Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

BAŁKANY 2007 i 2008 ... czyli wyprawy z Jasiem i Lenką ...

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 14.12.2008 21:38

jacky6 napisał(a):
Witam...
włączam się jako aktywny czytelnik, po kilku ładnych dniach dokładnej analizy relacji - prawie wszystkich postów...
dla mnie mocno interesującej, jako, że kilkakrotnie nasze trasy a raczej jej fragmenty nałożyły się choć w pewnych - ca 2 miesięcznych odstępach czasowych... o czym w swoim czasie...
:wink:
Twoje dokładne opisy logistyczne posłużą mi do zaprojektowania kolejnych tras i metodyki zwiedzania...
chyba więcej osób czeka na kolejne odcinki, bo zwiastuny fotograficzne zobowiązują... choć pokazują, że dotarliście aż do granicy z Turcją nie przekraczając jej ?


jacky6,

Witam i Ciebie :D ...

Co do TR to zalecam cierpliwość :wink: :lol: , a wiele się wyjaśni :D :D ...

Pozdrawiam,

PAP
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 14.12.2008 21:42

Piotrek_B napisał(a): EDIT: PAP.......czekam :lol:


Piotrze B,

Miło mi, że chociaż Ty czekasz na c.d. mych wypocin :wink: :lol: :lol: ...

Kolejny odcinek rodzi się w bólach, bo z okazji świąt zagonili mnie w domu do roboty i każą jakieś lampki przed domem wieszać, wykładziny ze sklepu wozić, itp. :wink: :lol: :lol: :lol: ... ale nie daję się przeciwnościom, więc jest nadzieja :!: :lol: :lol: :lol: ...

Pozdrawiam,

PAP
waldy
Globtroter
Posty: 32
Dołączył(a): 16.10.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) waldy » 14.12.2008 21:49

Piotrek_B napisał(a):czy to przypadkowy zbieg okoliczności co do stylu pisania i tego niebieskiego koloru :wink: czy nie :?:
Mam na myśli czy to Ty pisałeś w tym roku na travelforum coś o Turcji :?: :wink:

Po kilku słówkach
jacky6 napisał(a):
... dokładnej analizy relacji, ca 2 miesięcznych odstępach czasowych... o czym w swoim czasie...

mogę stwierdzić, że to nie przypadek a Jacky z Travelforum a wcześniej z innych, który był natchnieniem dla wielu podróżujących internautów.
pozdrawiam
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 14.12.2008 21:51

PAP napisał(a):....więc jest nadzieja :!: :lol: :lol: :lol: ...

......i ona umiera ostatnia :lol: :lol: :lol:
Więc.....do "następnej razy" :wink:
Pozdrav :papa:
jacky6
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 893
Dołączył(a): 14.12.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) jacky6 » 14.12.2008 21:52


Witam ponownie...
dokładnie tak, potwierdzam przypuszczenie... choć na tym forum byłem już zalogowany chyba z 3 lub więcej lat temu, niestety, kiedyś też nie udało mi się ponownie zalogować pod starym nickiem...
tym razem zauważyłem w "innym" forum linkę do relacji PAPa, więc zahaczyłem się...
moja "turecka" relacja 2008 jest tylko przykładem jak jadąc na wczasy wcale nie trzeba się nudzić na plaży, ale przecież jest też mała migawka wspomnień sprzed 10 lat...
relacja PAPa i MAPy jest o tyle wręcz fascynująca, że nie będę powtarzał wcześniejszych zachwytów, ale pokażę, jak dużo może być zbieżności w metodyce podróżowania i wypoczynku... prawie w tym samym czasie ( co PAP z familią ) nie wiedząc o sobie podróżowaliśmy po Albanii - ja w lipcu 2007, po RO i BG - moje relacje są już od 2006, ale choć opisy PAPa są o niebo barwniejsze i bogatsze - to moje wypociny pisane były również w tym samym czasie...
ale o tym w kolejnych przypiskach, jeśli PAP i reszta kompanii pozwoli...
:wink: :wink:
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 14.12.2008 22:05

jacky6 napisał(a):
....ale o tym w kolejnych przypiskach, jeśli PAP i reszta kompanii pozwoli...
:wink: :wink:

Jacky - nie może być inaczej :lol:
Twoją relacje na travel przeczytałem z ciekawością bo jestem po latach przerwy tuż po "jednej" Turcji i mam nadzieję, że przed "kolejną" Turcją w 2009 r.
Twoje opisy z tego co czytałem też wnoszą dużo ciekawych informacji logistycznych i nie tylko.... :wink:
Może po prostu "wrzuć" kilka relacji np tu: www.cro.pl/forum/viewforum.php?f=24
Pozdrav :papa:
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 14.12.2008 22:07

jacky6 napisał(a): ... ale o tym w kolejnych przypiskach, jeśli PAP i reszta kompanii pozwoli...
:wink: :wink:


jacky,

Pozwoli, pozwoli :D :D ... powiem więcej, czekamy na rzeczone przypisy :D :D ...

