być planowo :lol:
czekam na dalszy ciąg.
Serdecznie pozdrawiam :!: :papa: :hut: :papa:
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 05.08.2008 21:29

Czekamy
janusz.w.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1554
Dołączył(a): 21.07.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) janusz.w. » 05.08.2008 22:09

No to czekam na rozwój sytuacji... :)
Też koziorożec :!: Zarys planu zawsze mam, ale najlepsze są modyfikacje na bieżąco :D

pozdr
dorasoft
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 205
Dołączył(a): 05.08.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) dorasoft » 05.08.2008 22:15

Szkoda, że to nie jutro.
:D
heyluka
Globtroter
Posty: 41
Dołączył(a): 26.07.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) heyluka » 05.08.2008 22:15

Poproszę następny odcinek, bo wciągnęło i chciałabym jeszcze przed wyjazdem dowiedzieć się jak to z planem było ...
makosm
Globtroter
Posty: 49
Dołączył(a): 01.05.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) makosm » 05.08.2008 23:03

już jest jutro :oczko_usmiech:
moscatel
Croentuzjasta
Posty: 231
Dołączył(a): 24.02.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) moscatel » 05.08.2008 23:05

Ponieważ rodzina uznała za stosowne zająć się własnymi sprawami i nikt niczego dziś wieczorem ode mnie nie chciał, udało mi się wyprodukować kolejny odcinek opowieści :)

Tak jak pisałam, plan układany był podczas poniedziałkowego plażowania. Tymczasem, gdy słońce zaczęło się chować za cypelkiem zaobserwowałam coś na kształt chmury. Jeden kształt, drugi, trzeci... Ku naszemu zaskoczeniu (wszak zaplanowaliśmy urlop w słonecznym kraju), chmury zaczęły się gromadzić w tempie zdecydowanie przesadnym. Ale ponieważ towarzyszył im wiatr, pełni dobrych przeczuć postanowiliśmy uwierzyć, że jednak wiatr chmury przegoni.
Niestety, następnego ranka (wtorek, 22.07) okazało się, że wiatr nic sobie nie robił z pokładanej w nim ufności i wręcz nagonił chmury nad Drvenik. Cóż było robić, trzeba było nieco zmienić plany. Dzieci były niepocieszone - zachwycone plażą i dniem poprzednim, nastawione na beztroskie pluskanie się w krystalicznie czystej wodzie, zostały zapakowane do samochodu i zawiezione w kierunku Trogiru i Splitu - taki był plan, hehe. Okazało się, że nie my jedni wpadliśmy na pomysł, żeby wykorzystać załamanie pogody - ten pomysł miało na pewno co najmniej pół Makarskiej (korek na ponad pół godziny) i chyba wszyscy turyści z miejscowości otaczających Trogir (korek 2 km od granicy miasta aż do parkingu przy moście). Humory dzieci nie nastrajały nas optymistycznie
Obrazek
ale lody poprawiły nieco nastroje i można było kontynuować zwiedzanie.
Obrazek

Trogir nas zauroczył ogromnie. Nie tylko widokiem jak z fototapety ;-)
Obrazek, ale również przecudnymi zaułkami, które pozwalały zwiać z tłumu turystów, dając cień i wytchnienie (bo oczywiście słońce przekornie pojawiło się zaraz po naszym przybyciu do Trogiru)
Obrazek
Obrazek.

Przy okazji nastąpiła kolejna (pierwsza w trakcie tego urlopu, ale nie ostatnia) próba przełamania jeszcze jednej mojej fobii. Otóż posiadam lęk - trudno go nazwać lękiem wysokości chyba, bo nie boję się patrzeć w dół z kilkudziesięciu metrów, natomiast żeby spojrzeć bez lęku, muszę być pewna, że mam zabezpieczenie w postaci barierki do pasa co najmniej. I jeszcze najlepiej blisko mnie. Niestety, na murach twierdzy Kamerlengo nie jest aż tak dobrze, w związku z czym zaliczyłam całkiem pokaźny atak paniki i strachu zarówno o bezpieczeństwo swoje, jak i dzieci. Ale przeżyłyśmy...
Obrazek
Oczywiście dzieci zaczęły znów marudzić, że nie lubią wycieczek i dlaczego nie można było pójść na plażę, ale kolejna porcja lodów (tym razem naprawdę genialnych i olbrzymich) uspokoiła szanowne panienki.
Obrazek
Powłóczyliśmy się jeszcze trochę po Trogirze, bo żal nam było wyjeżdżać, a że potrwało to dość długo, to uznaliśmy, że Split należy sobie darować tym razem. Okazało się, że słusznie, bo w drodze powrotnej natrafiliśmy na kolejny duży korek pod Omisiem i "w domu" byliśmy i tak dość późno.
Czyli plan na wtorek poniekąd został wykonany. Konkretnie w 1/3 - plaży nie było, Splitu nie było, Trogir był.
cdn...
helen
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1925
Dołączył(a): 08.02.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) helen » 06.08.2008 07:25

