Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Hvar-Zavala ( a miała być Milna...)

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
wojan
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 5450
Dołączył(a): 17.06.2005
Hvar-Zavala ( a miała być Milna...)

Nieprzeczytany postnapisał(a) wojan » 18.07.2006 21:44

Zgodnie ze "świecką tradycją" pisania relacji z pobytu w Chorwacji zapraszam chętnych do przeczytania moich wypocin z pobytu na Hvarze na początku lipca. Nie będzie to powieść w odcinkach ,bo jak znam swoje zdolności w przelewaniu myśli na papier(ekran) to poszczególne odcinki miałyby po kilka zdań .Dlatego napiszę to w jednym kawałku. No to jedziemy.


Wyruszamy we wtorek rano ok.7:30 z jednej z mieszczących się na rogatkach Przemyśla stacji benzynowej. Umówiliśmy się tutaj z Klaudkiem poznanym przez cro.pl i jeszcze z dwoma rodzinami ,znajomymi mojej żony Aliny. Oni wszyscy do Chorwacji jadą po raz pierwszy.Więc ja jako croweteran samozwańczo ogłaszam się kierownikiem wycieczki-sprzeciwów nie ma. :lol: Po krótkiej naradzie odpalamy maszyny- trzy ople i jeden fiat- i ruszamy w drogę.
Obrazek
Jedziemy w kierunku Barwinka malowniczą trasą Przemyśl-Sanok.Ruch nieduży,droga dobra,dobrze oznakowana,martwię się tylko trochę o układy pokarmowe jadących za mną współtowarzyszy podróży ,bo zakrętów i górek na tej trasie nie brakuje. Na szczęście postojów w celu ulżenia chorobie lokomocyjnej nie notujemy. Zatrzymujemy się dopiero w Dukli. Piotrek tankuje gaz ,bo nie wie gdzie w Słowacji są LPG-stacje (nie czyta cro.pl)Ja mimo, że czytam też nie wiem, bo na gazie nie jeżdżę. Alinek (moja żona-tak ją nazywam) zaczyna skarżyć się na bolenie gardła, więc wchodzę do pobliskiej apteki i proszę o ......... (wycięto z powodu zakazu reklamy na cro.pl).Pani w aptece widząc obcego jadącego w kierunku granicy grzecznie pyta dokąd jedziemy, więc ja grzecznie odpowiadam że do Chorwacji. Na co ona z uśmiechem ,że w tym roku też się tam wybiera na urlop, tylko jeszcze nie wie gdzie. Co to jest cro.pl nie wie ,więc ją uświadamiam i wychodzę z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku rozsławiania cromaniackiej braci na Podkarpaciu.
Barwinek wita nas ciszą i spokojem.
Obrazek
Granicę polsko-słowacką przekraczamy bezproblemowo i kierujemy się na Preszów-Koszyce.Drogi w tej części Słowacji nie są najlepsze ,ale też nie są najgorsze więc nasze maszyny spokojnie pożerają kolejne kilometry.W Preszowie pierwsza konsternacja - zgubił się nam Przemek (fiat).Mimo spuszczenia nogi z gazu i bacznego spoglądania w lusterko wsteczne- Przemka nie widać, Przemka nie widać.Jedziemy dalej mając nadzieję,że zagubiony pamięta o misternym planie ominięcia odcinka pseudoautostrady Presov-Kosice.
Kontaktu z nim nie mamy ,bo jak się potem okazało nie miał aktywnego roamingu :!:
Bez problemu znajdujemy drogę omijającą autostradę,dojeżdżamy i przejeżdżamy przez Koszyce.Za Koszycami tankujemy na stacji Shella i zasadzamy się na Przemka.
Po ok.30 min.widzimy- jedzie :!: Zauważa nasze znaki ręczno-nożno-głosowe i zjeżdża na stację.Ma trochę do nas pretensji,że go zgubiliśmy, ale szybko się godzimy i jedziemy dalej pełnym składem.