Jakbyś mógł wkleić tu linki do swoich relacji, to myślę, że osoby zainteresowane tymi krajami z chęcią tam zajrzą :) :) ...

Pozdrawiam,

PAP
jacky6
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 893
Dołączył(a): 14.12.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) jacky6 » 14.12.2008 23:32

Piotrek_B napisał(a):Aaaa zapomniałbym - z tym bulgaricusem to chłopaki aż tak nie przegięły :lol: "Emisariuszom" tylko troche nerwy pusciły bo na tym ich forum pojęcie "żartów" czy robienie sobie "jaj" nawet z samego siebie jest pojęciem OBCYM. To forum jest śmiertelnie "poważne" conajmniej jak na pogrzebie :lol: A szkoda bo oprócz naszego i ich forum nie ma innych tak bardzo rozbudowanych turystycznych forów na temat innych krajów.
Pozdrav :papa:


kilka lat temu było "tam" nawet i ciekawie i na dosyć wysokim poziomie...
a teraz o chusteczkach papierowych "walczą"...
dlatego chwała, że pod szyldem bałkańskim PAP ustawia całą prawdę o wojażowaniu do Bułgarii... eeee.... po całym Balkanlandzie...
dlatego się tutaj przyłączam... pozostawiając miejsce przy mikrofonie PAP...
chciałbym bardzo podpatrzyć jego warsztat przygotowywania się do wyjazdu, jak walczy o info w necie itd...
tego mi mocno brakuje, za wcześnie się urodziłem, ale takich jak ja ( and maryla ) jest wielu...
jacky6
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 893
Dołączył(a): 14.12.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) jacky6 » 15.12.2008 23:16

waldy napisał(a):mogę stwierdzić, że to nie przypadek a Jacky z Travelforum a wcześniej z innych, który był natchnieniem dla wielu podróżujących internautów.
pozdrawiam



mało co a popłakałbym się z zażenowania, choć troszki miło coś takowego przeczytać...

a wracając do rzeczy samej - zaczynam "komentowanie" relacji PAPa i MAPy...
dzisiaj chciałbym postawić akcent na promowanie przez PAPa zdrowej postaci podróżowania, ważnej nie tylko dla tych co jadą gdzieś na dłużej ale w ogóle podróżują...
to zdrowe - to jest jazda wyłącznie za dnia, umyci i wyspani w godziwych warunkach...
to jest nadzwyczaj ważne, bo bardzo często czytam opisy i późniejszych smętnych wrażeń słucham - w stylu - "jaka ta podróż była zabójcza"...
bo Pan Małżonek postanowił bić rekordy świata i dojechać do BG w 24 - 26 godzin, dowoził siedzącą obok Małżonkę Zdechłą Rybkę i dzieciaki tłukące się z nudów, nie daj Panie Boże - nastolatki - przysięgające - nigdy więcej wyjazdów z "wapnem"...
moja recepta niewiele się różni, choć różnica niekoniecznie wynika z faktu jazdy już bez dzieci ( te są już usamodzielnione ) - ale z faktu, że należy sobie zadbać godne warunki wypoczynku PODCZAS CAŁEGO URLOPU... którym przecież jest przede wszystkim przejazd...
warto zmniejszyć - kwestia wyboru do ilu dni - pobyt plażowy - lub rozrzucić go na cały wyjazd...
wracając do mojej recepty - nie dokonuję rezerwacji netem z takim wyprzedzeniem jak PAP - trzymam się zasady - na ca 2,5 godz przed zmrokiem rozglądam się za noclegiem i znajdując go - po szybkim sprawdzeniu i negocjacjach cenowych - decyduję się...
w chwili zapadania zmroku - prawie wszystkie miejsca - mam na myśli szczyt sezonu - lubią być już zajęte...
a po ćmoku - można przegapić niejeden ciekawie ulokowany nocleg...
zresztą zanim zmrok zapadnie jak fajnie pójść na spacer po okolicy, wdepnąć na jakieś żarełko lub zakraplać małe dawki tuicy - rakijki - lokalnego browaru...
no i kwesta cen - raczej trudno mi uzbierać kwotę wakacyjnego budżetu, coby zafundować sobie noclegi płatne po ca 50 EURO, szukam i znajduję zazwyczaj tych na poziomie 25 EURO = 90 RON = 40 Leva... mogą być bez śniadanka, bo tak jak PAP wozi hektolitry mineralki ( widziałem na fotce startowej ulubioną Muszyniankę ! ) to my wozimy wyposażenie do przyrządzania sobie śniadania...
a na trasie - konsumppcja - podobnie jak PAP z wyłączeniem MacDonalda - oj tutaj mogłaby moja maryla nieźle "przeszkolić" MAPę w zakresie szkodliwości "dopalaczy" ku zdrowszemu żywieniu Lenki...

