Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

2006 - Tribunj [long] NOWA JAKOŚĆ ;o)

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
el_guapo
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1290
Dołączył(a): 08.07.2003
2006 - Tribunj [long] NOWA JAKOŚĆ ;o)

Nieprzeczytany postnapisał(a) el_guapo » 18.09.2006 13:36

Mając w pamięci poprzedni wypad do kraju rakji i domaćnego vina postanowiliśmy również w tym roku odwiedzić ponownie gościnny i piękny kraj jakim jest Chorwacja.
Plan zakładał jazdę w 'ciemno'; w okolice Szybenika, Trogiru lub w-py Muter. Dla mnie i Ani była to lekko spóźniona podróż poślubna, a dla naszych towarzyszy bardzo spóźniona podróż poślubna; 5 lat po...
Z uwagi na fakt, iż tylko ja dysponowałem prawem jazdy, zmuszeniu byliśmy rozbić podróż na 2 etapy etap hardkorowy-polski i etap lajtowy-południowoeuropeiski.
Etap I zakładał przejechanie 420km z Warszawy do Zwardonia, w piątek w godzinach popołudniowych oraz nocleg w schronisku Dworzec Beskidzki. Etap II obejmował przejechanie pozostałych 1000km, ale po kolei...

Piątek 2006.09.01, Warszawa-Ursynów, godzina 1700 czasu zulu :D
Pakujemy się do Lanosa, ostatnie sprawdzenia dokumentów, regulacja fotela, podłączenie GPS i AM i w drogę. Po drodze nie obeszło się bez kilku korków: pierwszy już na ten na Al.Krakowskiej byłem przygotowany, ale pozostałe na 'gierkówce' wyzuły mnie z resztek czci i wiary. Na E77 trwa permanentny remont bądź to lewej bądź prawej nitki, co owocuje sporymi korkami. Sposób prowadzenia remontów oraz zmiana organizacji ruchu wydają się cokolwiek bezsensowne: po 5-7km wyłączonych z ruchu, z nową nawierzchnią i brakiem jakichkolwiek oznak pracy. W efekcie w Zwardoniu jesteśmy o 00:30, szybkie mycie i w kimkę bo następny etap to 1000km.

2 słowa o Dworcu Beskidzkim: schronisko stare i zaniedbane, pokoje obskurne, umywalka w pokoju, prysznic z zimną wodą w korytarzu. Jeden z atutów to cena (18zł za osobę) oraz bliskość przejścia granicznego Zwardoń-Skalite (widać z tarasu).

Sobota 2006.09.02, Zwardoń, Dworzec Beskidzki, godzina 0800 czasu zulu
W świetnie zaopatrzonym Bufecie, zamawiamy śniadanko (jajecznica z 8 jaj - 8zł; krokiet z barszczem - 4zł; zapiekanka vel. pizza - 6zł; herbata z cytryną - 2zł; kawa Nescafe - 2zł) i o 0900 wyruszamy. Tankowano LPG na stacji tuż przed granicą (2.09zł/l), zmiana programu do nawigacji z AM na iGO wymiana złotówek na korony (100zł = 1170koron słowackich), rezygnujemy z zakupu winiety bo na stacji ździerają (w przeliczeniu winieta kosztuje 28zł/10dni, tuż za granicą w sklepie z alkoholami kupiliśmy ją za cenę urzędową 150 koron słowackich) i o 0910 meldujemy się na granicy.

Tuż za granicą nawierzchnia wyraźnie zyskuje na jakości i będzie taka aż do powrotu do Polski - wstyd.

Autostrada zaczyna się ok. 70-80km za granicą PL-SVK te kilometry to niestety droga przez mękę, dużo prac drogowych, objazdów, zwężeń ale przynajmniej widać że coś się dzieje w kwestii autostrad na Słowacji.

Sobota 2006.09.02, Bratysława, godzina 1200 czasu zulu
Kierujemy się na stację LPG znajdującą się po prawej stronie zaraz za mostem, niestety zjazd z autostrady jest w remoncie i nie można na nią zjechać. Zaliczamy obowiązkowe zwiedzanie Bratysławy z samochodu i klucząc po uliczkach w końcu docieramy do stacji LPG. W tym momencie składam podziękowania iGO. Kolejne tankowano LPG do pełna (21,90 koron słowackich/l) i ruszamy na Wiedeń. Po drodze mijamy coś w rodzaju granicy. Obsługa z okienka słowackiego nie jest nami w ogóle zainteresowana, zakładając taki sam stan w okienku austriackim mijam je z prędkością patrolową dopiero 100m za granicą spoglądając w lusterko widzę, że jednak jakiś celnik austriacki jednak do nas wyszedł - w każdym razie nie cofnąłem, a oni nie strzelali.

Kolej na winietkę austriacką - 7,60e.

Podróż po Austrii to czysta przyjemność, drogi równiutkie jak stół (nawet krajowe), inna kultura prowadzenia samochodu (inny kierowca to partner nie wróg). Droga prowadzi przez malownicze miasteczka, przy drodze widać mnóstwo wiatraków do wytwarzania energii. W miasteczku Wolf...... droga wiedzie pod basztą a jej szerokość pozwala tylko na przejazd jednego samochodu - tworzą się tu małe korki, ale warto poczekać.
Tuż przed Wiedniem wjeżdżamy na autostradę i po minięciu lotniska (pas startowy nad nami) zjeżdżamy na obwodnice Wiednia, która prowadzi bezpośrednio do autostrady na Gratz.

O 1600 docieramy na osławioną stację Agip w Lopeisdorf z LPG - cena nie zachęca (0,70e/l). Wcinamy obiadek, lekka gimnastyka i w drogę.