Uff...Nie da się tego jednak napisać w jednym kawałku,a miałem takie dobre chęci.Tak więc chcecie czy nie chcecie będzie powieść w odcinkach
Pozdrav.
Ostatnio edytowano 18.07.2006 22:47 przez wojan, łącznie edytowano 1 raz
Ryszard_K
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 588
Dołączył(a): 27.05.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Ryszard_K » 18.07.2006 22:10

dawaj Wojan dalej
ja po 30 godzinach za kierownicą wjechałem do Milny.
Zaoferowano mi 90 ojro za 4 osobowy apartmam więc nie bacząc na zmęczenie ruszyłem słynną drogą do Sucuraja (1h 30") - wspaniała trasa !!!
(z wrażenia żona zapomniała o kamerze) i Breli uzyskałen 6 osobowy lokal z TV i climą za 10 ojro na głowe - " za karę " koczowaliśmy przez 14 dni.
Czekam(y) na ciąg dalszy twoich opowieści.
Jacunio
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1645
Dołączył(a): 13.03.2002

Nieprzeczytany postnapisał(a) Jacunio » 18.07.2006 22:17

Wojan - z zapartym stolcem oczekuję ciągu dalszego! Zapowiada się nieźle... :lol:

PozdraV
J.
zawodowiec
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3455
Dołączył(a): 17.01.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) zawodowiec » 18.07.2006 22:24

Fajnie się zaczyna, czekam na opowieści dziwnej treści z mojej ulubionej Zavali :D
wojan
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 5450
Dołączył(a): 17.06.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wojan » 18.07.2006 22:50

Ryszard_K napisał(a):dawaj Wojan dalej
ja po 30 godzinach za kierownicą wjechałem do Milny.
Zaoferowano mi 90 ojro za 4 osobowy apartmam więc nie bacząc na zmęczenie ruszyłem słynną drogą do Sucuraja (1h 30") - wspaniała trasa !!!
(z wrażenia żona zapomniała o kamerze) i Breli uzyskałen 6 osobowy lokal z TV i climą za 10 ojro na głowe - " za karę " koczowaliśmy przez 14 dni.
Czekam(y) na ciąg dalszy twoich opowieści.

Rysiu- w Milnej spotkalo mnie to samo co Ciebie tylko jeszcze gorzej,ale o tem potem :lol:
A dla Jacunia na zatwardzenie tez bym coś poradził ,ale jak wiemy nie wolno reklamować.
Śpijcie dobrze.
Ryszard_K
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 588
Dołączył(a): 27.05.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Ryszard_K » 18.07.2006 23:09

Wojan, "wzruszyłeś " mnie - nadawaj natychmiast ku pokrzepieniu mojej żony :lol:
wiolak3
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 808
Dołączył(a): 28.04.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wiolak3 » 19.07.2006 07:15

No, no czeeeekamy!!! :lol:
wojan
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 5450
Dołączył(a): 17.06.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wojan » 19.07.2006 21:50