a my tu GGadu GGadu - a PAP może wreszcie ukończył już dekoracje świetlne frontonu domeczku ...
czekamy na kolejny odcinek - zaniepokojeni ówczesnym stanem zdrowia MAPy...

:?
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 16.12.2008 02:23

jacky6 napisał(a):
a wracając do rzeczy samej - zaczynam "komentowanie" relacji PAPa i MAPy...
dzisiaj chciałbym postawić akcent na promowanie przez PAPa zdrowej postaci podróżowania, ważnej nie tylko dla tych co jadą gdzieś na dłużej ale w ogóle podróżują...
to zdrowe - to jest jazda wyłącznie za dnia, umyci i wyspani w godziwych warunkach...
to jest nadzwyczaj ważne, bo bardzo często czytam opisy i późniejszych smętnych wrażeń słucham - w stylu - "jaka ta podróż była zabójcza"...

...no i kwesta cen - raczej trudno mi uzbierać kwotę wakacyjnego budżetu, coby zafundować sobie noclegi płatne po ca 50 EURO, szukam i znajduję zazwyczaj tych na poziomie 25 EURO = 90 RON = 40 Leva... mogą być bez śniadanka, bo tak jak PAP wozi hektolitry mineralki ( widziałem na fotce startowej ulubioną Muszyniankę ! ) to my wozimy wyposażenie do przyrządzania sobie śniadania...
a na trasie - konsumppcja - podobnie jak PAP z wyłączeniem MacDonalda - oj tutaj mogłaby moja maryla nieźle "przeszkolić" MAPę w zakresie szkodliwości "dopalaczy" ku zdrowszemu żywieniu Lenki...

a my tu GGadu GGadu - a PAP może wreszcie ukończył już dekoracje świetlne frontonu domeczku ...
czekamy na kolejny odcinek - zaniepokojeni ówczesnym stanem zdrowia MAPy...

:?


jacky,

Miło widzieć twój komentarz :) ...

Pełna zgoda co do meritum ... wakacyjna wyprawa ma być przyjemnością od wyjazdu z domu aż do samego powrotu, a nie tylko na miejscu docelowym :roll: :!: :) ... inna rzecz, że każdy powinien dobierać proporcje plażowania i jeżdżenia wedle własnych upodobań ... też mam problem aby zrozumieć jak można przeleżeć na plaży prawie cały urlop, ale jeżeli ktoś tak lubi i potrafi, to jego / jej święte prawo :) ...

Co do cen noclegów ... każdy dobiera wedle własnych upodobań i możliwości finansowych, to oczywiste :) ... wszak jak piszesz, godne warunki to też rzecz względna :wink: :D ...

Restauracja z liteką M ... wiem, wiemy, że to nie jest super zdrowe, ale dawkowane raz na jakiś czas jako forma atrakcji dla małoletniego potomka w naszym wypadku sprawdza się dobrze :), zwłaszcza jeśli w ciągu roku omijamy to miejsce szerokim łukiem ... z resztą i tak połowę porcji po Lence zawsze dojadam ja :roll: :lol: :lol: :lol: ...

Czekam na kolejne twoje komentarze :) ... a następny odcinek już się wkleja :D :D ...

Pozdrawiam,

PAP

PAP poprawiłem cytowanie ;) - mod Leszek
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 16.12.2008 03:00

Dzień 7

05/09/2008 piątek

odległość: 190 km

trasa: Sighisoara - Bran - Rasnov - Poiana Brasov - Brasov


Obrazek


O ile dwa poprzednie dni były wybitnie powtórkowe i dały szansę ponownego odwiedzenia miejsc znanych i lubianych :D, o tyle dziś zamierzamy kontynuować eksplorację rejonów nam obcych. Z zebranych informacji wynika, że to co dane nam będzie dziś zobaczyć to jedne z czołowych atrakcji turystycznych Rumunii. Jest więc ryzyko, że natkniemy się na zwiększone ilości zwiedzających i że to co ujrzymy nieco nas rozczaruje, wszak doświadczenie podpowiada nam, że w wypadku popularnych obiektów lub miejsc turystycznych, marketingowy wizerunek nie zawsze idzie w parze z rzeczywistością ...