Sobota 2006.09.02, granica AUT-SLO, godzina 1800 czasu zulu
Dostajemy ulotki 'Urlop w Słowenii i Chorwacji'. Kilka kilometrów płatną autostradą (0,80e; płacisz w euro, wydają w euro) i zjeżdżamy do Mariboru. Droga do Chorwacji to droga krajowa, wąska, kręta i dość tłoczna. Słoweńcy nie palą się do budowy autostrady w tym miejscu.

Sobota 2006.09.02, granica SLO-HR, godzina 1900 czasu zulu
Granicę przekraczamy bez rewelacji, tzn. nikt nic od nas nie chce, w tym roku nie ma pięknych dziewcząt rozdających ulotki, być może dlatego iż jest po sezonie. Wymiana waluty na granicy: 100zł=178kn, 1e=7,20kn i wyruszamy w dalszą drogę. Zaraz za granicą okazuje się że to co było 2 lata temu to już przeszłość, trwają intensywne prace nad dociągnięciem autostrady do granicy, wszędzie widać nowe estakady i tunele, a pod tym wszystkim prowadzi stara droga...

Sobota 2006.09.02, stacja benzynowa Jasterbansko, ok. 30km za Zagrzebiem, godzina 2030 czasu zulu
Tankowanie LPG (3,05kn/l), lekkie prostowanie kości i w drogę...nie, nie autostradą na Split. Zjeżdżamy z Karlowacu na starą drogę na Plitwice i Zadar z 2 przyczyn: 1 sentyment, 2 mamy mnóstwo zapasu czasowego. Przy jeździe autostradą na wybrzeżu bylibyśmy o 0130.

Na starej drodze 'podczepiam się' do 2 samochodów: pierwszy jest z BIH, drugi ma chorwacką rejestrację ze Splitu. W takim mikrokonwoju jedziemy dość szybko (ciągle ok. 100km/h) starą, krętą i dość wąską drogą. Bardzo miło wspominam ten odcinek drogi. Chłód nocy sprawił, że zmęczenie wyparowało, droga kręta i wąska nie pozwalała mi się nudzić w odróżnieniu od monotonii autostrady. Co jakiś czas zmieniałem się z Bośniakiem i Chorwatem na prowadzeniu. Ruch był minimalny więc jechaliśmy na 'całej elektrowni' II i III w peletonie podczas zmiany obniżali znacząco światła więc prowadzący nie był oślepiany. Niestety Bośniak odbił na BiH w miejscowości Prijeboj (będzie jeszcze o niej). Z Chorwatem docieramy do autostrady, po drodze majaczy mi znak o stacji LPG.

Niedziela, 2006.09.03, stacja benzynowa, ok. 30km przed Zadarem, godzina 2300 czasu zulu
Przed Sv. Rokiem wpadam na autostradę, a zaraz po przejechaniu tunelu Sv.Rok (5700m) zjeżdżam na stację benzynową. Zmęczenie daje się we znaki, godzina jest młoda, do celu podróży zostało 100-150km. Idziemy spać.
Budzę się ok. 0400, jak na przespanie ok. 5 godzin w pozycji embrionalnej czuje się nieźle. Tankujemy LPG (3,05kn/l)

Niedziela, 2006.09.03, Tribunj, godzina 0500 czasu zulu
Parkujemy na wielkim, zakurzonym placu przy porcie, naprzeciwko supermarketu. Krótka wizja lokalna pozwala stwierdzić, iż miasteczko jest malowniczo położone, jest supermarket (KONZUM), kantor, poczta, kilka gospod i sklepów, czyli to co potrzebujemy. Nie ma sensu szukać o 5 kwatery zatem idę spać, a Artur idzie na zwiad...

O godzinie 0700 rozpoczynamy szukać kwatery. Założenie jest takie: 40e/dzień/4osoby, ani eurocenta więcej. Pierwsza kwaterka kosztuje 55e, a właścicielka oznajmia że za 40e to 'kaine chance'.
W tym miejscu chciałbym podziękować pewnemu rodakowi, który widząc nasze próby znalezienia kwatery zaoferował swoją pomoc, niestety nie mam pamięci do imion, ale dziękuję bardzo kierownikowi granatowej Toyoty Corolli o nr WE......... z logiem www.gaspol.pl. Dzięki niemu znaleźliśmy wypasioną kwaterkę za 40e.
Kwaterka zlokalizowana była 8m od wody, II poziomowa (kuchnia i pokój dzienny na dole, 2 sypialnie i łazienka na górze), z dwoma tarasami i pełnym wyposażeniem.

Po zakwaterowaniu zasłużyliśmy na prysznic i śniadanko. Woda zmyła 1000km, a kanapeczki uśpiły nasze żołądki. Czas na plażowanie.
Plaża jak większość w Chorwacji jest skalista z dość dobrym wejściem do wody. Nie polecam jej natomiast rodzinom z dziećmi. Głębokość wody zaraz przy wejściu oscyluje w okolicach 1,5-1,8m.
Po południu wyruszyliśmy na mały spacerek po miasteczku. Tribunj jest małym miasteczkiem rybackim, w którym życie toczy się dookoła starówki zlokalizowanej na wysepce oraz cypelka ze wzgórzem na szczycie którego wznosi się kościół. W miasteczku jest supermarket KONZUM, poczta na starówce zaraz przy mostku, kantor przy KONZUMIE oraz marina. Widać że marina, była punktem zwrotnym dla miasteczka. Po jej wybudowaniu życie wyraźnie drgnęło, a do miasteczka zaczęły płynąc dewizy. Cała starówka jest zabytkiem, ponadto w miasteczku znajdują się jeszcze 2 kościoły: oba z XVw. Polecam Tribunj wszystkim którzy nie chcą być odcięci od cywilizacji, a jednocześnie dla których Vodice są zbyt gwarne - notabene do Vodic jest 30min. piechotką.
Współpodróżnicy łaskawie odpuścili mi wycieczki samochodem przez kolejne 2 dni, aż obrzydzenie do kółka i pedałów nie zeszło ze mnie dokumentnie.

