Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Elafonissos - Grecja

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
kato
Croentuzjasta
Posty: 187
Dołączył(a): 29.09.2005
Elafonissos - Grecja

Nieprzeczytany postnapisał(a) kato » 07.11.2011 12:44

Planowanie.

Planowanie zaczyna się od mapy. Naturalnie wcześniej są jakieś chęci, pożądania czy zwykła ciekawość. Ale mapa to podstawa. Lubię popatrzeć na rozłożoną na ziemi płachtę. Z tego samego powodu lubię mamy Marco Polo. Są DUŻE! Dzięki temu patrząc na nie jestem pewien, że w pewnym momencie mapa "zagada" do mnie. Prawda, że to brzmi dziwnie? Ale tak właśnie jest.
Nie ukrywam, że Grecja już od dawna dawała mi znaki, że chciałaby mnie widzieć u siebie. Raz już nawet tak się stało. Było to w 1998 roku (ubiegłe tysiąclecie) i autobusem. Byliśmy wtedy w Volos, czyli starożytnym Jolkos, z którego Argonauci wyruszyli na poszukiwanie Złotego Runa. Ponoć Volos szczyciło się repliką Argo Wdalpatrzącą. Niestety sama łódź popłynęła wtedy na jakąś paradę, a ja zobaczyłem jedynie jej pomnik.
Potem standardowe Meteory, które jednak nie powaliły mnie na kolana. Pewnie dlatego, że głosowałem za zwiedzaniem Delf. Trudno. Wyprawa do Aten, to przede wszystkim postój w Termopilach i pytanie "pana z komórką" kim jest ten "goły partyzant". Na codzienne dzwonienie do Polski było go stać, ale chyba nie na wiele więcej. Potem wzruszający Akropol, Muzeum Narodowe przez które przemknęliśmy, jak meteory, bo czasu było raptem dwie godziny. Reszta rodaków w tym czasie zwiedzała dom towarowy. Z tego co pamiętam, to Stoa Poikile nie było jeszcze dostępne dla zwiedzających.
Jeszcze tylko kierowca-samobójca, który autobusem jeździł, jak bolidem Formuły Ale, jak się wczułem w muzykę, którą sobie i przy okazji nam puszczał, to przestałem się dziwić. Tyle, że to był chrześcijanin...

Grecki impuls zaatakował mnie ze zdwojoną siłą po powrocie z Żuljany. Cały czas w głowie miałem jeszcze lokalne prognozy pogody, w których dominowały: kisza i ciklona. Naturalnie na Peljesacu było tego tyle co nic, a Gospodyni z przejęciem opowiadała nam, jak to padało przez całe pięć minut. W całej ten mało sympatycznej prozie meteo, jako optymistyczny wykrzyknik dominował Peloponez. Ani "ciklona", ani "kisza", za to nieustanne słońce i ciepło. Czy mogłem nie otworzyć mapy? Pewnie tak, ale ból byłby zbyt duży.

Dokonałem otwarcia! Mykeny, Olimpia i SPARTA! Nic tylko łapać za Iliadę i karmić nią wyobraźnię. Orzeźwiającym tuszem okazała się odległość ponad 2000 kilometrów. To dużo. A może okolice Volos? Pilion jest interesującą górą, kilku znajomków tam jeździło i byli zachwyceni. Tyle, że to wrzesień i chociaż to Grecja, to pogoda może jednak okazać się kapryśna. Na dodatek gospodarze, do których jeździł kolega "zwariowali" i na początku mocno podnieśli cenę, a w końcu całość kłopotów z rezerwacją oddali w ręce jakiejś agencji turystycznej. Pomysł z Grecją upadł.