Plan dnia jest ambitny, trzeba zatem zacząć go wcześnie. Uwzględniwszy nasze dopracowane i przećwiczone już w tym roku procedury logistyczne oznacza to, że podrywając się ze snu około 6:30, spożywając śniadanie przygotowane we własnym zakresie, znosząc klamoty po schodach z pierwszego piętra, jesteśmy zwarci i gotowi w samochodzie punkt 9:00. Przed wyjazdem robimy małą rundkę po mieście, zastanawiając się, kiedy wrócimy tu po raz kolejny, po czym kierujemy się na południowy wschód. Główna droga dobra, raczej prosta, miejscami lekko 'pozakręcana', ale dość tłoczna. Ocieramy się o zachodnie dzielnice Brasova, skąd udajemy się bezpośrednio na południe, celując na Bran. Na horyzoncie coraz wyraźniej widać góry. Gdy mijamy tablicę powitalną, nie dającą ani grama wątpliwości gdzie dojechaliśmy, mija dokładnie godzina 12:00 ...

Obrazek
nasz pokój

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Pansion Joker na zewnątrz

Obrazek

Obrazek

Obrazek
w drodze do Bran

Obrazek

Obrazek
bez cienia wątpliwości :wink: ... to Bran


Zjeżdżamy na pierwszy napotkany płatny parking. Wypakowując się z samochodu widzimy górujący nad dachami pierwszy punkt naszego dzisiejszego programu, czyli rzekomy zamek Drakuli, względnie Drakula. Sam Palownik prawdopodobnie nigdy nawet tu nie był, a jeżeli już, to tylko gościnnie i przejazdem, nie zmienia to jednak faktu, że w powszechnym, wręcz mitycznym przekonaniu, to właśnie w Branie wiódł swe pełne horroru życie. W rzeczywistości mieszkała tu Królowa Maria, a obecnie zamek wrócił w prywatne ręce jej dalekich spadkobierców, którzy okresowo próbują go sprzedać, acz na razie bez większego powodzenia. Idąc w stronę wzgórza, na którym ów obiekt się znajduje, przechodzimy przez swoiste brańskie Krupówki :wink:. Pełno tu wszelakiego towaru, ale i tak prym wiodą przedmioty opierające się na micie słynnego nibymieszkańca. Przez całkiem współczesną bramę wchodzimy na tereny parkowe należące do zamku, a brukowana droga zaczyna prowadzić stromo pod górę. Podejście nie jest jednak długie, nim więc zdążymy się zmęczyć już jesteśmy na górze 8) :). Przed samym wejściem do zamku zlokalizowana jest kasa, w której nabywam bilety, płacąc po 6 RONów za każdego dorosłego oraz 10 RONów za prawo do robienia zdjęć. Wchodzimy. Zwiedzanie odbywa się bez przewodnika, acz można sobie i tą usługę dodatkowo wykupić. Kierunek zwiedzania jest jasno wyznaczony i prowadzi nas przez kolejne pokoje i piętra aż na sam górny taras, aby następnie sprowadzić na dół i odprowadzić do drzwi wyjściowych. Przejście całości zajmuje około 30 minut, a wrażenia, jakie wynosimy są mocno mieszane. Niby nie było źle ani brzydko. W pomieszczeniach można było zobaczyć sporo mebli z epoki, inna rzecz, na ile autentycznych. Zamkowy dziedziniec był kameralny i przyjemny dla oka. Ale z drugiej strony, całość wydała się być dość mała, momentami wręcz klaustrofobiczna. Jeżeli dodać do tego sporą ilość osób znajdujących się jednocześnie 'na obiekcie', często przemieszczających się niczym w PRLowskiej kolejce, gęsiego jedna za drugą, to trudno tu było mówić o jakiejkolwiek kameralności, ciszy, czy spokoju :?. W sumie, na pewno warto było zamek w Branie zobaczyć, żeby wyrobić sobie własne zdanie, ale większych wrażeń duchowych i estetycznych doznaliśmy odwiedzając ruiny w Poienari ...