Środa, 2006.09.06, Trogir i Krka
Postanowiliśmy odwiedzić Trogir do którego nie dotarliśmy 2 lata temu oraz odświeżyć wrażenia z Narodowego Parku Rzeki Krka.
Trogir jest malowniczo położonym miasteczkiem pomiędzy kontynentem a wyspą Ciovo. Początkowo to Ciovo było naszym punktem docelowym, ale kiedy dotarliśmy do Trogiru okazało się że Tribunji jest jednak doskonałym rozwiązaniem. Pomimo kończącego się sezonu wjazd na Ciovo był koszmarem. Całe miasteczko wypełnione jest szczelnie samochodami, które za wszelką cenę chcą pokonać 2 mostki łaczące Ciovo z lądem. Całe szczęście udało nam się zaparkować poza centrum i korkami. Na starówkę dotarliśmy na piechotkę objuczeni aparatami i kamerą. Trogir wciąga turystów w labirynt wąskich uliczek, które nie mają żadnej logicznej sieci. Błądząc po mieście można spędzić cały dzień i nie będzie nudno. W Biurze Informacji Turystycznej zaopatrzyliśmy się w mapkę i z nią wyruszyliśmy na podbój miasta. Koszt całkowity wejściówek do głównych atrakcji Trogiru to ok. 40kn/osobę.
Popołudnie to Park Narodowy Rzeki Krka - 50kn za osobę do dolnej części parku.

Piątek, 2006.09.08, Omnis, Split
Kolejna wycieczka na południe. Tym razem w planach Omnis z kanionem rzeki Cetina oraz Split. Obie atrakcje były czymś nowym, nie widzianym podczas wakacji 2004.
Omnis okazał się zatłoczonym, głośnym miasteczkiem turystycznym, w którym nie znaleźliśmy nic z innych miasteczek chorwackich. Z każdego zakątka atakowali nas naganiacze, którzy w sposób narzucający oferowali spływy rzeką na pontonach. Pewnym wytchnieniem była wycieczka do twierdzy Mirabela (10kn/osobę) przyklejonej do skały kanionu rzeki Cetina. Droga do niej prowadziła przez starą część miasta, wąskimi uliczkami i schodkami. Z twierdzy rozpościera się wspaniały widok na miasto, port i przełom Cetiny, ale to nie wszystko...Ponad miastem na wysokości 300m góruje twierdza Starigrad (wejście gratis). Widok zapiera dech w piersiach.
Po Omnisu udaliśmy się do Splitu, dużego portowego miasta, którego główną atrakcją jest Pałac Dioklecjana. Samochód udało nam się zaparkować w pobliżu starówki, pod murami Muzeum Morskiego. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od zmacania dużego palucha u nogi biskupa nińskiego Grigura Nińskiego. Podobno przynosi szczęście. Główną bramą pałacową zapuściliśmy się w labirynt uliczek, które poprowadziły nas do głównej atrakcji Splitu - doskonale zachowanego placu gównego Pałacu Dioklecjana. Stąd już tylko metry dzieliły nas od Krypt (5kn/osobę) oraz otwartych dla turystów podziemi pałacu (10kn/osobę). Pod Splitem odwiedziliśmy ruiny miasta antycznego Salony (20kn/osobę).

Sobota, 2006.09.09, Sibenik
Miasto-zabytek, położone malowniczo na wzniesieniach, nad którymi górują 2 twierdze: Sv Any i Sv Mihovila. Radzę szybko ominąć nową cześć miasteczka, zatłoczoną, śmierdzącą i głośną i zapuścić się w wąskie uliczki. Jedną z atrakcji Sibenika jest katedra Sv Jakuba wpisana na liste UNESCO (wstęp do katedry gratis). Warto wdrapać się na szczyt do twierdzy Sv Mihovila (10kn/osobę) z której można podziwiać panoramę miasta, widoczny w oddali most nad Krką oraz wąski przesmyk prowadzący na otwarte morze.

Poniedziałek, 2006.09.11, Park Narodowy Paklenica
Park Narodowy utworzony w górach Velebit i obejmujący swoim zasięgiem 2 kaniony: Wielką i Małą Palenicę. Wejście na teren parku poprzez Wielką Palenicę znajduje się przy bocznej drodze w prawo w miejscowości Starigrad. Dojechać można wąską dróżką do pierwszego parkingu, gdzie można kupić bilety (30kn/osobę) i dostać mapę parku. 2 kilometry dalej znajduje się większy parking i właściwe wejście do parku. Palenica to przede wszystkim kanion ze ścianami pionowymi osiągającymi miejscami 400m wysokości. Jednodniowa wycieczka nie pozwala na zobaczenie całego parku, ale wystarcza do zapoznania się z największymi jego atrakcjami: Wielką Palenicą, Jaskinią Manita oraz szczytem Anica Kuk. Na Anicę Kuk (około 750m) prowadzi dość strome podejście i dla niewytrenowanych 'alpinistów' może być to nielada problem. Wejście do jaskini Manita (533m) jest bardziej lajtowe, ale wybierając się do niej należy pamiętać o niezbyt trafionych godzinach otwarcia 10:00-13:00 i zabraniu 10kn/osobę na zwiedzanie z przewodnikiem-naprawdę warto. W jaskini panuje temperatura 8-12oC co jest niemałym szokiem po wejściu do niej z 30oC upału. Polarki wskazane. Podane wysokości nie szokują, ale należy pamiętać że góry Velebit wyrastają bezpośrednio z morza i zaczynając wspinaczkę startuje się niemal z poziomu morza.