:lol: witaj, zakotwiczam się teraz ja u Ciebie i czekam na na ciąg dalszy...
moscatel
Croentuzjasta
Posty: 231
Dołączył(a): 24.02.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) moscatel » 06.08.2008 16:08

Z nadzieją na poprawę pogody i realizację planu środowego plażowania położyliśmy się spać.
Niestety, pogoda nie uznała za stosowne się poprawić dnia następnego, trzeba było więc modyfikować harmonogram. W planie pierwotnym Mostar i wodospady Kravica miały zostać odwiedzone jednego dnia. Pogoda zniechęcała do kąpieli, więc oczywistym było, że wodospady należy sobie odpuścić, za to w pożyczonym od koleżanki przewodniku Pascala stało, że po drodze do Mostaru sensownie jest zatrzymać się w miasteczku Pocitelj.
Postanowiliśmy sprawdzić, czy przewodnik miał rację.
Po drodze zatrzymał nas na przydrożnym parkingu przepiękny widok

Obrazek
Bacinska jezera w całej krasie.



Kto widział Pocitelj, ten wie, że przewodnik miał rację, kto nie był, niech sam zobaczy :)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Ta wieża stała się kolejną przyczyną mojego ataku paniki - w sumie chyba na rozum mi padło włazić tam i to jeszcze z dziećmi. Schodki wąskie, strome, z obu stron "dziury" w ścianie, na samej górze okna na poziomie podłogi.
Obrazek
Nie był to najprzyjemniejszy kwadrans zwiedzania, nawet widok
Obrazek)
nie bardzo był w stanie mi wynagrodzić nerwy, choć muszę przyznać, że trochę je ukoił.
Pożegnaliśmy Pocitelj i ruszyliśmy w stronę Mostaru. Sam most i jego najbliższe okolice faktycznie piękne,
Obrazek

Obrazek

natomiast reszta tego co widzieliśmy zrobiła raczej przygnębiające wrażenie.
Obrazek

Obrazek

Dziewczynki, zwłaszcza starsza, zachwycone były sklepikami, trzeba było nabyć trochę pamiątek, po czym deszcz zagonił nas do samochodu. Godzina była taka, że bez sensu było wracać do Drvenika, więc postanowiliśmy zahaczyć o Medugorje. Nie żeby nas gnały jakieś specjalnie religijne uczucia, ale żeby kupić jakąś pamiątkę dla teściowej. Samo Medugorje zrobiło na mnie fatalne wrażenie - przemysł religijny na wielką skalę i absolutnie nic do oglądania, o ile nie patrzy się przez pryzmat objawienia. Do Drvenika zjechaliśmy dość późnym wieczorej i padliśmy.

Przypominam, że plan na środę zakładał beztroskie plażowanie, natomiast w czwartek mieliśmy zwiedzać Mostar i taplać się pod wodospadami. Można uznać, że część planu wykonaliśmy z niejakim wyprzedzeniem, dodaliśmy dwa punkty programu, w tym jeden atrakcyjny, a resztę zostawiliśmy na później.
cdn.
Ostatnio edytowano 10.08.2008 18:04 przez moscatel, łącznie edytowano 1 raz
helen
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1925
Dołączył(a): 08.02.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) helen » 06.08.2008 16:52

Hej, no Pocitelj zazdroszczę, my tylko przejechaliśmy i pooglądaliśmy z dołu, bo córa spała zmęczona wodospadami.
Wiesz może co to był za budynek na ostatnim zdjęciu? My tam zostawiliśmy auto na noc, dokładnie przy tych zardzewiałych metalowych "podporach" :wink: . Czekam na ciąg dalszy, zwłaszcza na mury w Dubrovniku ... :wink:
pozdrawiam
Jacek 206
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2819
Dołączył(a): 30.04.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) Jacek 206 » 06.08.2008 20:15

Witaj moscatel,
czekam na dalszą relację .:lol:
Hirek
Autostopowicz
Posty: 3
Dołączył(a): 16.07.2008
tunele Sv. Rok i Kapela

Nieprzeczytany postnapisał(a) Hirek » 06.08.2008 20:18

Witam
Piękny opis wyprawy do Cro. Ja tam się też wybieram pierwszy raz i trochę niepokoję się przejazdem przez tunele. Ale nigdzie nie mogę znalęźć informacji gdzie są te tunele Sv. Rok i Kapela (w jakich miejscowościach , albo na którym kilometrze wjeżdżając od strony Słowenii (będę jechał przez Niemcy, Austrię i Słowenię). Jeśli mogłybyście mi odpowiedzieć na to pytanie to będę wdzięczny.
zauroczona
Croentuzjasta
Posty: 224
Dołączył(a): 20.04.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) zauroczona » 06.08.2008 22:02