Tym razem na krótko "zagadała" do mnie Hiszpania. I to od razu okolice Walencji. Granada, Alhambra, Gibraltar, Escurial. No i piękne plaże, a także murowana pogoda. Nawet odległość (3000 km) wydawała mi się do przełknięcia. W końcu od Szarowa mam autostradę i dojadę nią aż do samej Walencji. Bohatersko zniosłem też francuski haracz za szybką jazdę czyli 60E; w jedną stronę. Dopiero GoogleEarth sprowadziło nas na ziemię. Odnieśliśmy wrażenie, że śródziemnomorskie wybrzeże jest całe zabetonowane i zabudowane hotelami. Jechać z miasta do miasta? I znowu coś upadło.

Wziąłem się za planowanie wyjazdu do Chorwacji. Może Molunat? A może wyjazd do Czarnogóry? Przeglądając regularnie forum cromaniaków nie raz i nie dwa czytałem o pięknie tego kawałka Ziemi.

I kto wie, jakby się to skończyło, gdyby nie Kowal. Kowal, jego fotki i poczucie humoru. Wciągnęła mnie jego relacja z włóczęgi po Peloponezie, spodobała mi się jego mieszana językowo relacja, a na końcu pokazałem Basi jego fotki. I to był koniec rozterek. Fotki przedstawiały Elafonissos, a w dodatku Kowal był wyraźnie oczarowany urodą wysepki. Basia też. Mnie już zostało tylko planowanie i liczenie.

No i się zaczęło. Forum, google, forum, google... viamichelin... google. Ogrom tej pracy skurczył się do trzech miejsc: willa Capitan, hotel Stella i Maniati Studio.

Capitan odpadł w przedbiegach, bo właściciel nie raczył odpisać na maila. Hotel Stella wabił nas ceną i warunkami, czyli 40E; za apartament z wi-fi i śniadaniem. Gdzie ja taką ofertę znajdę w Chorwacji? Maniati Studio wabiło nas pewnym odosobnieniem, niższą ceną (35E), ale za to bez neta i śniadania. Wybraliśmy Maniati. Przekonały nas fotki oraz fakt, że Hotel Stella znajduje się przy porcie. Jeszcze tylko obfita korespondencja z Madame Aleksandrą, zaliczka, rezerwacja hotelu po drodze i czekamy na wrzesień.

Droga.

Do Chorwacji jedzie się bardzo komfortowo. Przynajmniej z Tarnowa. Po dotarciu do Preszowa wjeżdża się na autostradę i... tyle. Nawet kawałek esek do Miszkolca nie jest uciążliwy.
Do Grecji to inna sprawa. Choćby granice. Jedyna chorwacko-węgierska sprowadzała się "zważenia" paszportów. A tu Serbia i Macedonia. W dodatku relacje z forum donosiły o "tureckich nalotach" na granice. Jasne, żę to wszystko w top sezonie, ale niepokój został.
Dodatkowa sprawa to ceny. O ile pokój w Maniati nie był drenujący to jakie będą pozostałe koszty?

Powoli sytuacja się klarowała.

Plan był następujący. Wyjazd 2 września około 14. Dojechać do Szegedu i tam, na jakimś parkingu, trochę się zdrzemnąć, a potem już jazda "par force" do Kamena Vourla, gdzie mamy zarezerwowany hotel.
Plan planem, ale rano zaczęło mi coś piszczeć w Strzale. Niefajnie, zwłaszcza, że dwa tygodnie wcześniej samochód był w kompleksowym przeglądzie u zaufanego mechanika. Nie ma rady. Jadę do Marcina. Okazało się, że to opona. Ot tak, zachciało jej się udawać, że to amerykański film i każdy zakręt ma być z piskiem. Pomaga przesunięcie gumy na tył.
Wyjazd nastąpił o czasie. Bez szaleństw przebijamy się do Jasła i Krosna. Spokojnie zaliczamy Słowację. Tradycyjnie dotankowuję w Forro i kupuję matricę. Wjeżdżamy na obwodnicę Budapesztu w M31. I nagle słychać "tuk-tuk-tuk...". Spociłem się z wrażenia. W pierwszej chwili sądziłem, że to odgłosy od betonowej nawierzchni, ale aż tak? Nie ma rady, zatrzymuję się na stacji. Oglądam opony. Nic się nie wbiło. Dobre i to, ale nadal głupi jestem i coraz mocniej zestresowany. Oczyma wyobraźni widzę haniebny powrót do domu. Dzwonię do Marcina. Na szczęście jeszcze nie spał. Co mi biedak mógł poradzić przez telefon? A jednak rzucił kilka pomysłów typu: sprawdź, czy śruba w kole nie poluzowała, wyjedź na drogę skręć ostro w lewo, w prawo, daj po hamulcach... "na 100% nie jest to łożysko, to ono najpierw piszczy, a potem wyje", "wyjedź na drogę i zrób to co ci mówiłem i zadzwoń". Złoty facet!