Środa, 2006.09.13, Parka Narodowy Jezior Plitwickich
Do jezior wstąpiliśmy w drodze powrotnej do kraju. Udało nam się znaleźć przytulną kwaterkę w miejscowości Prijeboj (13e/osobę lub 80kn/osobę) z dostępem do w pełni wyposażonej kuchni. Z samego rana wyruszyliśmy na zwiedzanie jezior (po sezonie 85kn/osobę) - nie będę się rozpisywać o czymś co można przeczytać w każdym przewodniku.

Garść uwag i przydatnych informacji.
Można wymieniać złotówki. Kantory i poczty przyjmują banknoty 100zł i 200zł. Na poczcie jest prowizja (ok. 1,5%). Kurs w 2006 roku oscylował w okolicy 1zł=1,78kn; 1e=7,28kn. Co daje ok. 1kn=0,57zł. Zdecydowanie najkorzystniej jest płacić kartą. Z wyciągu bankowego wynika, iż przy płatności kartą za 1kn płaci się 0,55zł. Prowizji nie stwierdziłem.

Ceny są wyższe niż w Polsce i w porównaniu do 2004 roku lekko wzrosły. Szczególnie widać to w restauracjach.

Przykładowe ceny w restauracjach:
Pizza fi 45cm - 30-45kn;
CocaCola itp. 0,25l - 10-13kn;
Piwo Karlovacko 0,5l - 10-13kn;
Woda mineralna 1l - 10kn;
Sałatka sezonowa - 10kn;
Spaghetti -35kn;
Sałatka z ośmiornicy - 80kn;
Ryba biała 1kg - 150kn;

Przykładowe ceny z KONZUMA/PLODINE:
CocaCola itp. 2l - 14kn;
Piwo 2l - 14kn;
Chleb - 4,20-7,80kn;
Jajka 10szt. - 12kn;
Piersi kurczaka 0,5kg - 30kn;
Mięso mielone 0,5kg - 35kn;
Paluszki - 7kn;
Ajvar - 10kn;
Makaron 0,5kg - 5-7kn;
Czarne oliwki - 14kn za słoik;

Ceny bazarowe:
Arbuz 1kg - 1-3kn;
Melon 1kg - 6kn;
Nektarynki, brzoskwinie 1kg - 10-13kn;
Pomidory 1kg - 10kn;

Wejściówki:
10kn za osobę dorosłą -wejściówki do kościołów, katedr, małych muzeów;
5kn za osobę dorosłą - wejście do krypty w Splicie;
20kn za osobę dorosłą - wejście na teren Salony;
30kn za osobę dorosłą - wejście do NP. Palenica;
50kn za osobę dorosłą - wejście do NP. Krka;
85kn za osobę dorosłą - wejście do NP. Plitvice;

Przy okazji zaznaczyłem wszystkie napotkane stacje z LPG:
Słowacja
Bratysława 1
N=48.1310395o
E=17.1088689o
Bratysława 2
N=48.1306563o
E=17.1222244o
Bratysława 3
N=48.1316483o
E=17.1210634o
Słowenia
Maribor
N=46.5602760o
E=15.6588888o
Austria
Loipersdorf
N=47.3336938o
E=16.0610063o
Chorwacja
Karlovac
N=45.1246351o
E=15.5762898o
Niedaleko Zadaru - Autostrada (po obu stronach)
N=44.2405381o
E=15.5689241o
Niedaleko Zadaru -Islam Latinski
N=44.1916606o
E=15.4209734o
Niedaleko Zadaru - Murvica
N=44.1392049o
E=15.3106988o
Sibenik
N=43.7162892o
E=15.9125403o
Trogir
N=43.5283379o
E=16.2578374o
Kasztela 1
N=43.5493614o
E=16.3038175o
Kasztela 2
N=43.4430627o
E=16.6834549o
Kasztela 3 - lokalizacja orientacyjna, gdyż nie wjeżdżałem w boczną drogę
N=43.5570359o
E=16.3244925o
Slunj - lokalizacja orientacyjna, gdyż nie wjeżdżałem w boczną drogę
N=45.1246351o
E=15.5762898o


Pozdrawiam Kierownika ciemnej Omegi B nr rej KR..... z naklejką CRO.PL - kręciłeś się po Tribunj
Ostatnio edytowano 11.12.2006 12:42 przez el_guapo, łącznie edytowano 1 raz
Deeno
Odkrywca
Avatar użytkownika
Posty: 69
Dołączył(a): 01.08.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Deeno » 19.09.2006 23:07

Ha - widze ze odwiedzaliscie podobne miejsca co my ;)
A zdjecia jakies beda ?
darek1
zbanowany
Posty: 9346
Dołączył(a): 27.06.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) darek1 » 20.09.2006 14:37

Bardzo ciekawa relacja, oczekuję nastepnych przygód :D
a to ja
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4755
Dołączył(a): 18.07.2003

Nieprzeczytany postnapisał(a) a to ja » 20.09.2006 15:53

el_quapo
Szybki jesteś w ... relacjonowaniu swoich podróży 8)
Wątek ... bardzo cieplutki - wszak tydzień temu wracaliście jeszcze przez Plitvickie ... .

Przychylam się do prośby o kilka fotek z relacji.