...........jedziemy dalej pełnym składem.
Granica słowacko-węgierska Hide-cośtamcośtam.Znowu zaczynają się te fajne węgierskie łamijęzyki.(Fotki nie ma ,bo Alinek nie zdążył cyknąć)Kolejki nie ma, witają nas po polsku najczystszym-dzień dobry-podajemy paszporty,rzut oka na zdjęcia,uśmiechy,jedziemy dalej.
Droga od granicy do Miszkolca odcinkami w remoncie(tak jak w zeszłym roku)jednak jedzie się dość dobrze.Mijamy pierwszą za granicą stację benzynową-brak tabliczki informującej o sprzedaży winietek (a może jej po prostu nie zauważam) więc się nie zatrzymujemy.W zeszłym roku odcinek autostrady z Miszkolca do rozjazdu na Debreczyn i Budapeszt był bezpłatny i winiety kupowałem na stacji ok.30km.za Miszkolcem,więc uspokojony tym wspomnieniem grzeję byle szybciej dostać się na autostradę ,bo droga przed nami jeszcze daleka.
Wjeżdżamy na autostradę przed Miszkolcem,a tam kolejna konsternacja-wisi duża jak wół tablica,że autostrada jest płatna,wymagane są winiety i jeszcze straszą wideokontrolami. Cóż zawracać nie ma jak, znając surowość węgierskiej policji jedziemy z duszami na ramieniu.Siedzą tam te nasze dusze ok. 20km,bo postanawiamy na pierwszym zjeździe opuścić autostradę i w pierwszej napotkanej miejscowości szukać winietek.Zjeżdżamy i mamy farta ,bo 100m za zjazdem stoi grupa budynków a na płocie napis "matrica viniete"(czy jakoś tak)Wysiadamy z samochodów i idziemy szukać tych matric.I tu kolejna konsternacja ,bo okazuje się ,że jest to m.in.posterunek autostradowej policji.No ładnie- myślę sobie na widok stojących radiowozów i rozmawiających przy nich policjantów.Ale niech to ,raz kozie śmierć.Wychodząc z założenia ,że najlepszą obroną jest atak śmiało idę w ich kierunku i najczystszym węgierskim pytam: Winieta?Chyba zostałem zrozumiany, bo coś tam powiedzieli i machnęli ręką w kierunku budynku za nami.Grzecznie podziękowałem ,oczywiście po węgiersku- a co- no i poszliśmy całą wycieczką kupować winiety.Pani w okienku była dość komunikatywna bo po ok.15.minutach machania rękami,pokazywania palcami,oglądania kalendarza,udalo nam się kupić 4- dniowe winiety po 1520 Huf.
Przyklejamy winiety na szyby i już z duszami na swoim miejscu wracamy na autostradę.
Do Budapesztu droga mija spokojnie,a nawet sennie, jak to na autostradzie.Ciekawy jestem czy coś w stolicy Węgier od zeszłego roku się zmieniło.
Obrazek
Wjeżdżamy do Budapesztu M-trójką-nic się nie zmieniło-tłok,dziury,swiatła co 100m,gałęzie zasłaniające drogowskazy.Mimo tych ewidentnych złośliwości węgierskich drogowców pokonujemy M-3 i M-0 bez jednej pomyłki ,wpadamy na M-7 i grzejemy w kierunku Balatonu .Razem z nami grzeje cała masa Czechów,Słowaków i Madziarów.Polaków ,nie wiedzieć czemu, jak na lekarstwo.
Autostrada ,jak wszyscy wiecie, kończy się w pobliżu Siofoku w miejscowości Zamardi(chyba tak to się pisze).Wjeżdżamy na dość szeroką czteropasmówkę.Ruch spory ,jak to nad Balatonem.Normalka- nie pierwszy i nie ostatni raz jadę tędy z prędkością 50-60km/h.
Ok.20 km za Zamardi kolejna-tym razem pozytywna konsternacja-drogowskaz wskazujący zjazd na autostradę,z którego skwapliwie korzystamy. Jak widać Węgrzy oddali odcinek drogi, której rok temu nie było.Jedziemy więc nową autostradą, po prawej stronie widzimy migające wody Balatonu i miejscowości nad nim leżące.
Autostrada kończy się na rondzie ,przy którym onegdaj rozbił się polski autokar jadący do Medugorje,zginęło 19 osób :cry: .Zwalniamy,chwila zadumy,a potem jedziemy dalej, bo do Letenye już niedaleko.Tam zamierzamy nocować w motelu przed samą granicą,gdzie w zeszłym roku pan w recepcji powitał nas poprawnie wypowiedzianym "w Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie" co spowodowało kontakt mojej szczęki z podłożem.
Do Letenye dojeżdżamy wieczorkiem.Okazuje się , że nasz "szczebrzeszyński" motel stoi zamknięty na głucho.Trudno.Lekko zawiedzeni zawracamy do miasteczka szukać czegoś innego.Kierujemy się drogowskazami i trafiamy do motelu leżącego jakieś 1,5 km od głównej drogi w Letenye. Pani w recepcji jest trochę zdziwiona najazdem Polaków,ale jest bardzo sympatyczna,szybko się dogadujemy,bierzemy klucze do pokojów, bagaże i idziemy na górę.Rozglądam się dyskretnie za telewizorem,przecież dzisiaj pierwszy półfinał MŚ Niemcy-Włochy.Jest telewizor w kawiarni - dobra nasza.Wchodzimy do pokoju-tu też jest telewizor- jeszcze lepsza nasza.Szybki prysznic,szukam kanału z meczem.
Obrazek
Wyciągam zimne piwo z lodówki,cichutko(cała rodzina już śpi) oglądam mecz,dogrywkę,troszeczkę mi żal .....Niemców.Ze łzami w oczach(z powodu tego żalu,a może z radości,że już jutro przede mną kochana Chorwacja) wskakuję do łóżka.Natychmiast zasypiam.