Obrazek
parking i pierwszy widok na zamek

Obrazek
do zamku pod górkę :lol: :lol:

Obrazek
zamek z dołu

Obrazek
meble z epoki

Obrazek
widok na dziedziniec

Obrazek

Obrazek
widok z górnego tarasu na okolicę

Obrazek


Schodząc na dół zaglądamy na chwilę do mini skansenu położonego na terenach zamkowych. Kilka całkiem ładnych chałup rozmieszczonych jest na dość małej przestrzeni, co nie pomaga w uzyskaniu efektu autentyczności. Prawdą też jest, że po zwiedzeniu skansenu w Sibiu, wszystkie tego typu obiekty podświadomie porównujemy teraz właśnie do niego. Ten dzisiejszy, siłą rzeczy, choćby z racji skali, musiał więc wypaść mniej imponująco :roll:. W drodze powrotnej do samochodu dokładniej lustrujemy stragany z pamiątkami ulokowane wzdłuż brańskich Krupówek :roll:. Owocem tego przeglądu jest nabycie kilku drobiazgów, w tym drewnianego samochodu dla Jasia, baniek mydlanych dla Lenki, lnianej bluzki w lokalne wzorki dla Małżonki, oraz ceramicznego kufla z wizerunkiem zamku do naszej rumuńskiej kolekcji :). Przed dotarciem do auta udaje się nam wreszcie upolować obiekt westchnień naszej córci, czyli najprawdziwszego arbuza :!: :!: :D :D. Ruszając z parkingu, przejeżdżamy jeszcze całe miasteczko i kierujemy się kawałek na południe, aby z drogi wyjazdowej móc spojrzeć na zamek z innej, konkretnie południowej, perspektywy 8O.

Obrazek
brańskie Krupówki :lol: ...

Obrazek
widok na zamek z południowej strony


Zbliża się godzina 14:00, a więc zgodnie z planem czas najwyższy na przerwę obiadową. Dzisiaj wiemy gdzie jemy. Na rekomendacje dotyczące restauracji Taverna Lupilor http://www.tavernalupilor.ro/ , co jak rozumiem znaczy wilcza tawerna, natknąłem się zbierając info o Branie i postanowiłem pójść za ich śladem. Aby tam teraz dotrzeć, kierujemy się z powrotem na Brasov. Kawałek po minięciu tablicy witającej w Branie, po lewej stronie drogi widzimy cały kompleks handlowo-usługowy zgrupowany pod wilczym logo. Mijamy stację benzynową i super market, a na ich tyłach odnajdujemy duży budynek tawerny. Miły kelner sprawnie 'rozprawia się' z naszym zamówieniem, dzięki czemu bez zbędnego oczekiwania możemy przystąpić do spożycia naszych dań. Zestaw w pełni analogiczny do wczorajszego kosztuje również około 20 EUR, mimo że porcje wydają się być nieco większe :). Podczas jedzenie nasza młodzież spostrzega plac zabaw zlokalizowany na tawernianym dziedzińcu, zatem po zakończonej konsumpcji nie ma możliwości tam nie zajrzeć :lol:. Towarzystwo rozbiega się w dwie strony świata celem przetestowania dostępnych zjeżdżalni i huśtawek. O ile Jasiek zachowuje bezpieczny kontakt wzrokowy ze swoją rodzicielką, o tyle bardziej odważna Lenka oddaje się integracji z rumuńską młodzieżą obecną na placu. Widok jest pocieszny, kiedy jedno dziecko 'nadaje' w swoim języku, a drugie sprawia wrażenie, że coś z tego rozumie :lol: :lol:. Najwyraźniej imię Lena nie jest zjawiskiem znanym, bo po chwili słychać inne dzieci zwracają się do naszej córci per Elena :roll: :lol: ...

Obrazek
wilcza tawerna ...

Obrazek
... z widokiem na góry

Obrazek

Obrazek
Jaś zjeżdża ...

Obrazek
... a Lena zwana Eleną się integruje :lol: ...

Obrazek


Rozhasaną młodzież z trudem udaje się zagonić do samochodu, mimo że z racji wysokiej temperatury, ze zmęczenia wypieki ma aż na twarzach. Czas jednak bezlitośnie ucieka, a przed nami kolejne punkty programu. Kontynuujemy jazdę w kierunku na Brasov i z oddali obserwujemy jak zamek Rasnov usadowiony wysoko na wzgórzu staje się coraz lepiej widoczny. Spokojnie przejeżdżamy przez małą miejscowość o tej samej nazwie, z uwagą szukając podjazdu, o którym czytałem w opisach. Nie tracąc nadziei, wyjeżdżamy formalnie z Rasnov, kiedy od wylotówki prowadzącej do Poiana Brasov odbija w lewo świeżo brukowana droga, prawie od razu ostro pnąca się w górę zbocza 8O. Widząc jej nachylenie i słysząc, z jakim mozołem silnik sobie z nim radzi, wypowiadamy wyrazy uznania dla jej budowniczych oraz funduszy unijnych, które z dużym prawdopodobieństwem zostały tu zaangażowane :roll: :lol:. Na niewielkim parkingu zostawiamy samochód i ostatnie 200 czy 300 metrów pokonujemy już w bardziej pierwotny sposób. Wejście do zamku znajduje się od zachodniej strony, u zwieńczenia schodów prowadzących na wzgórze wprost z miasta leżącego poniżej. Bilety kosztują dla odmiany po 8 RONów od osoby dorosłej, ale opłat fotograficznych brak :D.