Pozdraviam :)
gospodarz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1261
Dołączył(a): 06.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) gospodarz » 20.09.2006 18:29

To austiackie miasteczko z bramą (Wiener Tor) to Hainburg :)
el_guapo
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1290
Dołączył(a): 08.07.2003
Re: 2006 - Tribunj [long] + kila fotexów

Nieprzeczytany postnapisał(a) el_guapo » 21.09.2006 12:17

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
el_guapo
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1290
Dołączył(a): 08.07.2003

Nieprzeczytany postnapisał(a) el_guapo » 21.09.2006 12:26

a to ja napisał(a):el_quapo

Wątek ... bardzo cieplutki - wszak tydzień temu wracaliście jeszcze przez Plitvickie ... .

Pozdraviam :)


Dziennik prowadziłem na bieżąco, więc relacyjka jest 'hot' i tylko lekko obrobiona - stąd błedy stylistyczne. :lol:
rich72
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2213
Dołączył(a): 27.02.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) rich72 » 08.10.2006 20:52

tylko tyle fotek Ci się na kartę zmieściło czy resztę do konkursu wstawiasz :lol: :wink:
el_guapo
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1290
Dołączył(a): 08.07.2003
Chorwacja - Tribunj - 2006 vol.1 (nowa jakość)

Nieprzeczytany postnapisał(a) el_guapo » 11.12.2006 12:33

Piątek 2006.09.01, Warszawa-Ursynów, godzina 1700 czasu zulu
Wychowany na pakowaniu malucha 'po dach'byłem dobrze przygotowany merytorycznie do pakowania Lanosa, które przebiegło zaskakująco sprawnie -nawet nie wiecie ile stuffu można poupychać pod klapkami osłon amortyzatorów i wnękach na podnośnik. Oczywiście zrezygnowaliśmy z '6 zgrzewek wody mineralnej' po 0,89zł za 1,5l.
Paszporty są, kary kredytowe są, regulacja fotela, podłączenie GPS i w drogę. Po drodze nie obeszło się bez kilku korków: na ten pierwszy na Al.Krakowskiej byłem przygotowany, ale pozostałe na 'gierkówce' wyzuły mnie z resztek czci i wiary. Trwa tam permanentny remont bądź to lewej bądź prawej nitki, co owocuje sporymi korkami. Sposób prowadzenia remontów oraz zmiana organizacji ruchu wydają się cokolwiek bezsensowne: po 5-7km wyłączonych z ruchu, z nową nawierzchnią i brakiem jakichkolwiek oznak pracy. Dość tego, że podczas jednego z takich przymusowych postojów udało nam się obejrzeć Shreka - CAŁEGO!!!.
Zwardoń i okolice przywitały nas egipskimi ciemnościami, do których doszła wątpliwa przyjemność dotarcia do schroniska Dworzec Beskidzki. Początkowo akceptowalna droga z każdym metrem przechodziła metamorfozę nawierzchni i otoczenia. Przyjaźnie wyglądające wsie ustąpiły miejsca lasowi świerków, które w ciemnościach przypominały sekwoje. Gdy wreszcie zamajaczyła cywilizacja w wydaniu Zwardoń-City, byliśmy w 7 niebie. Czar prysł, w tej samej chwili w której domyśliliśmy się że do Dworca Beskidzkiego prowadzi dość stromo pod górę trakt szerokości 1,8m. Gdzieś tam na górze majaczyła sylwetka schroniska oświetlana trupim światłem jarzeniówek sączącym się z okien pokojowych.
Nie wiem czy to zmęczenie, czy atmosfera ostatnich kilometrów, ale 'gosposia' która otworzyła nam drzwi była łudzącą podobna do Dzwonnika z NotreDame...w schronisku przywitał nas zapach ni to starości ni to stęchlizny, który na myśl przywodził wycieczki klasowe i nocowanie w różnych dziwnych miejscach. Te wrażenie spotęgowała pościel którą nam wydano - czysta i pachnąca, choć plamy na poszewkach zdawały się opowiadać wiele ciekawych historii.

Dworzec Beskidzki jest starym i zaniedbanym schroniskiem zlokalizowanym bezpośrednio przy granicy polsko-słowackiej. Pokoje w których nocowaliśmy posiadały po 4 łóżka ustawione pod ścianami oraz przedsionek z umywalką. Na korytarzu znajdowały się damska i męska łazienka z WC. Łazienka damska miała dodatkowo prysznic - niestety z zimną wodą. Ceny: 18zł/os. dla turystów indywidualnych i 16zł/os. dla grup zorganizowanych.

Sobota 2006.09.02, Zwardoń, Dworzec Beskidzki, godzina 0700 czasu zulu
Sobota przywitała nas słoneczną, choć rześką pogodą - doskonałą do podróży.

Obrazek


Schronisko w świetle dziennym straciło swój upiorny charakter, a puste żołądki wymusiły na nas wyruszenie na łowy w poszukiwaniu Bufetu. Nie spodziewaliśmy się kulinarnych uniesień mając w pamięci ogólną kondycję schroniska, ale bufet zaskoczył nas bardzo pozytywnie, zarówno wyborem potraw jak i smakiem. Śniadanko skonsumowaliśmy na bufetowym tarasie, z którego rozpościera się wspaniały widok na cały Zwardoń i przejście graniczne Zwardoń-Skalite - nasz cel.

jajecznica z 8 jaj-8zł; krokiet z barszczem-4zł; zapiekanka vel. pizza-6zł; herbata z cytryną-2zł; kawa Nescafe-2zł; i sporo innych po przystępnych cenach