No i zrobił się z tego serial drogi...
Cierpliwych zapewniam,że o pobycie w Zavali też chyba uda mi się coś napisać.
Pozdrav.
Jolanta M
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4517
Dołączył(a): 03.12.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Jolanta M » 19.07.2006 22:33

Nooooooo... faaaaajnie!!! :D
Czekamy na więcej! :lol:
U-la
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2268
Dołączył(a): 10.11.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) U-la » 20.07.2006 12:43

Najczystszą węgierszczyzną powiem: DALEJ WOJAN, DALEJ!!! :lol:
AndrzejJ.
zbanowany
Posty: 7149
Dołączył(a): 01.12.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) AndrzejJ. » 20.07.2006 20:10

Normalnie jak napisałeś ,że aż 20 kilometrów z duszą na ramieniu to aż torba z popcornem wypadła mi z ręki i zamarłem na te 20 kilometrów i się spociłem- czy złapią Cię czy nie :D :wink:
Kurna ,ale emocje. Chyba dziś nie zasnę bez nastepnego odcinka :D
krakuscity
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 7636
Dołączył(a): 11.08.2003

Nieprzeczytany postnapisał(a) krakuscity » 21.07.2006 08:15

wojan napisał(a):..
Wjeżdżamy na autostradę przed Miszkolcem,a tam kolejna konsternacja-wisi duża jak wół tablica,że autostrada jest płatna,wymagane są winiety i jeszcze straszą wideokontrolami. Cóż zawracać nie ma jak,

To samo zrobiłem na A6 wracając z Chorwacji. Nigdzie nie było informacji o płatnej autostradzie, znaki kierowały na Budapeszt więc pojechałem i dopiero już na wjeździe było coś napisane po węgiersku o winietach. ( Tej drogi rok temu nie było)Nie mogłem przecież zawrócić, jechałem i szukałem stacji a one były dopiero w budowie. Zjechałem gdzieś na 2-im czy 3-cim zjeździe po ok 30 km, też z duszą na ramieniu i pojechałem boczną drogą.
Wojan, może coś nam przyślą do domów. :cry: :?: Tam też straszyli wideokamerami.
wojan
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 5450
Dołączył(a): 17.06.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wojan » 21.07.2006 16:41