Obrazek
pierwszy widok na zamek Rasnov na wzgórzu

Obrazek
widok z miasteczka

Obrazek
podjazd do zamku

Obrazek
widok na zamek

Obrazek

Obrazek
widok na miasto


Pierwsze, co można zobaczyć wchodząc do środka, to duży pochyły dziedziniec. Jego charakter, jak również wędrówka po innych bocznych uliczkach czy zakamarkach, potwierdza, że ów zamek, choć warowny, jest z całkiem innej 'bajki' niż ten w Branie. O ile tam znajdowała się siedziba dla elit, o tyle tu mamy obiekt dla ludu, w którym okoliczni mieszkańcy mogli szukać schronienia podczas przetaczających się przez te tereny nawałnic wojennych. Panoramiczny widok na okolicę wyjaśnia, dlaczego zadano sobie tyle trudu, aby zamek zbudować właśnie w tym miejscu 8O :o. Przy takim oglądzie sytuacji nawet polna mysz musiała mieć problemy, aby przedrzeć się niezauważona :roll:. Inna różnica względem Branu, acz już bardziej doczesna, jest taka, że zdecydowanie mniej osób tu dociera. Na zamku spędzamy prawie godzinę, nieskrępowanie wyznaczając swój własny kierunek zwiedzania i zaglądając wszędzie tam gdzie jest to możliwe, a przez cały pobyt spotykamy jedynie pojedyncze osoby, które z łatwością dałoby się policzyć na palcach dwóch rąk :D. I choć zamek, zwłaszcza miejscami, nie grzeszy autentycznością za sprawą wątpliwej wartości rekonstrukcji, to jednak bliżej mu klimatem do dawnych dziejów niż bardziej znanemu obiektowi w Branie. Rzecz jasna, tak czy siak, warto zobaczyć oba :). Gdyby jednak ktoś miał deficyt czasu i/lub pieniędzy i musiał dokonać wyboru, to zdecydowanie zalecam, aby padł on na Rasnov :idea: 8) ...

Obrazek
dziedziniec i jego jednoznacznie chłopski charakter

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Mama, Lenka, Jaś

Obrazek
zamek i okolica

Obrazek
wąskie uliczki

Obrazek
panorama ... mała wersja

Obrazek
panorama ... pełna wersja

Obrazek
ciekawe czy tak bawiły się ówczesne dzieci :roll: :?: :lol:

Obrazek
ostatnie spojrzenie na dziedziniec


Na parking wracamy chwilę przed 17:00. Jako niespodziankę napotykamy polski akcent, pierwszy od dobrych sześciu dni. Obok nas zaparkowane jest Mondeo na rodzimych tablicach, a po wzrokowej lustracji jego wnętrza widać, że ten, kto nim tu przyjechał preferuje styl podróżowania i nocowania podobny do tego kultywowanego przez Lidię i Kulkę :papa:. Stromym podjazdem zjeżdżamy w dół i obieramy kierunek na Poiana Brasov. Może trochę naiwnie, może trochę na wyrost, wbrew temu, co udało mi się wyczytać w sieci, miałem nadzieję znaleźć tu rumuńskie Zakopane :roll:. Może inaczej to wygląda zimą, może trzeba wysiąść z samochodu i spacerkiem zajść gdzieś w bok, ale mamy jeszcze lato, a my z racji braku czasu ograniczamy się jedynie to przejazdu kilkoma istniejącymi ulicami, i z tej perspektywy i w tym kontekście Poiana Brasov wygląda mocno bezpłciowo :?. Niby są góry w tle, niby jest i stacja wyciągu, ale miasteczko jako takie nie jest w stanie równać się nawet ze Szczyrkiem czy Karpaczem, nie mówiąc już o Zakopanem. Może zmieni się to z czasem, ale na tą chwilę cudów żadnych tu nie ma, a i klimatu nie daje się wyczuć :( ... Dla nas w pewnym sensie to nawet i lepiej, bo z tym lżejszym sercem odhaczamy kolejny punkt programu i udajemy się ku ostatniemu. Po dosłownie kilku minutach przystajemy na zakręcie, z którego rozciąga się rozległy widok na Brasov. Miasto, niczym jęzor lodowca, wypełnia nieckę doliny ograniczoną z trzech stron wzniesieniami. Po przeciwległej stronie widać wzgórze Tampa, na które kursuje kolejka linowa, i na którym rzekomo grasują niedźwiedzie :roll:. Tak czy inaczej, my już tam dzisiaj wjechać nie zdążymy :(, tym bardziej dobrze się składa, że możemy popatrzeć na miasto choć z tego miejsca. Inna rzecz, że stojący obok samochód z otwartymi oknami i 'wyciekającą' zeń romantyczną muzyką, umilającą czas parze hetero :wink: siedzącej na ławeczce tuż obok, zdaje się potwierdzać, że po zmroku owe miejsce z widokiem na rozświetlone Brasov musi być świadkiem scen niczym z najprawdziwszego amerykańskiego filmu :lol: :lol: ...