Po śniadanku zaczęliśmy staczać się ze schroniskowego wzniesienia w kierunku przejścia granicznego. Nie obyło się bez wymiany złotówek na słowackie korony (100zł = 1170ks) i drobnych zakupów przez nasze towarzyszki podróży na stacji tuż przed granicą. Tankowano LPG (2.09zł/l), zmiana programu do nawigacji z AM na iGO - niechętnie żegnałem się z automapowym lachonem na rzecz pseudopolskojęzycznej przewodniczki iGO. Rezygnujemy z zakupu winiety, gdyż cena jest mocno wydumana (w przeliczeniu winieta kosztuje 28zł/10dni, tuż za granicą w sklepie z alkoholami kupiliśmy ją za cenę urzędową 150 koron słowackich).
Już z daleka widzę, że celnik jest w dobrym humorze, który zdradzają suszące się siekacze - jesteśmy chyba jego pierwszymi klientami tego dnia i wyrwaliśmy go z porannego letargu. Celnik nie jest szczególne zainteresowany paszportami - okaże się, że większość jego kolegów po fachu reprezentuje podobne lub jeszcze bardziej ulgowe podejście do odprawy paszportowej.

Tuż za granicą nawierzchnia wyraźnie zyskuje na jakości i będzie taka aż do powrotu do Polski - wstyd.

Słowackie miasteczka śpią i w takiej też atmosferze upływają kilometry do autostrady. Autostrada zaczyna się ok. 70-80km za granicą PL-SVK - te kilometry to niestety droga przez mękę, dużo prac drogowych, objazdów, zwężeń - prędkość senna.
Kilometry pozostałe do Bratysławy umykają szybko. Niestety co jakiś czas sielankę burzy niespodziewany atak SMRODU. Smród pojawia się z zaskoczenia, na partyzanta, atakując nasze nosy, oczy, gardła. Na początku lekko smera nosy, potem gryzie, powoduje łzawienie oczu a na samym końcu żółknięcie zębów - naprawdę nie wiem czego używają Słowacy do nawożenia pół, ale z pewnością nie jest to wytworem zwierzęcego przewodu pokarmowego.


Sobota 2006.09.02, Bratysława, godzina 1200 czasu zulu
Stolica Słowacji wita nas pustymi ulicami.

Obrazek

Kierujemy się na stację LPG, która wg iGO znajduje się po prawej stronie zaraz za mostem autostradowym nad Dunajem. Niestety okazuje się, że zjazd na drogę z ruchem lokalnym przy której znajdują się stacje, bary i centa handlowe jest w remoncie. Autostrada wyprowadza nas prawie na przejście graniczne z Austrią. Mając na uwadze kolejny etap podróży przez gazową pustynię jaką jest Austria, zaliczamy 'obowiązkowe zwiedzanie Bratysławy' z samochodu i klucząc po uliczkach w końcu docieramy do stacji LPG. Kolejne tankowano LPG do pełna (21,90 ks/l) i ruszamy na odsiecz Wiedniowi. Po drodze mijamy coś w rodzaju granicy. Obsługa z okienka słowackiego nie jest w ogóle zainteresowana naszymi skromnymi osobami, a ja zakładając taki sam stan rzeczy w okienku austriackim mijam je z prędkością patrolową - dopiero 100m za granicą spoglądając w lusterko zauważyłem, że jednak jakiś celnik austriacki do nas wyszedł - w każdym razie nie cofnąłem, a oni nie strzelali...[/b]
Ostatnio edytowano 11.12.2006 12:37 przez el_guapo, łącznie edytowano 1 raz
el_guapo
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1290
Dołączył(a): 08.07.2003
Chorwacja - Tribunj - 2006 vol.2 (nowa jakość)

Nieprzeczytany postnapisał(a) el_guapo » 11.12.2006 12:36

Sobota 2006.09.02, Austria, godzina 1300 czasu zulu
Podróż po Austrii jest czystą przyjemnością, drogi równiutkie jak stół (nawet krajowe) oraz kultura prowadzenia samochodu do której chyba nie dorośniemy nigdy. Na stacji benzynowej tuż za granicą wspinając się na wyżyny naszej znajomości niemieckiego ("Cejn tage viniete, bite") zaopatrujemy się w winietkę tygodniową (7,60e). Droga prowadzi przez malownicze, zadbane miasteczka, widać mnóstwo wiatraków do wytwarzania energii leniwie poruszających śmigłami. W jednym z miasteczek droga zwęża się i wiedzie pod basztą. Szerokość pozwala tylko na przejazd jednego samochodu -tworzą się tu małe korki, ale warto poczekać, spuścić ciśnienie i delektować się leniwym rytmem życia prowincjonalnego miasteczka.

Obrazek

Tuż przed Wiedniem wjeżdżamy na autostradę i po minięciu lotniska (pas startowy nad nami) i gigantycznych zakładów przemysłowych zjeżdżamy na obwodnice Wiednia, która prowadzi bezpośrednio do autostrady na Gratz.

Obrazek

Około 1600 docieramy na osławioną stację Agip w Lopeirsdorf, oazę LPG (0,70e/l). Niczym wielbłądy do wodopoju w kolejce do dystrybutora ustawia się długa kolejka aut - przeważają pojazdy z rejestracją polską, węgierską i włoską.

Sobota 2006.09.02, granica austriacko-słoweńska, godzina 1730 czasu zulu

Kolejna granica, której funkcja już dawno została wypaczona - brak celników, brak kontroli niczym w zachodniej Europie. "Kontrolę" sprawują dziewczyny zatrudnione przez Ośrodki Informacji Turystycznej Słowenii i Chorwacji rozdające ulotki "Urlop w Słowenii i Chorwacji", chusteczki odświeżające i żelki-gumisie. Kilka kilometrów płatną autostradą (0,80e; płacąc w euro, resztę wydają w euro) i wita nas Maribor. Droga do Chorwacji to droga krajowa, wąska, kręta i dość tłoczna, która początkowo prowadzi równinami i stopniowo zagłębią się w górskie wąwozy. Słoweńcy nie palą się do budowy autostrady w tym miejscu, chociaż widać pierwsze zalążki nowej drogi.