Wyjeżdżamy na drogę. "tuk-tuk-tuk...". Skręt w lewo, w prawo, hamowanie... "tuk-tuk-tuk...". Czarna rozpacz i smutna godzina! Nagle mam zjazd na M5 i kończy się beton. Nastała CISZA!! A jednak to był efekt betonowej nawierzchni. Tylko dlaczego tak? Bo to pierwszy raz jadę taką nawierzchnią i w dodatku w tej okolicy? Nieważne! Grunt, że jedziemy. Przy okazji szybki esemes do Marcina i zwrotne życzenie szczęśliwej podróży. Tak się rozochociliśmy, że ani się spostrzegliśmy, a byliśmy na granicy z Serbią. Nic to. Na pewno znajdzie się jakiś parking. Odprawa poszła szybko. Za to kolejka w drugą stronę... Masakra! Tak na oko z kilometr samochodów na trzech pasach. Może to Turcy masowo wracali do Niemiec? Tego nie wiem, ale chyba wrócimy na Węgry przez Chorwację. Pal licho dodatkowe 100 km.
Koło północka znajdujemy dużą stację ze sporym parkingiem i tam się przytulamy. Było nawet przyjemnie, gdy obudził mnie gwar znajomych słów. Okazało się, że niedaleko zaparkował autokar z Nowego Targu. Rodacy są wszędzie! Tylko dlaczego uważali za stosowane zaglądanie do naszego samochodu? Ludzi nie widzieli?

Drzemka trwała dwie godziny. Ruszyliśmy w stronę Belgradu. Autostrada ma fatalną nawierzchnię. Co i rusz jakieś łaty, koleiny. Męczące. W dodatku jest dużo ograniczeń prędkości, np. do 60 km/h i nie było odwołań. Albo były z lewej strony. Inna możliwość to silnie fosforyzujący znak z niewiadomą treścią, bo farba oblazła. Jedyny plus, to szybkie przeskoczenie Belgradu. Spory kawałek dalej poczułem zmęczenie. Tym razem wystarczyła godzinna drzemka. Za Niszem skończyła się autostrada i przez góry jedziemy zwykłą drogą. Na szczęście nadal jest dosyć wcześnie i w dodatku sobota. Tyle, że widoki przecudnej urody.

Spokojnie turlamy się w stronę Macedonii. Basia ze ściągą w ręce odlicza kwoty na bramkach. Granica. Samochodów nie jest dużo, tylko nie wszystkim celnikom chce się pracować. Jedna kolejka posuwa się sprawnie, a nasza stoi. Ludziska zaczynają zmieniać kolejki. Ja, pomny prawa Murphy'ego, że "druga kolejka posuwa się szybciej", czekam. W końcu coś ruszy. Nie ruszyło. Poddaję się i też zmieniam kolejkę.

Wtedy ruszyła moja poprzednia!

Nie ma sprawiedliwości na świecie!

Straciliśmy pół godziny. Gorzej, bo macedońscy celnicy potrzymali nas godzinę. Niby niewiele, ale już zdążyłem się odzwyczaić od czekania :)

Macedonia przywitała nas śmieciami i tańszym paliwem. Tankuję i gnamy do Grecji. Granica macedońsko-grecka prawie nas nie zatrzymała.

WITAJ GRECJO!