Obrazek
droga do Poiana Brasov

Obrazek
widok ze wzgórza na Brasov

Obrazek


Po zjechaniu ze wzgórza do miasta przebijamy się przez spory korek do naszego hotelu. W piątkowy wczesny wieczór rumuńska bieda bije po oczach z każdej strony :wink:. Kiedy Lenka, jako czołowa znawczyni motoryzacji w naszej grupie, dostaje zadanie liczenia wszystkich samochodów ze znaczkiem Audi, po upływie niespełna minuty osiąga kres swych możliwości obliczeniowych 8O za sprawą wszelkich możliwych odmian tego auta widocznych na prawo i lewo. Nie inaczej jest z innymi niemieckimi markami, wśród których znaczna część to pojazdy dla szczególnie ubogich, czyli wszelakie modele z klasy SUV :wink: 8O. Po mimo tych utrudnień i konieczności kontemplowania poziomu ubóstwa lokalnej biedoty, dzięki mapie miasta wydrukowanej z http://www.harta-turistica.ro/map.php?ID=9&lang=eng , nasz hotel Ambiente http://www.hotelambient.ro/ odnajdujemy bez większych problemów. Za sprawą stopniowego dobudowywania do hotelu nowych części, dotarcie z recepcji do naszego pokoju przypomina wymyślny tor przeszkód, ale z drugiej strony standard naszej kwatery, połączony z lokalizacją hotelu prawie w samym centrum, ze strzeżonym parkingiem oraz śniadaniem w cenie pokoju, powoduje, że cena 60 EUR za noc nie wydaje się być znacznie przesadzona ...

W pełnym rynsztunku, zwarci i gotowi, na spacer po mieście ruszamy kilka minut po 19:00. Idąc w kierunku ścisłego centrum, pierwsze, co rzuca nam się w oczy to duży napis BRASOV umieszczony na wzgórzu Tampa. Ciekawe czy lokalne władze 'pożyczyły' pomysł z Hollywood czy vice versa :lol: :lol:, ale faktem jest, że gdyby ktoś przesadził z ilością spożytych napojów ognistych, to taki napis widoczny z wielu zakątków miasta skutecznie mu przypomni gdzie się aktualnie znajduje :wink: :lol:. Mijamy rozległy plac pokryty dużą ilością zieleni i docieramy do głównego deptaku miasta, czyli Strada Republicii, który w piątkowy wieczór tętni życiem. Ciepła pogoda zdaje się sprzyjać zwiewności kreacji płci obojga, tak więc po dniu oglądania przedmiotów martwych można oko nacieszyć również widokiem lokalnej fauny :wink: 8O. Na wprost daje się zauważyć sylwetkę Czarnego Kościoła, co po konsultacji z mapą (MAPA aktualnie pochłonięta jest wypatrywaniem osobników a la Eros Ramazzotti, więc z nią kontakt jest lekko utrudniony :lol: :lol:) sugeruje, że przed nami również znajduje się Piata Sfatului z charakterystycznym ratuszem. Kiedy jednak docieramy bliżej, okazuje się, że cały plac jest ogrodzony i wyłączony z normalnego ruchu za sprawą koncertu, który się na nim będzie dziś odbywał :( :cry:. Wielka szkoda, bo to właśnie ów plac jest wizytówką miasta. Bokiem docieramy w bezpośrednie sąsiedztwo Czarnego Kościoła, ale z bliska prezentuje się on mniej efektownie niż z daleka. Odnajdujemy również jedną z najwęższych uliczek na świecie, mierzącą około 1 metr szerokości ulicę Sforii, i przechodzimy nią na jej drugi koniec. Z racji zapadającego mroku i prowadzonych tam właśnie prac związanych bodajże z wymianą kanalizacji, panuje tam nastrój przypominający jako żywo sielskie klimaty z bramy na warszawskiej Pradze, stąd więc równie szybko, jak nie szybciej, odbywamy marsz w kierunku powrotnym :roll: :lol: :lol:.