Sobota 2006.09.02, granica słoweńsko-chorwacka, godzina 1900 czasu zulu
Słońce pomimo iż jeszcze wysoko nad horyzontem, tu w górach już schowało się za wzniesieniami. Granicę przekraczamy bez rewelacji, nikt nic od nas nie chce - w tym roku nie ma pięknych dziewcząt rozdających ulotki, być może dlatego iż jest już dość późno i jest po sezonie. Krótka przerwa na wymianę waluty na granicy: 100zł=178kn, 1e=7,20kn i wyruszamy w dalszą drogę. Zaraz za terminalem przejścia granicznego okazuje się, że przez 2 lata chorwaccy inżynierowie lądowi zrobili tyle co nasi przez 10 lat - trwają intensywne prace nad dociągnięciem autostrady do granicy, wszędzie widać nowe estakady i tunele, a pod tym wszystkim prowadzi stara droga...

Sobota 2006.09.02, stacja benzynowa Jasterbansko, ok. 30km za Zagrzebiem, godzina 2030 czasu zulu
Samochód dramatycznie domaga się "jedzenia", mrugając na mnie diodą rezerwy. Pracownik stacji zdaje się nie słyszeć terkotania zaworu LPG i przerywa tankowanie dopiero dostrzegając dezaprobatę na mojej twarzy (5 litrów ponad normę). Lekkie prostowanie kości i w drogę...nie, nie autostradą na Split. Wybieramy stara droga na Knin z 2 przyczyn: 1 sentyment, 2 mamy mnóstwo zapasu czasowego. Przy jeździe autostradą na wybrzeżu bylibyśmy o 2400.

Stara droga prowadząca początkowo oświetlonymi przedmieściami Karlovaca stopniowo pogrąża się w ciemnościach, z których raz za razem wynurzają się ruiny zniszczonych domów - tu był front.

Pod Karlovacem znajduje się zalążek Muzeum Wojny Domowej. Na dzień dzisiejszy są to ruiny 3 budynków, pomiędzy którymi zgromadzono trochę sprzętu wojskowego: opancerzony wóz piechoty - skonstruowany na bazie ciężarówki, opancerzony wóz bojowy - na bazie traktora, BWP produkcji ZSRR, kilka czołgów produkcji amerykańskiej, m.in. Sherman, kilka dział oraz wrak MIG'a-21 armii Jugosławii. Wstęp na teren ekspozycji - wolny.

Obrazek

Stara drogę na Knin znam dość dobrze, ale nie na tyle żeby bezstresowo przejechać mieszankę wzniesień, zakrętów, mostków i odcinków nad głębokimi kanionami. Pewną ulgą jest "podczepienie się" do 2 samochodów: pierwszy jest z BIH, drugi ma chorwacką rejestrację ze Splitu. Bardzo miło wspominam ten odcinek drogi. Chłód nocy sprawił, że zmęczenie wyparowało, droga kręta i wąska nie pozwalała mi się nudzić w odróżnieniu od monotonii autostrady. Co jakiś czas Bośniak i Chorwat zmieniali się na prowadzeniu. Jechaliśmy na "całej elektrowni", gdyż ruch był minimalny i tylko świecące gdzieniegdzie z krzaków oczy zdradzały, że nie jesteśmy na drodze sami. Niestety Bośniak odbił na BiH w miejscowości Prijeboj (będzie jeszcze o niej). Podążając przez cały czas za Chorwatem dotarliśmy szczęśliwie do autostrady i tunelu
el_guapo
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1290
Dołączył(a): 08.07.2003
Chorwacja - Tribunj - 2006 vol.3 (nowa jakość)

Nieprzeczytany postnapisał(a) el_guapo » 11.12.2006 12:40

Niedziela, 2006.09.03, stacja benzynowa, ok. 30km przed Zadarem, godzina 2300 czasu zulu
W tym samym momencie, w którym droga z krętej i wąskiej przeszła w prostą i szeroką straciłem Chorwata z oczu, a sam ustalonym tempem zacząłem zbliżać się do tunelu Sv. Rok.

Obrazek

Tunel Sv. Rok o długości ponad 5700m wraz z innymi krótszymi tunelami stanowi połączenie pomiędzy kontynentalną i śródziemnomorską Chorwacją. Jest także jedną z bezpieczniejszych przepraw drogowych przez góry Velebit i alternatywą-płatną niestety-dla wąskich i krętych dróg "przyklejonych" do górskich zboczy.

O tym, że jesteśmy już w śródziemnomorskiej części Chorwacji dobitnie poinformowały nas termometry nad drogą zaraz za tunelem Sv. Rok, które w środku nocy pokazywały ponad 20oC. Ich "kontynentalne" odpowiedniki przed tunelem skąpo wskazywały 9oC. Nieprawdopodobne jest jak wiele mas ciepłego, śródziemnomorskiego powietrza potrafi przytrzymać łańcuch górski ciągnący się na przestrzeni 150km z najwyższym szczytem osiągającym 1757 m.n.p.m (Vaganski Vrh).