Kombinacje autostrad i esek szybko zbliżają nas do Kamena Vourla. I dobrze, bo jestem już za kółkiem dobę i zmęczenie daje znać o sobie. Oczywiście robimy postoje, ja gimnastykę, która podobno momentami przypomina próby zatrzymania innego samochodu, ale to tylko półśrodki.

Na szczęście dojechaliśmy do celu.

Kamena Vourla to miejscowość wypoczynkowa, jakieś 100 km na północ od Aten. Bardzo gęsta zabudowa, mnóstwo samochodów i ludzi. Parkowanie nie jest proste. Co tu się musi dziać w sezonie? W dodatku, w czasie wykonywania ósemki, wysiada mi wspomaganie. Prężąc muły kończę manewr i co? Dzwonię do Marcina :)
Ten pyta tylko, czy długo jechałem i czy jest gorąco? TAK x 2. "No to się nie przejmuj. Odpal ponownie silnik i powinno być dobrze. W ostateczności odepnij czarną klemę". Miał rację, a ostateczność nie była potrzebna. Taki mechanik to skarb!

Idziemy do hotelu. Miłe zaskoczenie, bo hotel jest ładny, utrzymany, wszędzie czysto i jest winda. W dodatku jest niewielki basen. Szybko załatwiamy formalności i idziemy do pokoju. Też przyjemny. Jest klima. Pewnym minusem jest maleńka łazienka, ale to detal. Basia idzie pod prysznic, a ja "w miasto". Chodzi za mną coś niezdrowego i smacznego. Hot-dog? Hm...

Za rogiem znajduję to co potrzeba. Przy pomocy łamanego angielskiego i rąk tłumaczę właścicielowi, że chcę coś w rodzaju hot-doga, ale specjalnego. Gość kilka razy zapytał mnie "special?" i wziął się do pracy. Efektem było coś bardzo smacznego i kosztującego 3E za sztukę. Ale co tam! Warto było. Wziąłem dwie sztuki. Niech żona też ma radochę. Miała, ale tylko w połowie, bo tyle zmieściła. Oczywiście udzieliłem mężowskiej pomocy i problem zniknął. Jeszcze tylko próbka angielskiego mojego i greckiego. Proszę żonę szefa o "password to wifi", a ona leci do męża i prosi o nasze "passports". Facet na to, że już nam oddał. Kobita patrzy na mnie cielęcym wzrokiem i mówi, że nie ma paszportów. Ja na to, że chodzi mi o hasło... Język angielski jest bogaty nie tylko fleksyjnie, ale i w ludzką inwencję.
Potem to już tylko SEN!
Sen...
Sen...
Ostatnio edytowano 08.11.2011 11:34 przez kato, łącznie edytowano 1 raz
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14062
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 07.11.2011 12:56

kato napisał(a):...
Potem to już tylko SEN!
Sen...
Sen...

Szczęściarz :twisted:, ale tak to jest jak się bez dziecków jedzie ;)

Czekam na foty :) W GR byliśmy w 2007 roku ;)

Pozdrav :papa:
Krzysztof i Lidia
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3204
Dołączył(a): 23.02.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) Krzysztof i Lidia » 07.11.2011 13:15

No to jesteśmy w Grecji... :)
to ja ewa
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 666
Dołączył(a): 01.03.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) to ja ewa » 07.11.2011 13:45

kato napisał(a):Ludziska zaczynają zmieniać kolejki. Ja, pomny prawa Murphy'ego, że "druga kolejka posuwa się szybciej", czekam. W końcu coś ruszy. Nie ruszyło. Poddaję się i też zmieniam kolejkę.

Wtedy ruszyła moja poprzednia!

Nie ma sprawiedliwości na świecie!
...


Jakbym siebie widziała w tych kolejkach, z tą różnicą,że do wjazdu na Węgry.Unia nas powitała pięknymi,dorodnymi kolejkami
kulka53
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 11730
Dołączył(a): 31.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) kulka53 » 07.11.2011 13:46

:D
Jechaliśmy do Grecji w tym samym terminie :cool:

Myśmy na granicach trochę więcej szczęścia mieli... zero czekania.