.........Natychmiast zasypiam.
Budzę się ok.6 rano.W sąsiednich pokojach tez już słychać krzątanie się członków naszej wycieczki.Dzisiaj się niestety rozstajemy ,bo my spieszymy się na prom i musimy z tego względu grzać do Splitu ile fabryka dała.(Chcę zdążyć na prom odpływający o 14:00,a jak przeczytałem gdzieś na forum dobrze jest być na miejscu ok.2 godzin przed odjazdem)Reszta wycieczki jedzie na Ciovo,więc mogą sobie spokojnie jechać bez szaleństw sami,bez pomocy kierownika samozwańca.Żegnamy się i już sam ruszam w dalszą drogę.
Granica cicha i spokojna.
Obrazek
Obrazek
Węgrzy dokładnie przeglądają paszporty,natomiast siedzący w budce znudzony policjant chorwacki tylko macha ręką żeby jechać dalej.Trochę jestem zdziwiony brakiem panienek rozdających foldery-albo za wczesna pora,albo brakło funduszy.
Zaraz za granicą wymieniam walutę i tankuję.Pan na stacji benzynowej pyta-na moru?A po moim potwierdzeniu kontynuuje-daljeko?Na Hvar- mówię po czym dowiaduję się od uprzejmego pracownika stacji,że bez pomocy trajekta się tam nie dostanę.Ameryki nie odkrył ,ale pomóc przecież chciał ,więc mu dziękuję za informacje i wychodzę.
Podróż chorwackimi autostradami upływa bez większych trudności, bez korków, zatrzymujemy się tylko na sikanie i podziwianie krajobrazów.Małej Alince,siostrzenicy mojej żony bardzo podobają się tunele oświetlone różnokolorowymi światełkami.
Obrazek Obrazek Obrazek
Do Splitu dojeżdżamy ok.12.30.
Obrazek
Dojazd do promu bardzo dobrze oznakowany, przynajmniej do pewnego momentu, bo po przejechaniu kolejnego skrzyżowania czuję,że źle jadę i powinienem skręcić w prawo na poprzednim rozjeździe.Skręcam więc rezolutnie w pierwszą napotkaną przecznicę w prawo ale widzę ,że kończy się ona w polu.Mam jednak szczęście- zatrzymuję się przy stojącym na poboczu starym passacie kombi, w którym młoda kobieta rozmawia przez telefon.Pytam jak dojechać do promu,jednocześnie dziękując Bogu,że to nie Węgry.Ona odpowiada,że to by za dużo tłumaczyć i każe mi jechać za sobą.Waskimi,prawie polnymi ,kamienistymi i dziurawymi uliczkami jak po sznurku wyprowadza mnie do ulicy, skąd do promu już tylko pravo i pravo.Macham ręką w podziękowaniu i jadę dalej.
Na nabrzeże promowe podjeżdżam ok.13.00.Stoi dość długa kolejka samochodów,ale oceniając wielkość stojących obok promów myślę,że się załapiemy na pokład.
Obrazek
Pierwsze auta zaczynają wjeżdżać na prom ok.13.45.Będziemy mieć spore opóźnienie- myślę sobie.Załadunek odbywa się dość sprawnie-pakują auta na trzech poziomach,tak że bez problemu wszyscy z kolejki się okrętujemy i o godz.14.30 odpływamy.Nie jest źle- tylko 30 min.opóźnienia.Płyniemy dość szybko.Co niektórym wiatr rozwiewa włosy.
Obrazek
Na pokładzie nuda okraszona pięknymi widokami.
Obrazek
Do Stari Grad dopływamy ok.17:30 i po zjeździe z promu dziarsko skręcam w prawo w kierunku na Hvar.Cel -Milna już niedaleko.Krętymi hvarskimi drogami osiągamy cel po kilkunastu minutach jazdy.
Obrazek
Obrazek
W Milnej wita nas tłok,na plaży pełno ludzi,nie ma gdzie zaparkować samochodu.Skręcam w prawo, ale okazuje się ,że źle robię ,bo wjazd tylko dla obozujących na kempingu.Chłopak w białym uniformie kieruje mnie na parking pod stromą górę po sporych kamieniach.Nie mam wyjścia.Obawiając się o podwozie jadę.Miejsce do zaparkowania znajduję na 3 poziomie parkingu-bardzo wysoko. Ok.- dojechaliśmy.Teraz idziemy szukać kwater.Pierwsze wrażenie miejscowości niezbyt korzystne - domy w pierwszym szeregu przy deptaku nadmorskim jeszcze do przyjęcia,ale drugi szereg i następne już straszą zaniedbanymi podwórkami,kupkami żwiru,piasku desek,materiałów budowlanych ,pięknej śródziemnomorskiej roślinności jak na lekarstwo.Alinek pyta mnie gdzie ja przeczytałem te bajery o pięknej wyspie Hvar i pięknej Milnej.Dyskretnie milczę ,ale do śmiechu mi nie jest.Wchodzimy do pierwszego domu -wolnych apartmanów ne ma.W drugim - ne ma.W trzecim -ne ma.Cóż takie są uroki jazdy w ciemno.W