Milusio sie czyta, mniam :)
Koziorożec z lękiem wysokości - tożto jakbym o sobie czytała :lol:
moscatel
Croentuzjasta
Posty: 231
Dołączył(a): 24.02.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) moscatel » 06.08.2008 22:38

Dzieci były mocno niepocieszone kolejnym dniem bez plaży, zatem wieczorem przy winie nastąpiła burza mózgów, której wynikiem była drastyczna...zmiana planów :D
Poprzednie dwa dni przekonały nas, że trzy dni w Czarnogórze są bez sensu, bo żeby i pozwiedzać i poplażować (a przypominam, dzieci tego właśnie się domagały, przymusowe, spowodowane przez pogodę skomasowanie wycieczek przyjmując jako dopust boży) potrzebowalibyśmy spędzić tam co najmniej tydzień. A przez trzy dni albo niewiele zobaczymy albo będziemy narażeni na jęki i kwękanie. Uznaliśmy zatem, że Czarnogórę należy odłożyć na następny raz (plan długofalowy, hehe), żeby nacieszyć się nią w spokoju, natomiast teraz skorzystać maksymalnie z uroków Chorwacji.
Po przemyśleniu uznaliśmy, że skoro jest już środa wieczorem, do końca zaplanowanego pobytu w Drveniku zostały tylko dwa dni, dzieci ciągle były niewyżyte w kwestii plaży i wody, a pogoda ciągle nie może się zdecydować, należy przedłużyć pobyt tutaj i dać szansę pogodzie. Dodatkowym czynnikiem skłaniającym nas do pozostania na miejscu były świetne warunki na kwaterze, przyjemna cena i pamięć o niedawnych trudach poszukiwania.
Zmieniony plan zakładał pozostanie w Drveniku do czwartku, a następnie trzy dni nad Balatonem (przejazd przez BiH), w tym czasie jeszcze wycieczkę do Dubrovnika, wodospadów Kravica i przejażdżkę promem na Hvar, która naszym dzieciom zdawała się największą, wymarzoną atrakcją. Bo zapomniałam wspomnieć w pierwszym poście, że w tych trzech dniach zaplanowanych na "po Czarnogórze" miał być jeszcze wypad promem na Korculę :)
Nadzieja na poprawę pogody następnego dnia tliła się w nas jeszcze, ale na wszelki wypadek ułożyliśmy plan awaryjny na dzień następny (czwartek 23.07). W pierwszej chwili mąż zaproponował "nadrobienie" Splitu, ale przypomniało nam się, że mieliśmy jechać do Dubrownika, a jeśli byłoby pochmurno, to warto to wykorzystać - zwiedzanie w pełnym słońcu nawet najpiękniejszych miejsc może dopiec do żywego, w sensie dosłownym i w przenośni.
Oczywiście pogoda nie raczyła się zmienić, zatem ruszyliśmy do Dubrownika, mając niejaką nadzieję na zaliczenie murów w Stonie w drodze powrotnej, Ale nie upieraliśmy się przy tym.
Póki co, zatrzymaliśmy się przy drodze, żeby popodziwiać je z oddali.
Obrazek

Do Dubrovnika dotarliśmy bez przeszkód, "jazda" zaczęła się przy próbie zaparkowania. Miejsc nie było, za to chętnych do zaparkowania był nadmiar. Objechaliśmy okolice murów 3 razy, za trzecim razem wybierając drogę nieco pod górę, co okazało się bardzo dobrym posunięciem. Na jednym z ostrych zakrętów stał pan policjant i nie pozwalał skręcać główną drogą, tylko wszystkie samochody turystów kierował w jakąś ulicę. Ulica okazała się być ślepa, zakazu parkowania na niej nie było, parkomatów też nie, a pan policjant co jakiś czas przejeżdżał na motorze sprawdzając, ile miejsca jeszcze zostało i ile samochodów na niej upcha. Widok stamtąd wynagrodził godzinne błądzenie po mieście.