Ciekawe na ile pokryły się nasze trasy :cool:

Pozdrawiam
mahadarbi
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2247
Dołączył(a): 31.07.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) mahadarbi » 07.11.2011 14:24

Kocham Grecję, czekam na ciąg dalszy :papa:
kato
Croentuzjasta
Posty: 187
Dołączył(a): 29.09.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) kato » 08.11.2011 10:42

Obudziłem się o czwartej nad ranem. Skowronek! Co przymknę oczęta, to wyobraźnia pracuje nad dalszą jazdą. Spania nie będzie. Czytam do świtu, czyli do godziny siódmej ichniego czasu.

Obrazek
Widok z naszego balkonu. Czarna bryła między samochodami to Strzała.

Obrazek
Sąsiad

Obrazek
A to jego królestwo

Śniadanie (było wliczone w cenę) nie powalało. JEDNA kromka chleba z plasterkiem wędliny i dwa maciupkie opakowania dżemu i marmolady. Miałem toto położyć na wędlinę, czy spałaszować luzem? Wybrałem chleb z wędliną i podwójne espresso, żeby zafundować sobie kopa. Pakowanie, załadowanie Strzały, oddanie kluczy, serdeczny uścisk dłoni z szefem i idziemy zwiedzać miasto. Nigdzie nam się już dziś nie spieszy. Do celu tylko 480 km.

Obrazek
Kamena Vourla




Trasa szybka, czyli algorytmy.

Lubię IGO. O ile w Polsce jest taki sobie, to na zagraniczne wojaże wydaje mi się najlepszy. Co prawda mam porównanie jedynie z Automapą, ale to mi wystarcza. Program głosem pana Knapika prowadził nas bezbłędnie.
Szybko włączamy się w strumień pojazdów mknących w kierunku Aten. Muszę uczciwie przyznać, że Grecy lubią poszaleć. Jadę sobie środkowym pasem (z jakiegoś powodu prawym pasem mało kto jeździł), z lewej dochodzi mnie jakiś dzikus, a nagle - na grubość lakieru - wciska się jakiś szaleniec. W dodatku prawy pas jest PUSTY!!! Krew krzepnie.

Inny magik tak się spieszył, że na wprost jechał ile się da pasem do skrętu, a potem pasem technicznym, zgrabnie unikając betonu, wpasował się przed moją maskę. Albo właściciel jakiegoś rzęcha, który uznał za stosowne zatrzymać się na połączeniu dwóch nitek autostrady. Bo tak!

Syci atrakcji skręcamy na Korynt. Ruch jest jeszcze większy. Basia podejrzewa, że wszystkim się spieszy do słynnych cór. Może i tak, bo po minięciu Koryntu ilość samochodów drastycznie spada. W dodatku znaki dopuszczają 130 km/h, a wcześniej twardo ograniczyły do 120.

W Aeropolis autostrada się kończy. Do celu około 160 km. Jedziemy "jelitkami", jak mówi Basia. Faktycznie droga jest pokręcona. Oszczędzam klocki hamulcowe co prowokuje lokalesów do wyprzedzania na ciągłej, pod górę i na zakręcie. Życie im się znudziło? Sparta wita nas sporym ruchem, fantazyjnie zaparkowanymi samochodami i skrzyżowaniami o bliżej niezidentyfikowanej hierarchii ruchu. Spartiatów nie uświadczyłem, ale z dilerów samochodowych brakowało mi tylko Bentleya, Ferrari i Lambo. Reszta, nawet "China Motors" była.

Za Spartą droga staje się mniej kręta. IGO prowadzi nas czujnie, ale Basia, która nie wierzy materii nieożywionej, nieustannie trzyma rękę na pulsie i na mapie.
I słusznie, bo w pewnym momencie program każe nam skręcić z głównej drogi. Żona błyskawicznie reaguje. Jednak ciekawość zwycięża i pozwalamy prowadzić nas w nieznane. Być może ten wariant trasy był krótszy, ale na pewnie nie szybszy. A taki miał być!