Obrazek
wzgórze Tampa ... jak w Hollywood

Obrazek

Obrazek
deptak

Obrazek

Obrazek


Do hotelu zmierzamy trochę okrężną drogą, trzymając się już jednak głównych ulic. W schludnie wyglądającej, ale dość niepozornej lodziarni, kupujmy lody, trzy razy po trzy kulki w trzech wafelkach plus jeden wafelek ekstra dla Jasia :). Kiedy przychodzi do płacenia jestem w lekkim szoku. Okazuje się, że za całość wychodzi 45 RONów 8O 8O :!: :!: :evil:. Mając w pamięci lody w Sibiu i ich dość niską cenę założyłem, że i tu nie będzie dużo drożej, stąd nie dopełniłem dostatecznych starań, aby cenę sprawdzić przed zakupem :roll: :oops: :oops: :oops:. Teraz, rzecz jasna, jest już trochę zbyt późno :x :oops:. Na moje dociekania, czemu aż tyle, miła pani pokazuje na mała tabliczkę z cenami i tłumaczy, że owe lody to nie byle jakie lody, ino importowany wyrób belgijskich mistrzów cukiernictwa 8O 8O :?. Kiedy idąc ulicą spożywamy te najdroższe lody jakie do tej pory trafiło nam się jeść, zastanawiam się na ile są one autentycznie belgijskie :roll: ... ale jedno trzeba im oddać, są wyśmienite ... acz to może tylko siła auto sugestii :roll: :lol: :lol: :lol: ...

Aby obejrzeć pokaz slajdów z pełnowymiarowymi zdjęciami z tego odcinka, kliknij TU :D ...

C.D.N.
Ostatnio edytowano 07.04.2009 23:42 przez PAP, łącznie edytowano 1 raz
marsylia
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 882
Dołączył(a): 19.07.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) marsylia » 16.12.2008 09:30

PAP napisał(a):... Lenka napala się na arbuza. Są jednak same duże. Tłumaczymy jej, że będzie ciężko zabrać się ze wszystkim, a do przejścia mamy kawałek. Daje się przekonać.


ech...z rodzicami to tak zawsze... :roll: , ja bym go zaturlała do samochodu :mrgreen:
:papa:
MWN
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1971
Dołączył(a): 18.02.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) MWN » 16.12.2008 10:04

jacky6 - chyba przeoczyłeś wielotygodniowe dyskusje na temat wyższości świąt BN nad świętami Wielkej Nocy. Pamiętam, że jest mniej więcej tyle samo zwolenników co przeciwników jazdy w dzień i w nocy z przerwami i ciurkiem. Więc nie byłoby argumentu, który by już nie padł. Pozdrav!
jacky6
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 893
Dołączył(a): 14.12.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) jacky6 » 16.12.2008 12:07

MWN napisał(a):jacky6 - chyba przeoczyłeś wielotygodniowe dyskusje na temat wyższości świąt BN nad świętami Wielkej Nocy. Pamiętam, że jest mniej więcej tyle samo zwolenników co przeciwników jazdy w dzień i w nocy z przerwami i ciurkiem. Więc nie byłoby argumentu, który by już nie padł. Pozdrav!


otóż nie przegapiłem, ja go tylko wznowiłem, bo jest wiecznie żywy jak tow. Lenin... :lol:
z każdym rokiem przybywa nam nowych autek, nowych kierowców, nowych podróżników - szczególnie tych z dziećmi, szczególnie "rekordzistów tras"...
a ponieważ nie jest to tylko kwestia wygody - a równie ważnego bezpieczeństwa - warto go eksponować - szczególnie w takim "tle" jak relacja PAPa...

:lol:
Lidia K
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3447
Dołączył(a): 09.10.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) Lidia K » 16.12.2008 12:28

PAP napisał(a):po wzrokowej lustracji jego wnętrza widać, że ten, kto nim tu przyjechał preferuje styl podróżowania i nocowania podobny do tego kultywowanego przez Lidię i Kulkę :papa:.



:lol: PAP, mnie niestraszne żadne techniczne trudności :D w wyświetlaniu Twojego postu, choć mówiąc szczerze nie wiem skąd się nagle one pojawiły :?

Poczytałam całość :wink: , jak już trafiliście w Rumunii na Polaków to akurat musieli oni spać w aucie :lol: Owszem zwyczaj ten jest przez nas starannie pielęgnowany :D ale nie o 17 8O :wink: i nie na parkingu 8O :wink:

Zwykle starannie wybieramy miejsce noclegu, starając się, żeby było całkowicie odludne. Poza tym, musimy uważać, abyś nas PAPie nie ustrzelił swoją kamerą jak już raz Ci się udało :lol:

Pozdrawiam Lidia
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



BAŁKANY 2007 i 2008 ... czyli wyprawy z Jasiem i Lenką ... - strona ...
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018