czwartym domu spotykamy wycieczkę Madziarów,którzy też szukają.Gospodarz prosi abyśmy zaczekali aż skończy z Węgrami.Grzecznie czekamy.Nastepnie dowiadujemy się,że apartmany wolne są-HURRA!Domek ładny,w pierwszym rzędzie ,nad samym morzem - nie jest źle.Prowadzą nas do oferowanego apartamentu-jeden pokój,jedno szerokie małżeńskie łóżko(jest nas cztery osoby), malutka kuchenka i tarasik 2x2m wychodzący bezpośrednio na deptak.Pytam o cenę,pytam drugi raz dla pewności ,bo nie mogę uwierzyć - 85 euro.Opadło mi wszystko,widzę,że Alinkowi też.Wychodzimy troszke przybici.Decyzja o zmianie miejsca pobytu jest jednogłośna i natychmiastowa.Wsiadamy do samochodu.Po krótkiej naradzie decydujemy się na Zavalę,a jak tam nic nie znajdziemy to grzejemy do Sucuraju i dalej do Zupy Dubrovackiej,którą z zeszłego roku bardzo mile wspominamy.Dostaję SMS-a od Piotrka z Ciovo-dojechali,znaleźli kwatery,siedzą na plaży.Fajnie.Słońce zaczyna chować się za górami co niezbyt optymistycznie nas wszystkich nastraja.Dzieci pytają czy jeszcze dzisiaj będą się mogły wykąpać w morzu.
Do Zavali dojeżdżamy wieczorem.Całe szczęście jest jeszcze całkiem jasno,bo nie wyobrażam sobie jazdy po ciemku drogą Jelsa-Zavala.Kto nią jechał pewnie wie o co mi chodzi.Bardzo wąsko,praktycznie brak mijanek,dużo ostrych zakrętów.Słynna już,wielokrotnie opisywana na forum droga Sucuraj-Jelsa to przy dojeźdźe do Zavali bułeczka z masłem.No i hit-tunel Pitve.Rozgadane i rozdokazywane na tylnym siedzeniu dzieci nagle umilkły jak tylko wjechaliśmy do tunelu.Alinek też nie miał najweselszej miny.Współczuję wszystkim z klaustrofobią,którzy muszą przez ten tunel przejechać.
Zavala na pierwszy rzut oka wywiera na nas dużo korzystniejsze wrażenie niż Milna.Parkujemy przy napotkanej piekarni-roznoszący się wkoło zapach świeżego chleba pewnie maskuje słynne hvarskie lawendowe aromaty.Pani w piekarni mówi,że ma wolny apartament,ale tylko na 4 dni i pewnie nie dla nas bo nas jest czwórka a tam jest tylko jedno szerokie łóżko.Łapie jednak za słuchawkę telefonu i dzwoni do prijatela. Okazuje się ,że on ma wolne kwatery i za kilka minut po nas przyjeżdża. Stromym zjazdem podjeżdżamy pod dom stojący nad samym morzem, z pięknym ogrodem wyposażonym w stoły, krzesła, parasole, leżaki, grill, na plażę zejście po kilkunastu schodkach. Żyć nie umierać.Cena za apartament-duża kuchnia,duży pokój z trzema pojedynczymi łóżkami,łazienka z prysznicem,cały ogród do użytku - 50euro.
Obrazek
Bierzemy i dziękujemy Bogu,że po tylu nerwowych chwilach udało nam się znaleźć takie fajne miejsce.Gospodarz przynosi jeszcze jedno łóżko-będzie wam wygodniej-mówi.
Rozpakowujemy się,potem dzieci zaliczają jeszcze obiecaną kąpiel-jest ok.21
Obrazek
Gospodarz zaprasza na mecz( drugi półfinał Francja-Portugalia)i Karlovacko.Niestety wymiękam po pierwszej połowie.Dziękujemy gospodarzom za miłe przyjęcie i idziemy spać.
Ostatnio edytowano 28.07.2006 20:37 przez wojan, łącznie edytowano 1 raz
U-la
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2268
Dołączył(a): 10.11.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) U-la » 21.07.2006 19:50

To się doczekalim ciągu dalszego! :) A tak w ogóle to jak to czytali naszą relację o kempie w Milnej, ze się tam w ogóle zdecydowali pojechać??? :D Ja to bym tam go już raczej unikała :lol:
wojan
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 5450
Dołączył(a): 17.06.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wojan » 21.07.2006 20:00

shtriga napisał(a):To się doczekalim ciągu dalszego! :) A tak w ogóle to jak to czytali naszą relację o kempie w Milnej, ze się tam w ogóle zdecydowali pojechać??? :D Ja to bym tam go już raczej unikała :lol:

Relację o kempie czytali,ale nie chcieli jechać na kemp tylko do apartmanów :lol:
Pozdrav.
Następna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



Hvar-Zavala ( a miała być Milna...)
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2017