Obrazek

Zmęczenie daje się we znaki, a zapas czasowy wcale się nie skurczył-do celu pozostało zaledwie 100-150km. Decydujemy się na kilkugodzinne "przewaletowanie" na stacji benzynowej przy autostradzie. Podczas gdy my śpiąc w samochodzie sprawdzamy elastyczność ludzkiego ciała Artur, miłośnik wszelkiego rodzaju pełzającego i latającego paskudztwa regeneruje siły obserwując polujące nietoperze.
Ze snu wybudza mnie ból pleców i szyi-kobiałki w dalszym ciągu kimają na tylnej kanapie-jest 0400.
Na stacji tankujemy ponownie chorwacki gaz (3,05kn) i wyruszamy w ostatni etap naszej podróży.

Niedziela, 2006.09.03, Tribunj, godzina 0500 czasu zulu
Parkujemy na wielkim, zakurzonym placu przy porcie. Nietaktem byłoby poszukiwanie kwatery o 0500 rano, więc razem z Arturem wybieram się na krótki rekonesans miejscowości do której trafiliśmy. Ciemności i zmęczenie nie pozwalają na zapuszczenie się w uliczki miasteczka, możemy natomiast stwierdzić stwierdzić, iż jest malowniczo położone, jest supermarket (KONZUM), kantor, poczta, kilka gospod i sklepów - czyli to co potrzebujemy. Decyzja zapada-ZOSTAJEMY. Kobiałki wybrały sen, więc nie mają prawa głosu.
O 0630 miasteczko budzi się do życia. Na plac na którym parkujemy zaczynają zjeżdżać się ciężarówki z towarem i owocami. W porcie rybacy odpalają małe dieselki sowich łupinek i wyruszają na połów. Delektujemy się tym porannym ruchem i chłoniemy zgoła inny sposób rozpoczęcia dnia niż ten do którego jesteśmy przyzwyczajeni.
Z twardym postanowieniem 40e/dzień/4osoby, ani eurocenta więcej zaczynamy szukać kwatery. Pierwsza próba skutkuje sporym rozczarowaniem: kwaterka kosztuje 55e, a właścicielka oznajmia że za 40e to "kaine chance" - a przecież jest po sezonie.
W tym miejscu chciałbym podziękować pewnemu rodakowi, który obserwując z tarasu nasze próby znalezienia kwatery zaoferował swoją pomoc - niestety nie mam pamięci do imion, ale dziękuję bardzo kierownikowi granatowej Toyoty Corolli o nr WE......... z logiem www.gaspol.pl. Dzięki jego pomocy udało nam się po krótkich negocjacjach odnaleźć rewelacyjną, dwupoziomową kwaterkę (kuchnia i pokój dzienny na dole, 2 sypialnie i łazienka na górze, dwa tarasy) oddaloną od plaży o 8-10m.
Po zakwaterowaniu zasłużyliśmy na prysznic i śniadanko. Woda zmyła 1000km, a kanapeczki uśpiły nasze żołądki.

Tribunj jest małym miasteczkiem rybackim, w którym życie toczy się dookoła starówki zlokalizowanej na wysepce oraz cypelka ze wzgórzem na szczycie którego wznosi się kościół. W miasteczku jest supermarket KONZUM, poczta na starówce, kantor przy KONZUMIE oraz marina. Widać że marina, była punktem zwrotnym dla miasteczka. Po jej wybudowaniu życie wyraźnie drgnęło, a do miasteczka zaczęły płynąc dewizy. W miasteczku znajdują się jeszcze 2 kościoły: oba z XVw. Polecam Tribunj wszystkim którzy nie chcą być odcięci od cywilizacji, a jednocześnie dla których Vodice są zbyt gwarne - notabene do Vodic jest 30min. piechotką.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Współpodróżnicy łaskawie odpuścili mi wycieczki samochodem przez kolejne 2 dni, aż obrzydzenie do kółka i pedałów nie zeszło ze mnie dokumentnie.
rich72
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2213
Dołączył(a): 27.02.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) rich72 » 11.12.2006 13:15

8) jak to miło przeczytać wspomnienie drogi do w połowie grudnia. Monentalnie włącza się planowanie :wink:
el_guapo
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1290
Dołączył(a): 08.07.2003

Nieprzeczytany postnapisał(a) el_guapo » 11.12.2006 13:32

rich72 napisał(a):8) jak to miło przeczytać wspomnienie drogi do w połowie grudnia. Monentalnie włącza się planowanie :wink:


Pociesz się, że to już "tylko" 7 miesięcy do ew. wyjazdu. :lol:
Ja niestety w 2007 będę zmuszony zdradzić HR dla Grecji - obiecałem Małżonce, jak jeszcze nią nie była, że zabiorę ją do Grecji - no i przyszła pora realizowania 'podpisanych cyrografów'. :wink:

Sama Grecja też mnie pociąga, ale jest jedno czego nie mogę przeboleć - jazda samochodem...to dla mnie najlepszy wypoczynek i ta świadomość, że sam sobie jestem sterem...
FUX
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 12998
Dołączył(a): 14.05.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) FUX » 11.12.2006 13:38

Tak Off Topic.
Jakie sa temoeratury w okolicach majowego weekendu?
A JEST DŁUUUUUUUUUUUUUUUGGGGGGGGGGGGGGGIIIIIIIIIIIIIII !!!!!!!!!
rich72
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2213
Dołączył(a): 27.02.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) rich72 » 11.12.2006 13:49

a to do Grecji samochodem nie można?? 8O a przy okazji przystanek parudniowy w Cro zrobisz :wink:
Mi zostało jeszcze 8,5 miesiąca :D

Fux - z tego co zaobserwowałem temperatury w tym okresie s ą bardzo zróżnicowane (podobnie jak u nas) raz trafisz na 15 stopni a raz na 32. Temperatura wody niestety pozostaje nieznośna - najczęściej w granicach do 20 C
Następna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



2006 - Tribunj [long] NOWA JAKOŚĆ ;o)
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2017