Zwiedzaliśmy centra lokalnych miejscowości, jak np. wykorzystanie cerkwi w charakterze ronda. Nawet, gdy droga pozwalała ominąć maleńki ryneczek, to IGO twardo obstawało przy swoim. Bawiliśmy się doskonale, ale mapa nieustannie była pod ręką. Wreszcie ponowne połączenie z główną drogą. Teraz to już tylko kilka kilometrów. Dojeżdżamy do przystani promowej. Bilet trzeba kupić na promie, ale wjechać na prom tyłem.

Obrazek
Ten prom akurat był najmniejszy z całej floty (trzy sztuki). Na pozostałych wjeżdżało się przodem i nawracało już na pokładzie.

Odbijamy. Na morzy wieje niemiłosiernie. Kilku windsurfingowców ma używanie. Szaleją, aż miło.

Obrazek
Ten widok będzie nam towarzyszył nieustannie

Przeprawa trwa kilka minut. Jeszcze tylko znaleźć drogowskazy do Maniati i jesteśmy na miejscu.

Obrazek
WELLCOME in Studio Maniati :D

Obrazek



Maniati

Nasz pensjonat jest położony amfiteatralnie nad Elafonissos. Zdecydowanie dominuje nad innymi zabudowaniami, których i tak nie jest wiele. Wita nas Pani Aleksandra. Niska, korpulentna kobieta o porażającej energii i szybkością mówienia zawstydzającą karabiny maszynowe. Powitała nas bardzo serdecznie.

Na początek zapytała, gdzie leży Polska. Jakoś kojarzyła nas między Węgrami, a Serbią...
Po wytłumaczeniu i prostym naszkicowaniu zapytała, czy graniczymy z Ukrainą. Jak się okazało jej pomocnica jest Ukrainką. Kobieta była zdziwiona, gdy przy okazji zagadaliśmy do niej po rosyjsku. Już myślałem, że tak doskonale pamiętam ten język, a tu kobieta mówi, że "ja mieszkam w Czernichowie, ale moja familia we Wrocławiu". No i jaka to Ukrainka?

Dostaliśmy piękny pokój z eleganckim balkonem, z którego rozpościerał się kapitalny widok na Elafonissos i okoliczne wody. Można było godzinami siedzieć i podziwiać widoki.

Obrazek

Obrazek


Simos i Kato Nisi

Chociaż obiecywaliśmy sobie, że w tym dniu już nigdzie się nie wybierzemy, pojechaliśmy na zwiady. Chcieliśmy zobaczyć największe atrakcje wyspy, czyli plaże Simos i Kato Nisi.

Na pierwszy plan poszła plaża Simos. Na fotkach widać głównie piach, cudowny kolor wody i dzikość okolicy. Może kiedyś tak było, ale teraz dotarła tam cywilizacja. W okolicy stoi kilka budynków i na pewno z czasem stanie ich więcej. Na samej plaży, "na lewo od cypla" są trzy spore grupy parasolowo-leżakowe. Dla zwykłych śmiertelników jakby mniej miejsca.
Po drugiej stronie cypla tylko jedna grupa, ale ta część plaży wygląda na mniej zachęcającą.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niemniej jednak jest tam nadal ładnie. I faktycznie jest tam bałtycki piasek :D

Kato Nisi bardziej nam przypadło do gustu. Plaża jest raczej grubopiaskowa niż żwirkowa, dno morza płytkie i piaszczyste. CUDNE!

Obrazek

Obrazek

A wieczorem przyszła BURZA

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zrobiło się "strasznie". Pioruny biły po okolicznych wzgórzach i spadł... deszcz. Tak sobie myślę, że mój proboszcz obficiej raczy wodą święconą niż te chmury.