Obrazek

Ruszyliśmy w dół podziwiając przepiękny widok, a zwłaszcza mury, które kusiły.
Znów dostałam zaćmienia umysłu i nie bacząc na moją fobię zaczęłam się domagać wejścia na mury - wyglądały solidnie, nie budziły niepokoju, za to nęciły obiecującymi widokami.
Niestety, natychmiast po wspięciu się po schodach dopadł mnie atak paniki. Jak mało racjonalnie myślę w takich przypadkach najlepiej zobrazuje fakt, że dostałam regularnej histerii widząc, że M. pozwala młodszej córce iść samej po schodach, gdzie murek z obu stron sięgał mi do połowy ud. Drobny fakt, że ja mam wzrostu 170 cm a Majka 100 zupełnie nie docierał do mojego zaćmionego umysłu i gdyby M. nie huknął "Popatrzże wariatko, jej ten murek sięga po pachy!" to trwałabym w stanie histerii i otępienia nadal. Otrzeźwiło mnie to jednak trochę, na tyle, żeby nie trząść się ze strachu, a jedynie odczuwać go wewnętrznie ;-) Przez całą drogę dookoła murów marzyłam tylko o tym, żeby stamtąd zejść. Nie cieszyły mnie widoki, jednak nie przeszkadzało mi to utrwalać ich choćby po to, żeby potem je na spokojnie pooglądać. Oczywiście zdjęcia robiłam tylko w miejscach, gdzie murek sięgał mi co najmniej do pasa. Tam, gdzie był niższy, zdjęcia robił M. a ja stałam w możliwie najbardziej zacisznym kąciku i poganiałam go, żeby jak najszybciej dał już sobie spokój.

O tutaj moja zmora - jak widać, wysokość lewego murka to jakieś 80 cm i nawet kurczowe trzymanie się prawej strony nie poprawiało mi nastroju

Obrazek

Widoki piękne, co udało mi się ocenić właściwie dopiero na zdjęciach ;-)
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W końcu skończyła się ta droga przez mękę i z ulgą powitałam bardziej przyjazny poziom Dubrownika. Nie muszę chyba dodawać, że pomysł włażenia na mury w Stonie uleciał jak sen jaki złoty? :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Muszę przyznać, że choć Dubrovnik jest rzeczywiście pięknym, niezwykłym miastem, to jednak oboje z M. stwierdziliśmy, że nam zdecydowanie bardziej podoba się Trogir. Dziewczynki chyba też były tego zdania, jako, że lody w Trogirze były zdecydowanie smaczniejsze, a i kulki do kolekcji ciężej było wybrać niż w Trogirze i Mostarze.
Tu muszę wyjaśnić, że nie chodzi bynajmniej o kulki lodów, a tzw. kule śnieżne (szklana kulka na podstawce, wypełniona wodą, z figurką charakterystyczną dla danego miejsca i czymś imitującym śnieg - typowa durnostojka-kurzołapka) - kolekcja moich córek, zapoczątkowana trzy lata temu liczy sobie w tej chwili 30 sztuk i stale się rozrasta - my przywozimy z każdej wyprawy, a w tej chwili nie tylko my, ale i cała rodzina im zwozi z najodleglejszych zakątków świata. Kulki te są dla nich, zwłaszcza dla starszej, motywem przewodnim każdej wycieczki - dopóki jesteśmy na szlaku poszukiwania kulki, to da się iść, kiedy kulka jest już kupiona, pojawia się znudzenie.
Tym razem znudzeniu zaradziliśmy po pierwsze lodami, po drugie pizzą, po trzecie i najważniejsze wizytą w akwarium. Niby nieduże, ale bardzo ciekawe, dziewczyny były zachwycone a i M., akwarysta z zamiłowania, uśmiechał się pod nosem.
Wizyta w akwarium była ostatnim punktem programu, teraz należało już tylko dotrzeć do samochodu. Nasze cudne, darmowe miejsce do parkowania dało nam w kość - wykończeni parogodzinną włóczęgą po mieście szliśmy, szliśmy, szliśmy, chyba gdzieś pod czarnogórską granicę ;-) Ale w końcu dotarliśmy, samochód nie został odholowany, blokady na kole nie było (bo przyznam się, że w duchu miałam pewne podejrzenia co do czystych intencji tego policjanta ;-)), można było wracać.
Po powrocie uznaliśmy, że na następny dzień nie snujemy ABSOLUTNIE ŻADNYCH PLANÓW, zwłaszcza tych wycieczkowych. Poczekamy, co przyniesie pogoda...

P.S.Helen, nie mam pojęcia, co to za budynek w Mostarze. Wygląda niezwykle frapująco, ale jakoś nie przyszło mi do głowy zapytać nikogo.

Hirek, oba tunele mam na pewno zaznaczone w atlasie samochodowym, ale atlas w tej chwili jest w warsztacie razem z samochodem, mam nadzieję, że w sobotę będę w stanie Ci dokładnie napisać, gdzie one są, o ile do tego czasu nie uda Ci się znaleźć tej informacji na forum.
Ostatnio edytowano 10.08.2008 18:28 przez moscatel, łącznie edytowano 1 raz
Następna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



Plany są po to, żeby je zmieniać - moja Chorwacja po raz 1.
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2017