Idziemy spać.
mahadarbi
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2247
Dołączył(a): 31.07.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) mahadarbi » 08.11.2011 10:47

Zdecydowanie Kato Nisi :D
tajemniczy
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 576
Dołączył(a): 02.02.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) tajemniczy » 08.11.2011 11:55

i ja chętnie poczytam relacje ;-)
Kowal38
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1069
Dołączył(a): 16.04.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Kowal38 » 08.11.2011 12:31

Hejka! :papa:

...no to jedziemy zamoczyć nogi na Kato Nisi....


.. dzięki za miłe słowa " aż nas ciarki prześły po pleckach i łurośli my chyba po 10 cm "

Kowol i Kowolka piknie pozdrowiajom i cekomy na CD !!! :papa::hut: :sm:
kato
Croentuzjasta
Posty: 187
Dołączył(a): 29.09.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) kato » 08.11.2011 12:36

Kowal, gdyby nie Pamela i Ty to pewnie nigdy byśmy tam nie pojechali. To ja ci dziękuję.
to ja ewa
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 666
Dołączył(a): 01.03.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) to ja ewa » 08.11.2011 19:57

kato napisał(a):[Obrazek
Sąsiad



Koty na dachu to widziałam,ale żeby psa tam wygonić?????
No cuda niewidy się dzieją :lol:
kato
Croentuzjasta
Posty: 187
Dołączył(a): 29.09.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) kato » 09.11.2011 10:58

"Noc wrześniowa cicha była..."

Nawet księżyc świecił, a to w srebrze, a to złotem okrasił morze i okolice. Nawet cykady posnęły.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I tak to trwało... do trzeciej nad ranem.
Wtedy zapiał kogut. Kurzysyn miał dobre gardło. Trudno, pomyślałem, kogut piać musi. Tyle, że skubaniec swoim pianem pobudził do rywalizacji inne ptaszyska spod znaku grzebienia i ostróg. I się zaczęło.

Odpowiedział mu jeden, który chyba już był na wykończeniu, bo chrypiał niemiłosiernie. Ten pierwszy odpowiedział mu raźno i zaczepnie. No to usłyszeliśmy kolejnego ze znacznej odległości, bo choć alert był dziarski, to jednak gorzej słyszalny.
Nasz Mocnogłosy nie pozostawał dłużny, co sparował zachrypnięty Ojciec Chrzestny oraz kolejny kogut z innej strony. I tak to się ciągało jakąś godzinę, po czym nastała cisza, księżyc już nie świecił z naszej strony, było ciepło, ale nie duszno...

Po godzinie usłyszeliśmy drugie pianie kura. Oczywiście z tym samym chórkiem. I tym razem to trwało do samego świtu.
Co poradzić? Przecież nie pozamykamy wszystkiego co się da i nie włączymy klimy! Ano... trzeba się było przyzwyczaić.
Świt w Elafonissos trwa długo, zaczyna się późno i trudno go przegapić. Grecy wierzyli, że to Różanopalca Jutrzenka rozsuwa zasłony nocy.
I faktycznie różu nie brakuje.

Obrazek

Obrazek

To co lubią tygrysy, czyli plażowanie.

Obrazek
Pozdrowienia dla Cromaniaków

Obrazek
Pozdrowienia były męczące

Obrazek

Obrazek
Życie jest piękne

Obrazek
Mogła Pamela...

Jak widać po fotkach, na plażę poszliśmy z rana, czyli koło południa. Nie był to dobry pomysł. Gorąc był NIEZIEMSKI i to pomimo całkiem mocnego wiatru (wg ichnich prognoz 4-6 stopni), który był błogosławieństwem w tym skwarze.
Krystof
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3342
Dołączył(a): 26.04.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) Krystof » 09.11.2011 11:14

to pomimo całkiem mocnego wiatru (wg ichnich prognoz 4-6 stopni)


przy pięciu czapka by się nie utrzymała :wink:
kato
Croentuzjasta
Posty: 187
Dołączył(a): 29.09.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) kato » 09.11.2011 11:16

Plaża była trochę osłonięta od wiatru, ale i tak utrzymanie rozłożonego parasola było trudne.
A czapkę tez potrafiło zabrać :lol:
Następna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???


  • Podobne tematy
    Ostatni post

Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018